fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Edukacja

Badania: Połowa rodziców chce zmian w polskim szkolnictwie

uczennica biorąca udział w nauce zdalnej
Od 9 do 29 listopada zawieszone zostają zajęcia stacjonarne dla uczniów klas I-III szkół podstawowych
shutterstock
Co drugi rodzic jest niezadowolony z systemu edukacji. Zauważa, że nauka koncentruje się na sprawdzianach, a nie na rozumieniu tematu.

Reforma edukacji przeprowadzona przez rząd PiS nie poprawiła sytuacji w szkolnictwie. Aż 51 proc. rodziców uważa, że polska szkoła powinna zostać zmieniona. Tego zdania jest 55 proc. matek i 47 proc. ojców – wynika z badań przeprowadzonych przez ARC Rynek i Opinie, do których dotarła „Rzeczpospolita". W ich opinii to, co dzieje się w oświacie, zasługuje na co najwyżej trójkę z plusem.

Badanie zostało przeprowadzone metodą ankiety online na próbie 690 osób w dniach 14–28 października. – W czasie jego realizacji nastąpił powrót do nauczania zdalnego w większości typów szkół. To z pewnością ma wpływ na te nastroje, ale problemy mają źródła we wcześniejszych latach – komentuje wyniki Łukasz Mazurkiewicz, socjolog i prezes zarządu ARC Rynek i Opinia. – Można odnieść wrażenie, że polska szkoła postrzegana jest jako zbyt angażująca zarówno uczniów, jak i rodziców, którzy muszą „zarządzać" tym obszarem życia rodziny – dodaje.

Klasówki najważniejsze

Rodzice zwrócili uwagę na to, że programy nauczania są przeładowane. Uważa tak 53 proc. z nich, przy czym częściej takie opinie wyrażali rodzice uczniów szkół średnich niż podstawowych (odpowiednio 59 proc. i 51 proc.). Z kolei 56 proc. rodziców uważa, że zadań domowych jest za dużo. I to zarówno w szkołach podstawowych (54 proc.), jak i średnich (59 proc.). Blisko połowa ankietowanych jest zdania, że polska szkoła nastawiona jest na teorię, egzaminy, testy i klasówki, a nie na praktykę i zrozumienie tematu. A 47 proc. zauważyło, że dzieci mają zdecydowanie za dużo sprawdzianów. – Mimo dostrzeganego przeładowania materiału i czasochłonności edukacji polska szkoła niekoniecznie uznawana jest za skuteczną w przekazywaniu wiedzy. Jej nastawienie na umiejętności zaliczania egzaminów, nie na rozumienie zjawisk, to największa bolączka systemowa polskiej edukacji – komentuje Mazurkiewicz.

Uwagi zgłoszone przez rodziców nie dziwią prezesa ZNP Sławomira Broniarza. – Podobne postulaty zgłaszaliśmy już w ubiegłym roku podczas strajku nauczycieli – przypomina. – Zwracaliśmy uwagę na to, że program nauczania i system oświaty nie przystają do rzeczywistości. Od dawna zwracamy uwagę na to, że materiału jest tak dużo, że nauczyciel nie ma czasu na rozmowę z uczniem, bo musi pędzić z materiałem. Inaczej nie zdąży zrealizować programu.

Z uwagami rodziców zgadza się także Wojciech Gawlik, prezes fundacji Edu-Klaster działającej na rzecz poprawy sytuacji w oświacie. – Szkoła nie jest nastawiona na naukę i rozwijanie zdolności młodych ludzi, ale na egzekucję wiedzy. Zaliczenie sprawdzianów wydaje się być w szkole najważniejsze – tłumaczy. Dodaje, że nauka encyklopedycznej wiedzy jest fikcją, którą obnażyło przejście szkół w tryb zdalny. – Udaje się, że problemu nie ma, bo nauczyciele raportują realizację programu do kuratoriów, więc na papierze wszystko się zgadza – dodaje ekspert.

Nie tylko program

Jedną z pierwszych decyzji nowego ministra edukacji Przemysława Czarnka było odchudzenie podstawy programowej. Nowa ma być gotowa już w grudniu i do niej będą dostosowane egzaminy ósmoklasisty i maturalne.

– Tych zmian nie powinno się dokonywać w miesiąc. To niemożliwe – mówi Broniarz. – Chyba że będzie to polegało na usunięciu tych treści, które są sprzeczne z poglądami ministra – dodaje. Zdaniem prezesa ZNP powinna zostać powołana apolityczna rada ekspercka, która by opracowała nową podstawę programową.

Podobnego zdania jest też pedagog, prof. Marek Konopczyński, który w rozmowach z „Rzeczpospolitą" wielokrotnie powtarzał, że taka rada powinna rozpocząć pracę nad reformą systemu edukacji od odpowiedzenia na pytanie dotyczące filozofii szkoły i tego, jaka ona powinna być.

Czy zmiana samej podstawy programowej wystarczy? – Moim zdaniem zmiana powinna dokonać się także w głowach nauczycieli i rodziców, by przestali koncentrować się na ocenach. – Najważniejsze, by uczniowie w szkole dobrze się czuli. Wtedy łatwiej przyswajać wiedzę – mówi Gawlik. – Przykładowo: gdyby Rafa Nadal miał kłopoty z matematyką, nikt by nie wysyłał go na korepetycje, tylko zwiększył lekcje gry w tenisa. Innych uczniów należy traktować na podobnych zasadach.

Z badań ARC Rynek i Opinia wynika, że w Polsce z pomocy korepetytorów korzysta co trzeci uczeń.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA