fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kolarstwo

Tour de France: Żółta koszulka pozwala fruwać

Julian Alaphilippe – na niego patrzy sportowa Francja
AFP, Anne-Christine Poujoulat
Za kolarzami Pireneje, a liderem wciąż jest Julian Alaphilippe. Miał być przodownikiem tymczasowym, a trwa i grupa Ineos nie może zrobić mu krzywdy. Może uda się to w Alpach.

Od momentu gdy Alaphilippe zdobył żółtą koszulkę, codziennie padało pytanie, kiedy wreszcie ją straci. Mało było takich, którzy twierdzili, że Francuz przetrwa jako lider etap jazdy na czas, bo to nigdy nie była jego specjalność.

Tymczasem on nie tylko się obronił, lecz wygrał ten etap, wyprzedzając wychowanego na torze ubiegłorocznego triumfatora Touru Gerainta Thomasa. To skłoniło dyrektora kazachskiej grupy Astana Aleksandra Winokurowa do wypowiedzenia powszechnie cytowanych słów: „Wiedziałem, że żółta koszulka dodaje sił, ale nie wiedziałem, że pozwala fruwać".

Oczywiście Winokurow nie jest człowiekiem, który może sugerować farmakologiczny kontekst w odniesieniu do kogokolwiek, bo sam był skazany za doping, ale fakt, że zawodnik w przeszłości dość przeciętny w jeździe na czas i wcale nie as w górach zostawia wszystkich w tyle, wzbudził powszechną uwagę.

Niestety kolarstwo zapracowało na reputację sportu dopingowo podejrzanego z definicji i nikt nie może mieć pretensji, że przez lata okradani, teraz patrzymy potencjalnym złodziejom na ręce dużo uważniej niż przed laty.

Alaphilippe po świetnej jeździe na czas nazajutrz był drugi na sławnej przełęczy Tourmalet za swym rodakiem Thibaut Pinotem („Le Monde" napisał, że z tych, co stali w okolicach podium, wygwizdany został tylko odwiedzający kolarzy prezydent Francji Emmanuel Macron). Dopiero w niedzielę trochę stracił na ostatnim etapie w Pirenejach, choć zachował żółtą koszulkę i wiele wskazuje, że wjedzie w niej Alpy, gdzie w ostatnim tygodniu wyścigu (czwartek, piątek i sobota) odbędą się decydujące górskie etapy.

Wszyscy zastanawiają się, czy grupa Ineos (dawny Sky) będzie w stanie przypuścić decydujący atak, by jej liderzy Geraint Thomas lub Egan Bernal mogli podjąć walkę o zwycięstwo. Dotychczas można było odnieść wrażenie, że zespół, w którym jedzie m.in. nasz były mistrz świata Michał Kwiatkowski, jest dużo słabszy niż w ostatnich latach bywała grupa Sky. Przy podjeździe na Tourmalet kolarze tego zespołu nie zrobili prawie nic, by zagrozić Francuzom.

W niedzielę było już trochę lepiej, Thomas zmniejszył stratę do Alaphilippe'a i być może w Alpach przypuści atak. Gdyby tak się stało, gdyby grupa Inos zapewniła zwycięstwo jednemu ze swych liderów – Thomasowi lub Bernalowi – byłby to triumf kolarskiego wyrachowania z pogranicza cynizmu.

Alpy w tym wyścigu będą wyjątkowo późno, po nich już tylko etap przyjaźni kończący się na Polach Elizejskich, tak więc nie ma wątpliwości, że ten, kto w sobotę dojedzie w żółtej koszulce do Albertville, wygra Tour de France.

Alaphilippe nie był zaskoczony, że w niedzielę osłabł na ostatnim podjeździe. „To żadna niespodzianka, że nie dotrzymałem kroku najlepszym w górach, po wysiłku, jaki włożyłem w podjazd na Tourmalet i na kolejnym etapie. Mam nadzieję, że jeśli osłabnę, to Thibaut Pinot zrobi swoje dla Francji".

To w zawodowym peletonie dość niezwykła uwaga, bo Alaphilippe i Pinot jadą w różnych grupach, a nie narodowym teamie.

Klasyfikacja generalna

1. J. Alaphilippe (Francja, Deceuninck - Quick Step) - 61:00.22; 2. G. Thomas (Wielka Brytania, Ineos) - strata 1,35;

3. S. Kruijswijk (Holandia, Jumbo Visma) - 1. 47; 4. T. Pinot (Francja, Groupama FDJ) - 1.50; 5. E. Bernal (Kolumbia - Ineos) - 2.02; 6. E. Buchman (Niemcy - Bora Hansgrohe) - 2.14

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA