fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Igrzyska Olimpijskie Tokio 2020

Igrzyska w Tokio. Kończy się zaklinanie rzeczywistości

AFP
Japończycy pracują nad planem przełożenia igrzysk w Tokio. Międzynarodowy Komitet Olimpijski w ciągu czterech tygodni ma podjąć decyzję, czy przełożyć datę z powodu pandemii koronawirusa.

Informację o pracy nad planem podała agencja Reuters. Jej dziennikarze potwierdzili w dwóch źródłach, że organizatorzy opracowują scenariusze B, C i D – każdy dotyczy innej daty rozpoczęcia imprezy.

Możliwości jest wiele. W grę wchodzi zarówno opóźnienie igrzysk o kilka tygodni, jak i przełożenie ich na 2021 albo 2022 rok. Opcja przyszłoroczna jest skomplikowana, bo wiele federacji w latach nieparzystych planuje mistrzostwa świata i kalendarz jest wypełniony. Organizacja imprezy za dwa lata – między zimowymi igrzyskami w Pekinie i zaplanowanym na listopad oraz grudzień piłkarskim mundialem – mogłaby być łatwiejsza.

Do tej pory wszystkie informacje przekazywane przez organizatorów, japoński rząd i Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) były zgodne: jesteśmy w pełni oddani sukcesowi igrzysk, zdrowie uczestników jest najważniejsze, a zawody odbędą się w terminie. Jak widać, zaklinanie rzeczywistości powoli dobiega końca.

W niedzielę wieczorem MKOl poinformował, że ostateczną decyzję podejmie w ciągu czterech tygodni.

- Wspólnie ze wszystkimi zainteresowanymi rozpoczęliśmy szczegółową dyskusję mającą na celu ocenę rozwoju sytuacji zdrowotnej na świecie oraz jej wpływu na igrzyska. Scenariusz przełożenia igrzysk jest rozważany - mówi przewodniczący MKOl-u Thomas Bach.

Niemiec zapewnia, że „rozmowy zostaną sfinalizowane w ciągu czterech tygodni”. Oznacza to, że decyzję dotyczącą ewentualnego nowego terminu igrzysk w Tokio poznamy jeszcze przed końcem kwietnia.

Przewodniczący MKOl Thomas Bach już w sobotnim wywiadzie dla „New York Timesa” przyznał, że odwołanie igrzysk nie wchodzi w grę, ale rozważane są różne scenariusze. – Nie żyjemy w bańce ani na innej planecie. Kryzys dotyka nas i martwi tak samo jak wszystkich – wyjaśniał Niemiec.

Organizatorzy o zmianie terminu igrzysk oraz możliwości ich rozegrania bez kibiców będą dyskutować pod koniec miesiąca. Ostateczną decyzję podejmie MKOl. Nie wiadomo, jak długo trzeba będzie na nią czekać.

– Najtrudniejsza w obecnym kryzysie jest niepewność. Nikt nie wie, jak sytuacja rozwinie się jutro, a co dopiero za cztery miesiące – podkreśla Bach. – Istnieją różne prognozy. Nasze działania opieramy na wskazaniach grupy ekspertów, w której są także przedstawiciele Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). W tym momencie uważają oni, że jest zbyt wcześnie na podejmowanie decyzji.

Oczywiste jest, że im dłużej MKOl będzie zwlekał, tym wyższe będą koszty ewentualnej zmiany terminu igrzysk. Skróci się też czas na zaradzenie problemom logistycznym, takim jak los apartamentów w wiosce olimpijskiej, które jesienią powinny trafić do nowych właścicieli.

Duża niepewność panuje wśród sponsorów oraz partnerów igrzysk. Na razie brak oficjalnych wypowiedzi i oświadczeń, choć według Reutersa podczas ostatniej firmowej wideokonferencji Japan Airlines padły słowa o tym, że szanse na przełożenie imprezy wynoszą 80 procent.

Informacji od MKOl z utęsknieniem wypatrują zawodnicy. Epidemia koronawirusa sprawiła, że odwołano niemal wszystkie zawody sportowe – dziś kwalifikację na igrzyska ma tylko 57 proc. uprawnionych. Wiele krajów zamknęło stadiony, siłownie i baseny. W internecie dużo jest zdjęć i nagrań przyszłych olimpijczyków, którzy biegają po lasach i trenują w ogrodzie. Niektórzy nie robią nawet tego, bo po powrocie do kraju z zagranicy odbywają kilkunastodniową kwarantannę. O równości szans w kontekście przygotowań do najważniejszej imprezy czterolecia nie ma mowy.

Przełożenia igrzysk domagają się już dwa najważniejsze amerykańskie związki sportowe w dyscyplinach olimpijskich, lekkoatletyczny i pływacki. Od lekkoatletów i pływaków w dużej mierze zależy telewizyjny sukces całej imprezy. Głos zza oceanu jest donośny, bo tamtejsza NBC to główny gracz na rynku praw do transmisji i najważniejszy biznesowy partner MKOl – najnowszy kontrakt, obejmujący lata 2021–2032, wart jest 7,75 mld dolarów.

Japończycy na razie konsekwentnie w oficjalnych kontaktach ucinają dyskusję o niepewnej przyszłości tokijskiej imprezy i starają się zachować zimną krew. Politycy, członkowie rządu i przedstawiciele komitetu organizacyjnego mają nieoficjalny zakaz wypowiadania się na temat ewentualnego opóźnienia igrzysk. Każdy komentarz podający w wątpliwość aktualny termin imprezy to potencjalny cios dla tamtejszej giełdy i stojącej na skraju recesji gospodarki.

Kilka dni temu z tłumu milczących nieoczekiwanie wyłamał się wicepremier Taro Aso, wyjaśniając, że „igrzyska są przeklęte” i „problem pojawia się regularnie co 40 lat”. Japoński polityk porównał obecną sytuację do odwołania zimowych IO w 1940 roku (ich gospodarzem także miało być Tokio) oraz zbojkotowanej przez część krajów Zachodu imprezy z 1980 roku, którą miała gościć Moskwa.

Świat w dobie epidemii truchleje, a sztafeta z ogniem olimpijskim pędzi w najlepsze pod hasłem „Ogień oświetla nam drogę”. Według japońskich mediów na stadionie w Sendai kolejka do zdjęcia z pochodnią miała pół kilometra. Pięćdziesiąt tysięcy ludzi stało w niej przez kilka godzin. To dopiero początek, bo sztafeta w ciągu 121 dni ma odwiedzić 47 prefektur.

Liczba Japończyków chorych na koronawirusa przekroczyła tysiąc. Stosunkowo niewielka liczba zarażonych na tle innych azjatyckich krajów to zarówno efekt wysokiego poziomu higieny w społeczeństwie, jak i niewielkiej liczby testów. Tych w ciągu ostatniego miesiąca przeprowadzono 37 tysięcy – tyle, ile przez trzy dni w Korei Południowej. Japończycy do statystyk nie wliczają pasażerów statku „Diamond Princess”, który cumuje w porcie znajdującym się dwie mile od stadionu, gdzie podczas igrzysk zagrają baseballiści.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA