Pod koniec lat 60. ubiegłego wieku Buckminster Fuller porównał Planetę Ziemia do statku kosmicznego, czyli mechanicznego pojazdu wymagającego konserwacji i remontów, żeby nie przestał funkcjonować. Podobnie ma być z Ziemią: jeśli nie będzie się o nią dbać, nie pozostanie sprawną platformą podtrzymującą życie. Na tej kanwie można zadać pytanie: jak nauki ekonomiczne mogą wzbogacić „podręcznik konserwacji i naprawy Ziemi”?
Jaka była stara recepta na dobrobyt?
Klasycy myśli ekonomicznej podnosili znaczenie interesu własnego jako czynnika racjonalizującego działania zbiorowe. Mechanizm cenowy konkurencyjnego rynku miał premiować gospodarczo racjonalne zachowania i eliminować te, które takimi nie są. Dzięki temu miało zostać zapewnione harmonijne współdziałanie gospodarstw domowych, przedsiębiorstw i organów rządowych. Finalnym skutkiem było oczekiwane powiększanie bogactwa narodowego (Adam Smith), najlepiej mierzonego dzięki formule produktu krajowego brutto (PKB i Simon Kuznets). Recepta na dobrobyt jest jednoznaczna: więcej i więcej PKB, oczywiście, dzięki eksploatacji zasobów społecznych i przyrodniczych.
Czy degradacja przyrody to tylko chwilowy koszt?
Twórca koncepcji PKB, Simon Kuznets opracował też optymistyczną hipotezę tzw. krzywej środowiskowej dowodzącej, że degradacja przyrody jest chwilowym kosztem na ścieżce bogacenia i po osiągnięciu progowego poziomu bogactwa szkody środowiskowe zanikają. Niestety, rzeczywistość zaprzecza tej opinii.
Negatywne efekty ekonomiczne mają stabilny trend rosnący. Nawet jeśli jakieś państwa deklarują zmniejszenie śladu ekologicznego, jest to zwykle spowodowane eksportem zanieczyszczeń do krajów biedniejszych. Zaświadcza o tym tzw. Dzień Długu Ekologicznego, symboliczna data, po której ludzkość żyje na koszt przyszłych pokoleń. Co roku przypada coraz wcześniej, w 2025 r. przypadał 24 lipca.
Znaczenie empatycznej wrażliwości
Ekonomiści dostrzegają oczywiście ten niewesoły stan rzeczy – dziś można twierdzić, że Planeta Ziemia jak rakieta leci wprost na skały, co zagraża rozbiciem. Wyzwaniem chwili staje się radykalna zmiana parametrów tego lotu. Tradycyjny azymut konsumpcji pojmowanej jako kryterium oceny dobrobytu jednostki wolnej w wyborze sposobów realizacji swych preferencji okazuje się już nie do utrzymania. W istocie oznacza on bowiem dominację indywidualnej racjonalności, co w zgodzie z klasyczną myślą ekonomiczną, dzięki „niewidzialnej ręce rynku” optymalizuje dobrobyt materialny całej społeczności.