fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Adwokaci

Pośniak: prawnika i klienta musi łączyć nić porozumienia

Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński
Andrzej Pośniak: Najlepsi zawsze się odnajdą na rynku – mówi nowy partner zarządzający kancelarią CMS

Rz: Partnerzy zarządzający wielkimi kancelariami w Polsce są grubo po czterdziestce. Pan w maju obejmie władzę w CMS, w wieku 39 lat. Będzie więcej takich zmian warty?

Andrzej Pośniak, nowo wybrany partner zarządzający kancelarią CMS w Polsce: Będzie. Zmiana pokoleniowa stopniowo następuje, i to zarówno w kancelariach, jak i po stronie klientów.

Gdy spotykacie się w gronie partnerów zarządzających największymi kancelariami, pańscy koledzy dają panu odczuć różnicę wieku?

Oficjalnie przejmę zarządzanie kancelarią od maja, a teraz odbieram nieco życzliwego zainteresowania, które chyba jest związane z nadchodzącą zmianą, a nie z moim wiekiem.

Będzie pan rządził starszymi od siebie?

Swoją rolę widzę bardziej jako wyznaczanie kierunku, w którym chcemy się rozwijać, i czuwanie, abyśmy osiągnęli wyniki, jakie sobie wspólnie wyznaczymy. Zdecydowanie bardziej będzie to „zarządzanie" niż „rządzenie", które nie leży w naszej kulturze organizacyjnej. Ponadto pracuję z ludźmi w różnym wieku – już dzisiaj 73 proc. prawników w naszej kancelarii to millenalsi, urodzeni w latach 80. ubiegłego wieku, a na rynek pracy zaczyna wchodzić pokolenie „Z", urodzone w XXI wieku. Tak zresztą musi być, bo przecież w tym samym wieku jest wielu naszych klientów. Chodzi także o to, by między nami była nić porozumienia.

Czym jest spowodowana zmiana partnera w CMS?

Małgosia Surdek, obejmując trzy lata temu funkcję partnera zarządzającego CMS w Polsce, zapowiedziała, że co do zasady podejmuje się jej na cztery lata, o czym partnerzy mogli przeczytać w jej manifeście wyborczym. Miało to związek z wielością ról i funkcji przez nią pełnionych i chęcią pozostania aktywnym prawnikiem- praktykiem. Małgosia nie tylko zarządza kancelarią, ale również kieruje praktyką sporów sądowych i arbitrażowych w Polsce oraz Europie Środkowo-Wschodniej, a ponadto jest i pozostanie przez najbliższe pięć lat członkiem zarządu centrali CMS w Londynie. Ostatnio pojawiła się jeszcze jedna rola: członka Międzynarodowego Sądu Arbitrażowego Międzynarodowej Izby Handlowej w Paryżu. To wielkie wyróżnienie, dla prawnika specjalizującego się w arbitrażu Sąd Arbitrażowy ICC jest niemalże Olimpem. Nic więc dziwnego, że Małgosia przyjęła tę nominację. Jest bardzo zaangażowana w wypełnianie nowych obowiązków, sprawia jej to wiele satysfakcji, a dla kancelarii jej nominacja to ogromny zaszczyt. Coś jednak w związku z tym się musiało zmienić – godzenie tych wszystkich ról jeszcze przed „paryską nominacją" było trudne i wyczerpujące, a po nominacji stało się praktycznie niemożliwe. Dlatego ze względu na nowe zobowiązania zawodowe, Małgosia zdecydowała się ustąpić z funkcji partnera zarządzającego o rok wcześniej, co spotkało się z pełnym zrozumieniem centrali w Londynie.

Pan jest doradcą podatkowym. Czy taka zmiana zarządzającego wpłynie na profil kancelarii?

Dla profilu kancelarii nie ma to większego znaczenia, mamy wiele mocnych zespołów i nie ma to związku z osobą zarządzającą. Jesteśmy dużą organizacją: 170 prawników i 100 osób w funkcjach wspierających. Pomaga mi podwójne wykształcenie: prawnicze i ekonomiczne. Zdając na prawo, nie miałem jeszcze pewności, w czym chcę się specjalizować, choć prawo było nęcące. Zajmowałem się nieruchomościami, fuzjami i przejęciami, sprawami spornymi, aż w końcu podatkami, które bardzo przypadły mi do gustu. Doradztwo podatkowe jest bliskie finansom, a ja lubię cyfry. Najlepiej duże. Praktyka podatkowa jest u nas mocna już teraz, ostatnio zespół powiększył się trzykrotnie i chcę, by się dalej rozwijał. Pozostanę szefem praktyki podatkowej w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej, w dalszym ciągu zamierzam także współzarządzać praktyką podatkową CMS na świecie. Nadal będę także pracował z klientami i wspierał ich w kwestiach podatkowych.

Zna pan wszystkich ludzi ze swojej kancelarii?

Wszystkich. Jesteśmy w firmie po imieniu, wiem, co słychać u osób, z którymi pracuję najdłużej, i u ich najbliższych, bo ich też znam. Ludzi od podatków w CMS znam praktycznie od kiedy byli jeszcze studentami. A oni znają mnie i moją rodzinę. Także po pracy z wieloma spędzam czas. Jestem tu od 2004 r., od czwartego roku studiów. Zaczynałem jako praktykant. Przez te 15 lat przeszedłem całą drogę, aż do miejsca, w którym jestem. Zostałem komplementariuszem polskiej kancelarii, a od trzech lat jestem też general counselem, tj. prawnikiem wewnętrznym CMS.

W 15 lat osiągnął pan wszystko. Można więcej?

To dopiero początek, osiągnięcia będziemy mogli oceniać po wynikach kancelarii za jakiś czas. Z punktu widzenia ambicji zawodowych i tego, jak przy mnie rozwijają się młodsi prawnicy, kieruję się zasadą, że zawsze można więcej. Pod względem formalnym partner zarządzający to istotnie najwyższy zaszczyt, jaki mógł mnie spotkać. W maju zacznie się nowy rozdział dla mnie, a dla kancelarii – mam nadzieję będzie to kontynuacja. Chciałbym, abyśmy mogli się rozwijać w Polsce w takim tempie, jak rośniemy na rynku brytyjskim. Ten biznes to przede wszystkim ludzie, dlatego zależy mi, żeby przyciągnąć tu najlepszych.

Jaki jest pana cel w życiu?

Dobrze je przeżyć. Ostatecznie nie ma nic ważniejszego. Jestem tu 15 lat i nie zmieniałem kancelarii, mimo że wielu twierdzi, że trzeba to czasem robić dla zdrowia. Kancelaria i moja praca to nie jest wszystko, co mam. Mogę tak powiedzieć, bo mam też szczęśliwą rodzinę i dzieci. Otaczają mnie fantastyczni ludzie. I chcę, by zarówno oni, jak i ja sam mieli przeświadczenie, że wszystko zrobiłem najlepiej, jak się dało. Chciałbym, żeby nasza kancelaria była najlepszym miejscem do pracy.

Czyli zapuszczacie sieci?

Wzrastamy. W ostatnich miesiącach dołączyło do nas czterech partnerów, mamy siedmiu nowych counseli, mamy nowy zespół infrastruktury, wzmacniamy nieruchomości, zespół transakcyjny, ochronę środowiska, spory sądowe i arbitrażowe. Chcemy rosnąć organicznie, by odpowiadać na wzrost gospodarczy oraz rozwój naszych prawników, ale nie zamykamy się na rekrutacje z rynku tam, gdzie jest to uzasadnione biznesowo. Szukamy ludzi, którzy nie grają tylko na siebie. Prawnicy są często dużymi indywidualistami, a my szukamy osób myślących troszkę inaczej. Cenimy tych, którzy umieją grać drużynowo i do naszego „kawałka tortu" dołożą swoją część.

I pokażą, jakich mają klientów?

Współpraca ma więcej zalet niż takie „tajemnice". Owszem, znam to powiedzenie, że partner w kancelarii wart jest tyle, ile jego klienci, których zabierze ze sobą, odchodząc. Ale my stawiamy na inne podejście. Nie chodzi więc o wyścig, tylko umiejętność współpracowania. Ścigamy się z konkurencją i każdy sam ze sobą, aby to, co robimy, robić coraz lepiej. Ostatecznie w pracy spędzamy większość dnia i oprócz wyników ważna jest też atmosfera. Dlatego intensywnie rozwijamy ofertę wsparcia i edukacji oraz działania mentorskie dla naszych prawników.

To takie niezwykłe, że gra się zespołowo?

W kancelariach nie jest to takie oczywiste i powszechne. Nie oceniam, czy to dobrze czy nie, ale nasza polityka jest inna. Jesteśmy kancelarią o wielu silnikach. Ze względu na naszą strategię i model biznesowy taka wersja jest optymalna. I to się najwyraźniej sprawdza, skoro w aspekcie finansowym zwiększamy przychody, a w ludzkim wygrywamy rankingi studenckie ELSA i pracownicze Antala. W ostatnich latach co roku na praktyki aplikuje u nas 350 osób. Przyjmujemy około 60, a 10-12 zostaje z nami na lata.

Jak dziś wygląda rynek usług prawniczych w Polsce?

Rynek jest mocno rozgrzany i bardzo wiele się na nim dzieje. Były spekulacje, podbite względami politycznymi, jak on będzie się rozwijał. Patrząc jednak na liczbę transakcji w Polsce, widzimy, że wysoka aktywność się utrzymuje. Oczywiście bardzo to nas cieszy. Teraz pojawiają się sygnały, że gospodarka niemiecka spowalnia, co zapewne będzie mieć wpływ na sytuację gospodarczą u nas. Osobiście w Polsce spodziewałbym się raczej spowolnienia niż kryzysu.

Z czego pan wnosi?

Planując rozwój naszego biznesu w Polsce, musimy się oprzeć na konkretnych wskaźnikach gospodarczych, pamiętając że nawet jeśli maleje popyt na jeden rodzaj usług prawniczych, pojawia się zapotrzebowanie w innym obszarze. Mając wiele mocnych zespołów, możemy reagować elastycznie na potrzeby klientów, a z obserwacji obecnego tempa zmian legislacyjnych wynika, że pracy dla prawników nie zabraknie.

Widzi pan jakieś nowości i trendy na rynku usług prawniczych w Polsce?

W ostatnim czasie rośnie zainteresowanie cyberbezpieczeństwem, na bardziej zaawansowanych rynkach także sztuczną inteligencją, której wykorzystanie niesie wiele wątpliwości prawnych. Są też kwestie dotyczące w równym stopniu wszystkich krajów Unii Europejskiej – np. RODO czy dyrektywa ATAD, która ma przeciwdziałać nadużyciom podatkowym, co przyniosło wiele nowych obowiązków, np. raportowania państwu schematów podatkowych.

Podziela pan obawy, że może to nadmiernie ingerować w tajemnicę zawodową?

Tak. Uważam, że każdą nową kwestię da się uregulować na różne sposoby. Regulując, trzeba jednak mieć na uwadze, co jest trwałym dobrem. A za takie uważam tajemnicę zawodową i praktykę zawodów zaufania publicznego. O szczegółach można dyskutować, ale tajemnica zawodowa to filar, jeden z wielu, na których opiera się państwo prawa. Gdy filarem próbuje się zachwiać, powoduje to spadek zaufania. To zły kierunek – nawet jeśli cel jest słuszny.

Czy to temat szerszy niż tylko dotyczący Polski?

Przepisy unijne o raportowaniu dotyczą głównie schematów transgranicznych. One są dużo mniej restrykcyjne niż to, co zrobił polski ustawodawca, który poszedł w kierunku ekstremalnej biurokratyzacji zakresu raportowania. Wynika to i z samych przepisów, i z objaśnień ministerstwa do nich, które zresztą ukazały się dopiero po wejściu w życie nowego prawa. Pojawia się pytanie, czy na koniec dnia ta zmiana okaże się opłacalna i czy ta rozbudowana forma nie przysłoni nam celu, w jakim wprowadzano zmiany. Zdecyduje praktyka.

A jak w tych wszystkich zmianach odnajdzie się CMS?

Patrząc historycznie, zawsze na rynku odnajdywaliśmy się dobrze – niezależnie od uwarunkowań politycznych czy gospodarczych. Pomaga nam, że nie jesteśmy kancelarią ukierunkowaną na jedną czy dwie wybrane praktyki. Mamy wiele mocnych silników, które w zależności od rynkowych potrzeb pracują na wyższych lub niższych obrotach. Dotyczy to zarówno wymiaru polskiego, jak i globalnego. W Londynie mamy zespoły złożone nie tylko z prawników, które pomagają w tworzeniu narzędzi informatycznych ocierających się o sztuczną inteligencję, które wspierają naszą pracę. Udostępniamy je też naszym klientom, co pomaga im tworzyć np. umowy najmu czy przetwarzać dane. Jesteśmy tam, gdzie nasi klienci.

Co pan radzi młodym ludziom, którzy rozważają studiowanie prawa?

Najważniejsze jest żywe, autentyczne zainteresowanie nie tylko prawem, ale i biznesem. Cały czas kancelarie zatrudniają prawników, ale – jak na każdym rynku – poszukiwani są ludzie, którzy mają „to coś".

Czyli co?

Ambicję i świadomość, co chcą w życiu robić, i są gotowi ciężko pracować, by to osiągnąć. Zapewne i w innych zawodach te cechy mają znaczenie, ale w profesji prawniczej są potrzebne, szczególnie młodemu prawnikowi. Potem poczucie odpowiedzialności i analityczne podejście do spraw wchodzą w krew. Te cechy plus ciężka praca wróżą dobrze na przyszłość. Owszem, rynek prawniczy się nasyca, o zlecenia coraz na nim trudniej. Ale spójrzmy historycznie: niezależnie, czy były to czasy, gdy wystarczyło skończyć prawo, mówić po angielsku, czy też w których naprawdę trzeba poświęcić wiele czasu na naukę i zdobycie umiejętności – najlepsi zawsze się odnajdują. Ci, którzy na poważnie traktują ten kierunek, mogą osiągnąć wiele w zawodzie.

—rozmawiał Wojciech Tumidalski

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA