Brexit

Brexit: Brytyjczycy tracą grunt

W razie upadku w przyszłym tygodniu rządu premier Theresy May jej następcą może być szef MSW Sajid Javid (pierwszy z prawej)
AFP
We wtorek parlament najpewniej odrzuci umowę rozwodową. Tylko co dalej?

Desperacja w szeregach torysów jest tak wielka, że w czwartek konserwatywny „Times" donosił na czołówce, iż premier rozważa odłożenie długo zapowiadanego, kluczowego głosowania. Za taką opcją miało się opowiedzieć kilku kluczowych członków jej gabinetu, w tym minister obrony Gavin Williamson.

Theresa May w rozmowie w BBC zaprzeczyła temu, ale jej ruchy w celu uratowania umowy rozwodowej są coraz bardziej desperackie.

Wystarczy, że 7 z 316 deputowanych torysów odwróciło się od premier, a los porozumienia jest przesądzony: zbyt mało posłów laburzystów dało się przekonać w tej sprawie Downing Street, aby May udało się zrekompensować pomocą opozycji potężny bunt w szeregach jej własnej partii. Tymczasem przynajmniej 81 konserwatystów publicznie ogłosiło, że we wtorek będzie głosowało na „nie".

Ten bunt zyskiwał na sile od dawna, ale po prostu eksplodował, gdy w poniedziałek May przegrała głosowanie w sprawie upublicznienia rządowej ekspertyzy prawnej porozumienia z Brukselą. Jest w niej czarno na białym, że bez zgody Brukseli Londyn nie będzie w stanie wycofać się z unii celnej, która ma być „czasowo" zawarta miedzy UE i Wielką Brytanią, aby zapobiec przywróceniu kontroli na granicy Ulsteru z Irlandią (tzw. backstop). Brytyjski prokurator generalny wskazuje także, że z punktu widzenia prawa handlowego Irlandia Północna będzie „stroną trzecią" w stosunku do reszty Zjednoczonego Królestwa, potwierdzając najgorsze obawy unionistów. Belfast miałby pozostać w jednolitym rynku i stosować wyroki TSUE, podczas gdy reszta królestwa – nie.

W tej sytuacji zwolennicy twardego brexitu w Partii Konserwatywnej argumentują, że brexit, poza niektórymi aspektami, jak ograniczenie imigracji z kontynentu czy likwidacja brytyjskiej składki do budżetu Unii, zasadniczo utrzyma stan podległości Wysp wobec Brukseli. A nawet gorzej: zmusi Brytyjczyków do stosowania unijnych regulacji bez wpływu na ich kształt.

W czwartek premier próbowała wyjść naprzeciw tym obawom, obiecując Izbie Gmin, że będzie mogła zablokować wejście w życie „backstopu", zarówno w momencie zakończenia okresu przejściowego pod koniec 2021 rok, jak i w chwili, gdy ewentualnie wejdzie w życie umowa o nowych zasadach współpraca Wielkiej Brytanii z kontynentem. Ale Steve Baker, jeden z bardziej wpływowych deputowanych konserwatywnych, oddał ocenę wielu swoich kolegów, uznając pomysł May za „głupi", bo nie zakłada żadnego alternatywnego modelu relacji z Unii.

O ile porażka May we wtorek wydaje się przesądzona, co będzie dalej, jest już kwestią zupełnie otwartą. Jeśli porozumienie zostanie odrzucone przytłaczającą większością głosów, premier bardzo trudno będzie uniknąć dymisji. W takim przypadku trudno będzie jednak konserwatystom także znaleźć nowego lidera, który pogodziłby dwie, coraz bardzij skłócone frakcje partii: zwolenników i przeciwników brexitu. Do tej pory wśród możliwych następców premier wymieniano szefa MSW Sajida Javida lub odpowiedzialnego za środowisko Michaela Gove'a.

Znacznie trudniej byłoby natomiast doprowadzić do przedterminowych wyborów. Do tego potrzebna byłaby większość dwóch trzecich głosów parlamentu lub większość zwykła, jeśli w ciągu trzech tygodni obecna koalicja nie wysunie kandydatury nowego premiera i uzyska dla niego aprobatę parlamentu.

Nowe wybory mogłyby dać laburzystom większość. Ich lider Jeremy Corbyn już zapowiedział, że będzie dążył w takim przypadku do związania na trwałe Wielkiej Brytanii unią celną ze zjednoczoną Europą. Ale lewicowy rząd mógłby pójść jeszcze o krok dalej i włączyć kraj do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) na wzór Norwegii. Nie da się wykluczyć, że dla takiej koncepcji byłaby większość w nowym parlamencie.

Gdyby porażka May nie była jednak aż tak kompromitująca, premier mogłaby raz jeszcze podjąć rokowania z Brukselą i uzyskać od niej niewielkie koncesje w nadziei, że to wystarczy do uzyskania większości w Westminster. To część strategii przekonania deputowanych, że jedyną alternatywą dla wynegocjowanej przez nią umowy jest chaos brexitu bez żadnego porozumienia.

Jednak we wtorek parlament będzie głosował nad dodatkową rezolucją, która wytrąci i ten argument z rąk May. Przewiduje ona, że kraj nie może wyjść z Unii bez odpowiedniej umowy.

Przynajmniej 44 deputowanych laburzystów i 8 konserwatystów publicznie opowiedziało się za innym rozwiązaniem: nowym referendum w sprawie brexitu. W razie odrzucenie umowy May, ich szeregi mogą się zwiększyć. Ale to już spóźniona inicjatywa: zgodnie z brytyjskim prawem nie dałoby się jej przeprowadzić przed wyjściem kraju z Unii 29 marca.

Ratunek dla królestwa może przyjść jednak z nieoczekiwanej strony: Luksemburga. W poniedziałek TSUE ma wydać wyrok, czy art. 50 traktatu o UE pozwala państwu, które zapoczątkowało procedurę wyjścia z Unii, jednostronnie ją wstrzymać. Jeśli odpowiedź sędziów będzie pozytywna, Londyn może z niej skorzystać. I uniknąć katastrofy.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL