fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Brexit

Douglas Aleksander: May zaskoczyła determinacja Unii

AFP
Dla premier priorytet to wstrzymanie imigracji. To prowadzi do twardego rozwodu z UE – uważa laburzysta Douglas Alexander.

Rz: Pół roku od referendum wiadomo już, jak będzie wyglądał Brexit?

Douglas Alexander: Tego nie wie nie tylko Europa, ale i sama premier Theresa May. Najpierw twierdziła, że nie może ujawnić strategii negocjacji, ale od kiedy parlament zmusił rząd do publikacji założeń rokowań przed ich rozpoczęciem wiosną 2017 roku, nadal nie wiemy wiele.

Dlaczego?

Bo obóz zwolenników Brexitu jest podzielony. Jedni uważali, że referendum to sposób na wynegocjowanie lepszych warunków członkostwa w Unii, inni – że Wielka Brytania powinna pozostać w jednolitym rynku lub przynajmniej w unii celnej, a jeszcze dla innych konieczny jest całkowity rozwód z Brukselą. Wypracować spójną strategię jest bardzo trudno. Jedyne, z czym zgadzają się wszyscy członkowie gabinetu, to to, że wynik referendum należy uznać za mandat do wstrzymania imigracji. A to prowadzi do hard Brexitu, czyli całkowitego rozwodu. Bo Unia stawia sprawę jasno: albo suwerenność, albo dobrobyt; albo przestrzeganie czterech wolności jednolitego rynku, albo życie poza nim. Rząd musi więc wybrać opcję najbardziej korzystną gospodarczo, ale politycznie mało atrakcyjną albo odwrotnie, politycznie atrakcyjną, ale ekonomicznie szkodliwą. Sądzę, że postawi na to drugie, bo w referendum większość wybrała bardziej ryzykowne gospodarczo rozwiązanie. Polityka wzięła górę nad ekonomią.

Theresę May zaskoczył jednolity front krajów Unii?

Zwolennicy Brexitu lekceważyli Unię. Sądzili, że po referendum wystarczy dogadać się choćby z niemieckimi producentami aut, którym będzie zależało na utrzymaniu eksportu do Wielkiej Brytanii. A tu okazało się, że trzeba negocjować nie z biznesem, tylko z 27 suwerennymi rządami, dla których idea integracji jest bardzo ważna. Dlatego kiedy Donald Tusk mówi, że populizm jest wirusem, który może zabić liberalne demokracje, i absolutnym priorytetem musi być jego powstrzymanie, trzeba te słowa traktować poważnie. Stąd europejscy negocjatorzy nie chcą, aby Wielka Brytania dostała lepsze warunki poza Unią niż te, które ma dziś wewnątrz Unii.

Philip Hammond, sekretarz skarbu, chce wynegocjować porozumienie przejściowe. Rząd uznał, że wypracowanie ostatecznej umowy do marca 2019 r., jak planowała May, będzie trudne?

O tym mówi się coraz głośniej. Negocjowanie umowy o wolnym handlu między Unią i Kanadą zajęło sześć lat, choć nie obejmuje ona usług, które stanowią 79 proc. brytyjskiego PKB. A przecież Wielka Brytania jest związana o wiele głębszymi więzami ze zjednoczoną Europą. Jeśli więc do wiosny 2019 r. nie będzie żadnego porozumienia z Unią, skutki okażą się bardzo poważne.

Szef MSZ Boris Johnson przez lata był korespondentem „Daily Telegraph" w Brukseli, znał Unię. Jak mógł nie przewidzieć tych trudności?

Nigdy nie był moim przewodnikiem po Europie. To człowiek, który obiecywał 350 mln funtów tygodniowo na opiekę zdrowotną dzięki oszczędnościom na składce do UE. Po tej obietnicy zostało tyle, co po zeszłorocznym śniegu. A kilka miesięcy przed referendum przygotował dwa artykuły dla „Daily Telegraph": jeden za, a drugi przeciw Brexitowi. Jedyne, co jest u niego stałe, to dbałość o własny interes, a nie interes Wielkiej Brytanii.

Sondaż Fundacji Bertelsmanna pokazuje, że od referendum poparcie dla Unii skoczyło z 49 do 56 proc. Wielka Brytania może jeszcze zostać w Unii?

Nieufność w społeczeństwie wobec elit jest tak duża, że nowe referendum nie miałoby sensu. Wyboru dokonano, choć skutki dopiero się ujawniają. Dlatego wszystkie opcje powinny pozostać na stole, także utrzymanie możliwie jak najbliższej współpracy z Unią.

Sąd Najwyższy zapewne uzna, że decyzja o Brexicie musi być zatwierdzona przez parlament. A przecież przytłaczająca większość posłów była za pozostaniem w Unii.

Ale i oni czują się zobowiązani wynikami referendum i poprą rozpoczęcie negocjacji rozwodowych na podstawie art. 50 Traktatu o UE.

To może wcześniejsze wybory i zwycięstwo laburzystów uratuje jedność Europy?

O rozpisaniu wyborów przed 2020 r. decyduje premier. May uważa zaś, że kraj potrzebuje choć trochę stabilności. To stanowisko do pewnego stopnia zasadne.

Jeśli, jak uważa May, Brytyjczycy głosowali za Brexitem, aby powstrzymać nadmierną imigrację, to jak ten problem miał rozwiązać David Cameron, pozostając w Unii?

Było wiele możliwości reformy swobodnego przemieszczania się osób. Na przykład wprowadzenie zasady, że w innym kraju Unii mogą się osiedlać tylko ci, którzy wcześniej uzyskają kontrakt. Albo utworzenie unijnego funduszu dla regionów, gdzie imigracja jest szczególnie duża. W najbliższych dziesięciu latach w tym kierunku pewnie pójdzie UE, ale już bez Wielkiej Brytanii.

Może przywódcy Unii byli za mało elastyczni w negocjacjach z Cameronem przed referendum?

Ależ on przyjechał do nich nie z propozycją sensownej reformy UE, tylko ratowania torysów. To był fundamentalny błąd negocjacyjny. Z problemu partyjnego zrobił problem krajowy, kontynentalny. Przejdzie do historii jako ten, który wyprowadził Wielką Brytanię z Unii przez przypadek. Nie tak chciał być zapamiętany, ale wszyscy zapłacimy za ten błąd.

Jest pan Szkotem. Czy Wielką Brytanię czeka teraz rozpad?

Od 2014 r., kiedy mieliśmy ostatnie referendum w sprawie niepodległości, w żadnym sondażu zwolennicy secesji nie mają większości. Teraz, kiedy rysuje się perspektywa Brexitu, niepodległość Szkocji oznaczałaby zerwanie już nie tylko unii politycznej z Wielką Brytanią, ale i gospodarczej. W sytuacji, gdy ceny ropy spadają, a Szkocja eksportuje cztery razy więcej do Anglii niż na rynki europejskie, nie ma wśród Szkotów zbytniego apetytu na takie ryzyko.

Wielka Brytania jest sparaliżowana Brexitem. Czy Polska powinna stawiać na sojusz z Londynem?

Jestem krytyczny wobec brytyjskiego rządu, ale uważam, że dwustronne stosunki między naszym krajami powinny być wzmacniane. Łączy nas wiele interesów, zaczynając od NATO. Teraz, kiedy Wielka Brytania na nowo określa swoje stosunki z każdym z 27 krajów Unii, Polska musi pozostać jednym z jej najbliższych sojuszników.

Douglas Alexander, wielokrotny minister, m.in. ds. europejskich. Do zeszłego roku szef MSZ w gabinecie cieni Partii Pracy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA