Bogaci Polacy, podobnie jak Brytyjczycy, Amerykanie czy Japończycy, chętnie inwestują w nieruchomości. Wielu z nich ma po dwa–trzy mieszkania. W lokale, także na kredyt, inwestują też mniej zamożni. Deweloperzy starają się zaspokajać rosnące apetyty, wprowadzając na rynek coraz więcej inwestycji, także tych luksusowych. Firmy nie mają najmniejszych problemów ze sprzedażą nieruchomości.

Jeden z pośredników opowiadał mi niedawno, że niektórzy deweloperzy sprzedali właściwie wszystko, co mieli. Działy sprzedaży nie mają więc co robić. Mogą sobie zafundować długie wakacje. Przygotowanie kolejnych inwestycji, które trafią do oferty, zajmuje bowiem sporo czasu. – To czyste szaleństwo – tak wielu ekspertów opisuje sytuację na rynku mieszkań.

Już za chwilę podaż może jednak nie sprostać popytowi, na co w rozmowie z „Rzeczpospolitą" zwraca uwagę prezes spółki Dom Development. Brakuje dobrych, rozsądnie wycenionych gruntów, zwłaszcza w centrach miast, brakuje rąk do pracy, ślimaczą się urzędowe procedury dotyczące pozwoleń na budowy. Efekt jest łatwy do przewidzenia: wzrost cen mieszkań.

Szef Dom Development mówi otwarcie: tak, podnieśliśmy ceny o ok. 4 proc. Także inni korygują cenniki. W jednym z luksusowych warszawskich apartamentowców ceny metra mieszkania w ciągu roku poszły w górę o 2 tys. zł. Na razie klienci akceptują podwyżki.

Popyt może się jednak zmniejszyć, m.in. za sprawą prognozowanych zwyżek stóp procentowych. Poza tym wygasa rządowy program „Mieszkanie dla młodych". Deweloperzy muszą się też zmierzyć z rosnącą ofertą mieszkań na wynajem. Część klientów zamiast właścicielem woli być lokatorem. Niewykluczone, że na kolejne rekordy deweloperom przyjdzie długo poczekać.