W najbliższych latach rozpocznie się realizacja wielu megaprojektów: od elektrowni jądrowej po Centralny Port Komunikacyjny wraz z setkami kilometrów linii Kolei Dużych Prędkości. Pieniądze są, projekty są. Nic, tylko realizować? Niestety, w debacie publicznej brakuje głębszej refleksji nad kumulacją prac i zasobami, których po prostu może zabraknąć.
Czy pamiętamy lekcję Euro 2012?
Żyjący w USA hiszpański pisarz i filozof George Santayana mawiał: „Kto nie pamięta historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie”. Pytanie, czy decydenci dobrze pamiętają lata 2010–2012? Doszło wtedy do skokowego wzrostu popytu na kruszywa, beton, stal czy asfalt, co wywołało dramatyczną spiralę cenową. Ceny asfaltu skoczyły o 70 proc., a kruszyw o połowę. Do tego doszły problemy z kadrami – firmy „podbierały” sobie pracowników, windując płace.
Czytaj więcej
Miniony rok był dla warszawskiego lotniska wyjątkowy pod wieloma względami. Obsłużyło ono ponad 2...
Ponieważ kontrakty podpisywano wcześniej z niskimi marżami, po zakończeniu Euro 2012 wykonawcy padali jak muchy. Z rynku zniknął giełdowy DSS, a giganci tacy jak PBG czy Hydrobudowa znaleźli się w upadłości. Nie wytrzymywały nawet zagraniczne koncerny, jak chiński Covec, który skapitulował na budowie autostrady A2.
Dziś polskie firmy są silniejsze, ale skala wyzwań jest bezprecedensowa. Przez ostatnie dwie dekady motorem branży były drogi, pochłaniające w szczycie 20–30 mld zł rocznie. Tymczasem budowa elektrowni jądrowej to ok. 150 mld zł, a komponent kolejowy i lotniskowy CPK to kolejne 150–200 mld zł. Skumulowanie tych zadań oznacza, że w obieg trafią kwoty dwu- lub trzykrotnie wyższe niż ponad dekadę temu.