fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Felietony

Mariusz Cieślik: Korona królowej

fot. Netflix/ mat.pras.
W oczekiwaniu na kolejny sezon kultowej „Korony królów" (z Grażyną Szapołowską) warto się przyjrzeć temu, co się dzieje wokół „The Crown" (z Olivią Coleman).

Kto nie widział brytyjskiej „Korony", opowiadającej o losach Elżbiety II, niech żałuje. Kto widział, wie, że to jeden z najlepszych seriali ostatnich lat. A w tej dziedzinie konkurencja jest wręcz mordercza. „The Crown" jest nie tylko sukcesem artystycznym, ale także komercyjnym. To z tego wzięła się wypowiedź ministra kultury Wielkiej Brytanii, który kilka dni temu wystosował apel do Netflixa. Poprosił o umieszczenie przed każdym odcinkiem planszy informującej, że przedstawione wydarzenia to fikcja. Do tej pory takie interwencje były raczej domeną autorytarnych reżimów w rodzaju chińskiego (liczne tytuły w rodzaju „Siedmiu lat w Tybecie"), kazachskiego („Borat") czy innego Turkmenbaszy („6 Underground"). Demokratyczne rządy w filmy z zasady nie ingerują.

W przypadku „The Crown" sprawa jest wyjątkowo delikatna. Serial opowiada o osobach żyjących, w tym o aktualnej głowie państwa. A i z tymi nieżyjącymi jest problem, zwłaszcza z księżną Dianą. Sposób pokazania jej historii w ostatnim sezonie oburzył np. jej brata. Zdaje się, że dziś scenarzysta Peter Morgan nie miałby już wielkich szans na tytuł Komandora Orderu Imperium Brytyjskiego, przyznany cztery lata temu. I nie pomogłaby nawet przedstawiająca Elżbietę II w pochlebnym świetle „Królowa" z oscarową Helen Mirren.

Znaczna część brytyjskich publicystów wyśmiała apel ministra. W Polsce zapewne byłoby podobnie, zwłaszcza gdyby z inicjatywą wyszedł obecny rząd. Ale, szczerze mówiąc, nie ma się z czego śmiać. Żyjemy przecież w epoce powszechnej ignorancji. W czasach, gdy ludzie mają dostęp do mediów, ale brakuje im podstawowej wiedzy, żeby odróżnić prawdę od kłamstwa. Do tego w sieci krążą setki fake newsów, których nikt, włącznie z dziennikarzami, nie weryfikuje. A poza tym, co 30 lat temu wyprorokował Jean Baudrillard, otaczają nas symulakry. Te obrazy udające rzeczywistość wydają nam się często bardziej realne niż własne doświadczenia. Dlatego należy zabiegać o to, by fikcja nie udawała prawdy, którą to refleksję dedykuję wszystkim nierozumiejącym, że wizerunek kraju można skutecznie kreować przez popkulturę.

Autor jest publicystą, scenarzystą, satyrykiem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA