fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

Czy gubernator Tokio doprowadzi do odwołania igrzysk?

Gubernator Tokio Yuriko Koike na razie igrzyska popiera, ale może zmienić zdanie
AFP, Kazuhiro Nogi
Sześć tygodni przed startem wydaje się, że nic ich nie zatrzyma. Ostatnia nadzieja przeciwników igrzysk to Yuriko Koike.

Gubernator Tokio obiecuje wprawdzie bezpieczne igrzyska, ale media spekulują, że najważniejsza sportowa impreza czterolecia może stać się przedmiotem politycznej gry, skoro Japończyków wkrótce czekają wybory do parlamentu i prefektur.

Koike przez lata była ważną postacią partii rządzącej LDP, jako pierwsza kobieta stanęła nawet na czele Ministerstwa Obrony. Sytuacja się zmieniła, kiedy jej marzenia sięgnęły fotela gubernatora stolicy. Władze partii wolały widzieć w tej roli Hiroyę Masudę i zagroziły karami wszystkim popierającym Koike, ale w wyborach to ona była górą.

Wybiła się na niepodległość, założyła własną partię. Jej Tomin First no Kai w koalicji z Komeito pokonała LDP w wyborach do władz Tokio.

Koike pracowała w młodości jako dziennikarka, więc wie, jak uwieść wyborców. Dorastała w kosmopolitycznej rodzinie, studiowała w Egipcie, a jej ojciec jest importerem ropy, który prowadził handel na Bliskim Wschodzie. Teraz ma szansę rzucić wyzwanie premierowi Yoshihide Sudze. Nie brakuje opinii, że Koike – doprowadzając do odwołania igrzysk – mogłaby jesienią dzięki wsparciu opozycji oraz renegatów z partii rządzącej – zostać nawet premierem.

Raz już próbowała, ale w 2008 roku przegrała wybory na przewodniczącego LDP. – Hillary Clinton mówiła kiedyś o szklanym suficie dla kobiet. Mam wrażenie, że w Japonii to nie szkło, tylko żelazna płyta – mówiła później rozczarowana.

Jeden z wysoko postawionych tokijskich urzędników zapewnia w rozmowie z agencją Jiji Press, że „odwołanie igrzysk przez Koike wcale go nie zdziwi". Jego zdaniem kluczowe dla tej decyzji będą dwa aspekty: sytuacja sanitarna w Tokio oraz badania opinii publicznej.

Jeden z liderów partii Tomin First no Kai przyznaje anonimowo, że „argument dotyczący odwołania imprezy jako obietnica wyborcza nie był jeszcze dyskutowany, ale nie można go wykluczyć".

Presja MKOl

Koike, stając przeciwko igrzyskom, musiałaby pokonać potężnych przeciwników. Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) Thomas Bach, szefowa komitetu organizacyjnego Seiko Hashimoto oraz premier Suga chcą imprezy za wszelką cenę.

Stawką jest nie tylko prestiż oraz interes kilkunastu tysięcy sportowców, ale także olbrzymie pieniądze. Japończycy oficjalnie wydali na organizację igrzysk 15,4 mld dolarów, ale według pozarządowych organizacji koszty były znacznie wyższe.

Ogromną presję wywiera MKOl, dla którego wpływy z praw telewizyjnych to trzy czwarte budżetu. Andrew Zimbalist ze Smith College w Massachusetts uważa, że odwołanie imprezy oznaczałoby dla koncernu z Lozanny nawet 3,5–5 mld dol. straty.

Sztafeta bez radości

Główny argument zwolenników igrzysk to przebieg zawodów testowych. – Stan wyjątkowy nie przeszkodził nam w przeprowadzeniu ich z sukcesem w aż pięciu dyscyplinach, więc na pytanie, czy impreza się odbędzie, odpowiadam: „Absolutnie tak" – mówi wiceprzewodniczący MKOl John Coates.

Organizatorzy prą do igrzysk, choć sondaże od wielu miesięcy pokazują, że opór opinii publicznej rośnie. Coates jest przekonany, że wyniki sondaży poprawią się wraz z postępem programu szczepień. Preparat Pfizera dostał dopiero co 20. Japończyk. Rząd do końca czerwca planuje zaszczepić 36 mln seniorów. Sztafeta z ogniem olimpijskim przemierza kraj, ale nie niesie radości. Biegacze wydeptują ulice w ciszy, bez udziału publiczności.

Apel o odwołanie imprezy wystosowała czołowa japońska gazeta „Asahi Shimbun". Przeciwko zawodom protestują lekarze, a szef elektronicznego giganta Rakuten Hiroshi Mikitani w rozmowie z CNN nazywa plan organizacji imprezy misją samobójczą. Wszystko wskazuje, że jeśli igrzyska się odbędą, ich uczestnicy przyjadą do Japonii jako nieproszeni goście.

Organizacja personelu medycznego to wyzwanie. Same testy na koronawirusa dla sportowców i ich otoczenia – w planach jest nawet 50–60 tys. dziennie – wymagają 230 lekarzy i 310 pielęgniarek. Organizatorzy skorzystają z pomocy sektora prywatnego, żeby nie nadwerężać publicznej służby zdrowia. Masowe testy będą, choć większość uczestników igrzysk przyleci do Tokio zaszczepiona.

Jednocześnie każdy olimpijczyk musi podpisać deklarację, że „bierze udział w imprezie na własne ryzyko i odpowiedzialność". To standard. Tym razem kwestionariusze zostały jednak uzupełnione o „ryzyko śmierci związane z potencjalnym narażeniem zdrowia na kontakt z wirusem Covid-19, innymi chorobami zakaźnymi lub ekstremalnym upałem".

Nie wiadomo, czy igrzyska z trybun zobaczą japońscy kibice, zagranicznych nie będzie. Organizatorzy decyzję w tej sprawie podejmą po 20 czerwca, kiedy zakończy się stan wyjątkowy w Tokio i dziewięciu innych prefekturach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA