Wiele napięć w pracy wynika nie z braku kompetencji, ale z różnych reakcji na sytuacje stresowe. Czy kobiety i mężczyźni rzeczywiście przeżywają stres w inny sposób?
Kobiety reagują w stresie zupełnie inaczej niż mężczyźni na każdym etapie działania. Te różnice wynikają z kilku rzeczy. Pierwszą z nich są hormony. Drugą – różnice w budowie i funkcjonowaniu mózgu. Trzecią – działanie układu współczulnego i przywspółczulnego, czyli naszego systemu reagowania na zagrożenie. A czwartą – stereotypy społeczne i zmiany kulturowe, które wpływają na to, jak kobiety i mężczyźni funkcjonują w pracy i w domu.
Jeżeli mówimy o stresie, warto rozróżnić jego rodzaje. Mamy eustres i dystres. Eustres jest takim naganiaczem, dobrym stresem, który mobilizuje, daje adrenalinę i energię do działania. Natomiast dystres to już przewlekły stres kortyzolowy. To właśnie o nim mówimy najczęściej w kontekście napięć w pracy czy konfliktów w życiu codziennym.
W sytuacji stresowej obie płcie produkują kortyzol. Zarówno przy krótkim, jak i przy długotrwałym stresie reakcje organizmu są bardzo podobne: przyspiesza bicie serca, oddech staje się szybszy, rozszerzają się źrenice, odczuwamy niepokój wewnętrzny. Często pojawiają się też objawy psychosomatyczne, czyli napięcie ciała, bóle, reakcje ze strony różnych narządów. Każdy reaguje trochę inaczej.
Przez lata uważano, że psychosomatyka jest bardziej „kobieca”. Czy nadal tak jest?
Rzeczywiście kiedyś uważano, że psychosomatyka jest domeną kobiet, że to one częściej przerzucają stres na ciało. Mówiono o szybkim biciu serca, hiperwentylacji czy uczuciu ścisku w żołądku. Pojawiały się też zaburzenia ze strony układu pokarmowego, na przykład zespół jelita drażliwego, reakcje skórne (zaczerwienienia, dermografizm) albo częste chodzenie do toalety. W swoich książkach nazywam to nawet „płaczem przez pęcherz”, czyli zespołem nadpobudliwego pęcherza. W sytuacji stresowej kobiety rzeczywiście częściej reagują w ten sposób. Ale świat się zmienia. Coraz częściej obserwuję w gabinecie mężczyzn, którzy reagują podobnymi objawami. Dotyczy to szczególnie pacjentów z niskim poziomem testosteronu, który spada przy przewlekłym stresie oraz wraz z wiekiem.
Co dokładnie dzieje się w organizmie mężczyzny, kiedy żyje w długotrwałym stresie?
W stresie zaczyna się gra hormonów. Kortyzol, który produkujemy w sytuacji stresowej, jest największym wrogiem testosteronu. Jeżeli poziom kortyzolu jest wysoki, testosteron spada. A to testosteron jest hormonem siły, stanowczości, decyzyjności. Można powiedzieć, że to królewski hormon mężczyzny. Kiedy jego poziom spada, szczególnie wolnego testosteronu, z którego organizm najbardziej korzysta, pojawiają się objawy jego niedoboru. Wtedy mężczyzna może tracić część tej naturalnej „twardości”, zdecydowania i energii do działania. W środowisku biznesowym może to mieć bardzo konkretne konsekwencje, bo stanowiska kierownicze często wymagają właśnie szybkiej decyzyjności i odporności na presję.