fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Film

"Bohemian Rhapsody": Wielki show Queen będzie trwał

Rami Malek jako Freddie Mercury i Gwilym Lee (Brian May) w „Bohemian Rhapsody”
IMPERIAL/CINEPIX
„Bohemian Rhapsody" – fabularna biografia Freddiego Mercury'ego – to z biglem nakręcony familijny teledysk.

Proszę się nie spodziewać melodramatycznego wyciskacza łez o gwieździe, która umierała na AIDS wiele lat. Ten wątek został ograniczony do kilku ujęć i słów. Aurę biograficzno-muzycznej produkcji trafnie oddają dwa cytaty z Freddiego Mercury'ego: pełne rockowej energii zawołanie „Podczas tego koncertu musimy wybić dziurę w niebie" oraz hedonistyczne credo „Człowieczeństwo to taki stan, który wymaga znieczulenia".

 

W ocenie filmów biograficznych decydujące są dwie kwestie: czy aktor jest podobny do bohatera, którego gra, oraz czy scenariusz zgadza się z prawdziwą biografią. W pierwszej kwestii przez kilka minut film trzyma nas w niepewności, pokazując wszystko poza twarzą. Na przykład futerał z mikrofonem, gdzie była przegródka na wódkę stoliczną, paczkę papierosów i kokę.

Oczy i zęby

Kiedy wreszcie zobaczymy Ramiego Maleka, laureata Emmy za główną rolę w serialu „Mr. Robot", wiemy, że ten aktor egipskiego pochodzenia ma zbyt wyłupiaste oczy. Ale mocno wysunięte zęby dobrze grają szczękę Freddiego, który podkreślał, że cztery dodatkowe siekacze dane mu przez naturę powiększyły aparat wokalny. Jego zalety zaprezentował m.in. w tytułowym „Bohemian Rhapsody".

Malek gra Freddiego znakomicie. Jeśli zaś chodzi o wiarygodność historii, odpowiadają za nią muzycy Queen Brian May i Roger Taylor, występujący w roli konsultantów. Scenariusz Anthony'ego McCartena powstał według zasady nakazującej w 140 minut pokazać i opowiedzieć jak najwięcej z biglem, poczuciem humoru, z mocnymi pointami.

Wymagało to dokonania wyboru scen, w których można pomieścić o wiele więcej niż podwójne życie Mercury'ego. I nie chodzi tylko o preferencje seksualne, lecz liczbę wcieleń na estradzie oraz w życiu prywatnym. Przywołany zostaje mało znany fakt, że Freddie harował jako tragarz na Heathrow, gdzie potomka Persów wychowanego w kulcie religijnym Zaratustry brano za „Pakistańca".

Najwięcej kontrowersji wywoła pewnie prezentacja seksualnej orientacji Mercury'ego oraz to, czy nie za mało pokazano jego gejowskiego oblicza. Widzimy, jak seksualność wokalisty była zaskoczeniem dla konserwatywnej rodziny, w szczególności ojca powtarzającego zasadę „dobre myśli, słowa i czyny", ale także dla Mary Austin (Lucy Boynton). W filmie długo dzieli ona życie i łóżko z Mercurym, a nawet jest obdarowana zaręczynowym pierścionkiem.

Gdy jednak kariera Queen rozkręciła się na dobre, Freddie wystawiony został na pokusy czyhające na gwiazdy. I okazał się co najmniej biseksualny, a Mary zadowoliła się rolą bohaterki przeboju „Love Of My Life", sąsiadki, powierniczki i przyjaciółki.

Oglądamy wtedy czas, kiedy Freddie był królową balu z wszelkimi stosownymi insygniami oraz gadżetami z okładek i koncertów Queen. Kupił wielką kamienicę w centrum Londynu, ale w wielu pokojach ziało samotnością i pustką, więc mógł rozlokować tylko liczne koty. Film pokazuje, że by stać się szczęśliwym, trzeba zaakceptować siebie. Pech Mercury'ego polegał na tym, że na relacje biznesowe nakładały się erotyczne, co widać w wątku intryg menedżerów, które mogły doprowadzić do rozpadu Queen.

Jak rodziły się hity

Walorem filmu są kalejdoskopowo ujęte sytuacje stanowiące inspiracje do powstania największych hitów Queen, w tym „Bohemian Rhapsody" i „We Will Rock You". Oglądamy zabawne i ambicjonalne spory muzyków, negocjacje z wydawcami, pracę grupy w studio oraz kulisy występu podczas Live Aid, który był comebackiem Freddiego do muzycznej rodziny Queen po solowych eksperymentach i monachijskich orgiach. Z myślą o tej scenie zbudowano atrapę starego stadionu Wembley.

Warto dodać, że film mógł nigdy nie powstać. Prace ruszyły w 2011 r. Freddiego miał wtedy grać groteskowy komik Sacha Baron Cohen znany z roli Borata. Chciał jednak zrobić film dla dorosłych, zaś gitarzysta Brian May – przyjazny i familijny.

Cohena zastąpił Malek, który znał historię Queen ogólnie. Trenował jednak język ciała Freddiego, a nawet seplenienie charakterystyczne dla wokalisty. „Myślałem, że nie dam rady. Teraz uważam Mercury'ego za najlepszego wykonawcę w historii" – powiedział po premierze. W filmie śpiewa, ale jego głos jest zmiksowany z oryginalnym partiami Queen.

Zanim doszło do premiery, reżyser Bryan Singer, znany z oscarowych „Podejrzanych", „X-Men" i „Walkirii", został zwolniony, a gdy zastępujący go Dexter Fletcher wszedł na plan, dwie trzecie zdjęć było zrobionych. Ostatecznie Brian May jest zadowolony. „Radość, horror i smutek oraz wszystkie wielkie emocje są w tym filmie – powiedział gitarzysta. – Powstał film o rodzinie Queen, w której zdarzały się rzeczy najgorsze, ale i najlepsze".

Kinowej premierze towarzyszy album zawierający 11 niepublikowanych wcześniej nagrań, w tym 21-minutowy występ podczas Live Aid. A film sprawi zapewne, że liczba koncertowych zaproszeń dla Queen, który występuje teraz z Adamem Lambertem, wzrośnie. Jak śpiewał chory już śmiertelnie Freddie: „Show Must Go On". 

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA