fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Michał Szułdrzyński: Poważne pęknięcie w obozie władzy

Nocny briefing z udziałem prezydenta i premiera
Fotorzepa/ Jakub Czermiński
Wbrew temu, co twierdzi opozycja, cała historia ze straszeniem wetem nie była ustawką, lecz realnym kryzysem.

Ustawa dająca mediom publicznym niemal 2 mld zł z budżetu była największą miną, na jaką Prawo i Sprawiedliwość wpuściło Andrzeja Dudę w tej kampanii wyborczej. Prezydent został postawiony w bardzo trudnej sytuacji. Potem była poprawka opozycji zgłoszona w Senacie, której intencją było przesunięcie tych 2 mld zł na onkologię, a jeszcze później słynny już gest Joanny Lichockiej. To wszystko sprawiło, że sprawa pęczniała, pęczniała i urosła do jednego z największych problemów, przed którymi w swej karierze politycznej stanął Andrzej Duda.

W piątek przed południem kilku niezależnych od siebie informatorów „Rzeczpospolitej” przekonywało, że sytuacja w obozie rządzącym jest krytyczna. Dosłownie godziny dzieliły Zjednoczoną Prawicę od potężnego przesilenia. Duda uznał, że bezwarunkowe podpisanie tej ustawy uczyni go zakładnikiem radykalizmu TVP. A żeby wygrać, musi zdobyć prawdopodobnie ponad 9 mln głosów. Zatem poparcie jedynie twardego elektoratu PiS, zagrzewanego do walki przez „Wiadomości” i serwisy TVP Info, to stanowczo za mało.

Przeczytaj także: Kulisy zmian w TVP. Dlaczego odwołano Jacka Kurskiego?

Dlatego rozpoczął ofensywę przeciwko prezesowi telewizji Jackowi Kurskiemu. Gdy na jego dymisję nie zgodził się Jarosław Kaczyński, Duda zagroził wetem. Tego było już wiele dla prezesa PiS, który uważa, że tylko Kurski gwarantuje odpowiedni przekaz w telewizji publicznej, więc bez niego reelekcja Dudy będzie niemożliwa. Groźbę weta uznał za fundamentalną nielojalność. Przepaść między oboma politykami stała się tak głęboka, że Kaczyński miał nawet chcieć wystawienia w wyborach prezydenckich Mateusza Morawieckiego. Miał się obawiać, że jeśli w tej sytuacji Duda jest nielojalny, to po reelekcji już całkowicie może stracić na niego wpływ.

Ale tu do akcji wkroczył Morawiecki. Jak wynika z naszych informacji, podjął się mediacji między prezydentem a prezesem PiS i włączył się w prace na rzecz wypracowania kompromisu. Ostatecznie – jak wiemy – Duda ustawę przed północą w piątek podpisał, Kurski przegrał głosowanie w Radzie Mediów Narodowych i zostanie odwołany, rząd zaś obiecał prezydentowi niemal 3 mld zł na Fundusz Medyczny, przeznaczony m.in. na profilaktykę onkologiczną i leczenie chorób rzadkich.

Po raz pierwszy w tej kampanii PiS zachowało się jak w 2015 r. – gdy pojawił się poważny problem, znalazło jego sprawne wizerunkowo rozwiązanie. Pytanie jednak, na ile ujawnione przy tej okazji emocje i pęknięcia będą możliwe do załagodzenia. Do kompromisu doszło, sztabowcy są przekonani, że Duda wyszedł z całej historii z twarzą, ale napięcia wewnętrzne w Zjednoczonej Prawicy szybko nie znikną. Obóz Zbigniewa Ziobry Jacka Kurskiego bronił, o jego dymisji kąśliwie wypowiedział się nawet jeden z najbliższych współpracowników Kaczyńskiego – wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki. Wbrew temu, co twierdzi opozycja, cała historia nie była ustawką, lecz realnym kryzysem.

Dowiedz się więcej: Terlecki: Kurski jest moralnym zwycięzcą. Postąpił honorowo

Podpis Andrzeja Dudy jeszcze nie kończy tej historii. Przede wszystkim z małego sukcesu może się cieszyć opozycja. Gdyby nie senacka poprawka, apele o weto i duża presja Duda nie zadeklarowałby aż 3 mld zł na onkologię. Opozycja zauważyła, że może zadawać ciosy, które są w stanie sprawić, że obóz władzy wiele tygodni nie będzie mógł zapanować nad porządkiem w swoich szykach. A Duda może mieć też inny problem – część twardego elektoratu nie tak łatwo pogodzi się zapowiedzianą dymisją Kurskiego, który przez ostatnie cztery lata wykonywał dla PiS gros czarnej roboty.

Reset kampanii Dudy >A3

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA