fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Marek Kozubal: Chory układ w zbrojeniówce?

Fotorzepa/ Roman Bosiacki
Jeśli trzonem nowej Agencji Uzbrojenia będzie Polska Grupa Zbrojeniowa, może dojść do konfliktu interesów. A siła polskiej zbrojeniówki oparta jest też na firmach prywatnych i podmiotach zagranicznych.

Rząd zamierza utworzyć Agencję Uzbrojenia. Pomysł nie jest nowy, taka instytucja jest potrzebna – nikt rozsądny nie powinien mieć wątpliwości. Jej celem powinno być uporządkowanie, zdynamizowanie i uproszczenie zakupu uzbrojenia dla wojska. Dzisiaj ten system jest niewydolny, zwykle mijają lata od momentu określenia wymagań przez wojsko do otrzymania konkretnego sprzętu. Jeżeli nowa agencja miałaby też zlecać badania i projektowanie nowych konstrukcji – można by tylko przyklasnąć.

Taka agencja powinna zostać oparta na jasnych, zrozumiałych mechanizmach działania. Jej powstaniu powinien towarzyszyć pakiet zmian prawnych pozwalających na skuteczne działanie i mądre wydawanie budżetowych pieniędzy. Niewątpliwie jej trzonem powinny być dzisiejszy Inspektorat Uzbrojenia, a także kompetentna kadra zarządzająca.

Dowiedz się więcej: Agencja Uzbrojenia zastąpi PGZ. To efekt sporu między ministrami

Jeżeli zaś będzie budowana na podstawie Polskiej Grupy Zbrojeniowej, jak planuje to rząd, można obawiać się, czy czyste reguły gry zostaną zachowane i czy wszystkie podmioty gospodarcze będą jednakowo traktowane. Bo siła polskiej zbrojeniówki, a w konsekwencji uzbrojenia dla wojska, oparta jest też na firmach prywatnych i podmiotach zagranicznych.

W sytuacji, gdyby trzon nowej agencji budowany był na lobbystach tzw. firm państwowych, mogłoby dojść do konfliktu interesów. Byłaby pokusa, aby przy zakupach wspierać te zakłady zbrojeniowe, które mają najsilniejszą siłę przebicia… na ulicy. Słowem, mają mocne związki zawodowe, zdolne do wymuszania na politykach decyzji w huku wybuchających petard.

PiS puszcza w ten sposób oko do związkowców, a tym samym do potencjalnego elektoratu. Obserwujemy to od wielu miesięcy. Niektóre kontrakty dzielone są nie tylko na podstawie kryterium jakości i ewentualnych potrzeb wojska, ale na zasadzie podania zakładom finansowej kroplówki – po to, by elektorat nie odwrócił się od władzy.

To pierwszy krok do stworzenia rozwiązań patologicznych, wręcz quasi-korupcyjnych. Jeżeli MON pójdzie tą dro- gą, zamiast nowoczesnej Agencji Uzbrojenia stworzy orga- nizm, który już na swoim starcie będzie mocno ułomny.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA