fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Katalonia

Madryt nie ustąpi w sprawie Katalonii

Premier Hiszpanii Pedro Sánchez odwiedził szpital w Barcelonie, gdzie przebywają policjanci ranni w wyniku starć ze zwolennikami secesji
AFP
W Katalonii maleje liczba demonstrantów i zwolenników secesji. Na pierwszy plan w mediach wysuwa się sprawa ekshumacji szczątków dyktatora Franco.

Kilka z nich straciło wzrok w jednym oku w wyniku użycia gumowych kul przez policję. Jeden z ponad 200 rannych policjantów jest nadal w stanie krytycznym. W areszcie znajduje się nadal 18 osób spośród 194 zatrzymanych. Liczby te są podsumowaniem starć do minionej niedzieli. Nikt nie ma wątpliwości, że na tym się skończy.

Na razie Hiszpania przygotowuje się do czwartkowej uroczystości ekshumacji szczątków faszystowskiego dyktatora Francisco Franco, które decyzją rządu socjalistycznego premiera Pedro Sáncheza mają zostać przeniesione z mauzoleum upamiętniającego ofiary wojny domowej w Dolinie Poległych na cmentarz w madryckiej dzielnicy El Pardo, gdzie spoczywa jego żona. Sprawa wywołuje sporo kontrowersji i aby uniknąć protestów, szczątki generała zostaną przetransportowane helikopterem. Będzie to główny temat mediów najbliższych dni.

W Katalonii spada poparcie dla „katalońskiej rewolucji niepodległościowej", jak określa się dążenie do suwerenności w obozie zwolenników odłączenia regionu od Hiszpanii. Według ostatnich sondaży za niepodległością opowiada się obecnie ok. 44 proc. mieszkańców regionu.

To najniższy wskaźnik od referendum niepodległościowego z 2017 roku. Wtedy za rozwodem z Madrytem opowiedziało się 92 proc. uczestników referendum sprzecznego z postanowieniami hiszpańskiej konstytucji. Uczestniczyło w nim wprawdzie 43 proc., ale taka frekwencja była także wynikiem działań policji, która utrudniała skutecznie dostęp do wielu lokali wyborczych.

Klincz

– Jedynym rozwiązaniem obecnej sytuacji są negocjacje przedstawicieli autonomii Katalonii z rządem w Madrycie – przekonuje Xavier Ginesta, wicedziekan ds. relacji zagranicznych z Universitat de Vic w Barcelonie. Problem jednak w tym, że rząd Sáncheza nie chce nic słyszeć o takich negocjacjach. Nie ma zamiaru zmieniać stanowiska także w sytuacji, gdy premier regionalnego rządu Katalonii Quim Torra wyraźnie złagodniał w prezentowaniu stanowiska autonomii. Po okresie milczenia, w początkowej fazie zamieszek, wyraźnie odciął się od ulicznej przemocy w wykonaniu młodych zwolenników niepodległości. Uznał jednak, że jest ona dodatkowym argumentem na rzecz konieczności negocjacji z rządem w Madrycie.

W Barcelonie nikt nie kryje, że ich tematem miałyby być warunki przeprowadzenia drugiego referendum niepodległościowego, tym razem za zgodą Madrytu.

– Obiecuję wam, że będziemy dążyć do niepodległości. Chcemy republiki Katalonii – mówił Quim Torra wyraźnie 1 października w czasie obchodów drugiej rocznicy nieuznawanego przez Madryt referendum niepodległościowego. Było to tuż przed ogłoszeniem przez Sąd Najwyższy Hiszpanii wyroków dla dziewięciu działaczy niepodległościowych Katalonii opiewających na od 9 do 13 lat więzienia.

Twardszy kurs

– Zwolennicy secesji są zdania, że sprawa statusu Katalonii jest kwestią polityczną i nie ma żadnych powodów, aby przekazywać rozstrzygnięcie tego problemu organom sądowniczym, jak to zrobiono. Nawet jeżeli przyjąć, że referendum sprzed dwu lat było z punktu widzenia władz Hiszpanii nielegalne – tłumaczy Xavier Ginesta.

Nie sposób sobie wyobrazić, żeby negocjacje z rządem socjalistów w Madrycie, które jego zdaniem są jedynym rozwiązaniem, były teraz możliwe. 10 listopada odbędą się kolejne przedterminowe wybory parlamentarne i nic nie zmniejszyłoby tak skutecznie szans socjalistów Sáncheza na sukces jak negocjacje z katalońskimi separatystami. Tym bardziej że liderzy opozycji domagają się coraz twardszego kursu wobec Katalonii. Albert Rivera, szef umiarkowanie prawicowego ugrupowania Ciudadanos, jest zdania, że Madryt powinien przejąć bezpośrednią władzę w Katalonii i zawiesić autonomię zbuntowanego regionu.

W podobnym duchu wypowiada się Pablo Casado, szef konserwatywnej Partii Ludowej. Jeszcze dalej idzie skrajnie prawicowa partia Vox, która w pewnym sensie zawdzięcza popularność wezwaniom do jedności narodowej w obliczu zagrożenia islamem i imigracją. Z sondaży wynika, że ma szanse stać się trzecią siłą w hiszpańskim parlamencie. W takich warunkach katalońscy separatyści muszą się określić na nowo.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA