fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Jacek Nizinkiewicz: Dlaczego minister zdrowia nie ostrzega

Fotorzepa, Jakub Czermiński
Nie wiadomo, jak długo potrwa w Polsce stan zagrożenia epidemią koronawirusa. Prezydent i premier nie widzą przeszkód do zorganizowania wyborów prezydenckich za 50 dni. A Łukasz Szumowski milczy.

Codzienne konferencje premiera Mateusza Morawieckiego, prezydenta Andrzeja Dudy i ministrów rządu Zjednoczonej Prawicy pokazują pogłębiający się kryzys państwa. Potwierdziła to dzisiejsza konferencja premiera i ministrów zdrowia i edukacji oraz orędzie prezydenta. Mimo wprowadzenia stanu epidemii, zamknięcia przedszkoli, żłobków i szkół do Wielkanocy, ogromnego zagrożenia jakie niesie koronawirusa dla Polaków, szef rządu i głowa państwa, nie widzą powodów do przełożenia terminu wyborów prezydenckich 10 maja. 

Dowiedz się więcej: Premier: Wprowadzamy dzisiaj stan epidemii

Aż 70 proc. Polaków domaga się przełożenia wyborów - wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie "Super Expressu" - a tylko 12 proc. jest za utrzymaniem pierwotnego terminu. Dlaczego więc władza nie słucha suwerena i nie wprowadza stanu wyjątkowego, który mógłby pomóc w znacznym zablokowaniu rozprzestrzeniania się koronawirusa? Ponieważ trzeba byłoby przełożyć majowe wybory. A tego PiS chce uniknąć.

Zobacz wyniki sondażu: Tylko 12 procent chce wyborów w maju

Radość jest dzisiaj towarem deficytowym w Polsce, ale w PiS jej nie brakuje. W partii rządzącej zapanował triumfalizm po zebraniu ponad dwóch milionów podpisów poparcia pod kandydaturą Andrzeja Dudy oraz po publikacji najnowszego sondażu, który daje obecnemu prezydentowi dużą przewagę nad kontrkandydatami.

Koronawirus sprzyja Andrzejowi Dudzie, taka jest brutalna prawda na dzisiaj. Nie wiadomo jak poparcie dla PiS i prezydenta będzie kształtować się za kilka miesięcy, kiedy dojdzie do audytu działań państwa, które, jak mówił Mateusz Morawiecki, przygotowywało się na nadejście koronawirusa „parę miesięcy temu”, czego jednak nie potwierdzą szpitale, przedsiębiorcy oraz podróżni latający bez ostrzeżenia w rejony zagrożone, w tym do Chin i Włoch. Jedno jest pewne, póki sondaże sprzyjają prezydentowi, póty PiS nie zdecyduje się na wprowadzenie stanu wyjątkowego, który mógłby zapobiec znacznemu rozprzestrzenianiu się wirusa w Polsce. A to już jest decyzja polityczna, którą autoryzuje sam Łukasz Szumowski, kreowany na dobrego policjanta rządu.

Minister zdrowia, ostrzegający przed nadciągającym zagrożeniem, słowem nie zająknął się, gdy premier mówił, że nie ma powodów przenosić wybory majowe. Minister Szumowski powiedział, że nie można określić, kiedy epidemia skończy się w Polsce i jak długo potrwa zagrożenie, ale nie był w stanie określić kiedy testy na koronawirusa będą powszechne. Minister zdrowia wspierał się przypadkami państw, które są słabo wyposażone w testy na koronawirusa, gdzie umieralność jest wyższa, żeby usprawiedliwić brak szerokiej dostępności testów w Polsce. Łukasz Szumowski nie widzi potrzeby wprowadzenia obowiązkowej kwarantanny dla wszystkich pod rygorem kary, mimo że dla „Rzeczpospolitej stwierdził: „Mamy wybór – ograniczenie aktywności społecznej do minimum albo dziesiątki tysięcy chorych.”

We Francji można wychodzić z domu tylko z przepustką. W Czechach jest nakaz zasłaniania nosa i ust w miejscach publicznych. W Polsce panuje wolna amerykanka. Wszystko zależy od samokontroli obywateli. A tej brakuje w parkach, gdzie często dochodzi do alkoholowych ekscesów, czy w sklepach, gdzie ludzie nie noszą maseczek. Bez stanu wyjątkowego jesteśmy skazani na podwyższoną zachorowalność. A stanu wyjątkowego rząd nie wprowadza, bo Andrzej Duda chce szybko wybory.

Zdrowie i bezpieczeństwo Polaków stały się politycznym zakładnikiem PiS.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA