Ilia Ponomariow: W Rosji czas sięgnąć po koktajle Mołotowa

Nie trzeba mieć iluzji co do tego, że reżim w Rosji da się obalić w sposób pokojowy – mówi „Rzeczpospolitej” Ilia Ponomariow, jeden z liderów opozycyjnego rosyjskiego Zjazdu Deputowanych Ludowych.

Aktualizacja: 19.02.2024 06:12 Publikacja: 19.02.2024 03:00

Ilia Ponomariow

Ilia Ponomariow

Foto: arch. prywatne

Aleksiej Nawalny. Zmarł, czy jednak został zamordowany?

Niezależnie od tego, co się stało, trzeba traktować to jako morderstwo. Najpierw został otruty, później 27 razy trafiał do karceru, wysłano go do więzienia na północ, za kołem podbiegunowym. Organizm człowieka tego wszystkiego mógł nie wytrzymać. Coraz więcej jednak pojawia się informacji, które wskazują na to, że nie była to śmierć przypadkowa.

Dlaczego akurat teraz?

Trudno to zrozumieć. Nie ma żadnych racjonalnych przyczyn. Przed wyborami Putinowi to nic nie daje, wręcz przeciwnie – szkodzi. Z punktu widzenia polityki zagranicznej trudno było też dobrać bardziej niefortunny moment, gdyż doszło to tego akurat podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. I zabójstwo Nawalnego stało się tam głównym tematem.

Jakie znaczenie śmierć Nawalnego może mieć dla przyszłości Rosji?

Był jednym z liderów opozycji demokratycznej, który po zmianie władz w Rosji mógł pretendować na objęcie najważniejszych stanowisk. Będąc za kratami, miał związane ręce i jego organizacja już nie miała jakichś struktur wewnątrz kraju. Ale gdyby został uwolniony po rewolucji, mógłby odegrać rolę Lenina, wejść na transporter opancerzony i walczyć o władzę. To m.in. dlatego ekipa Nawalnego nie wchodziła w żadne porozumienia i układy z innymi siłami rosyjskiego ruchu demokratycznego. Bo chcieli mieć całkowitą wolność swoich działań w przyszłości.

Czytaj więcej

W Rosji nie będzie rewolucji. Po zamordowaniu Aleksieja Nawalnego protesty niezbyt duże

Myślę, że zabójstwo Nawalnego doprowadzi też do radykalizacji rosyjskiej opozycji. Zwolennikom Nawalnego wyraźnie pokazano, że przy pomocy baloników i latarek sytuacji w Rosji nie da się zmienić i że z Putinem trzeba walczyć poważnie.

W niedzielę niezależne media rosyjskie informowały, że w 30 miastach Rosji zatrzymano 340 osób. Chodzi o tych, którzy odważyli się upamiętnić Nawalnego, składając kwiaty pod pomnikami przypominającymi o komunistycznych represjach. Masowych protestów raczej nie warto się już spodziewać?

By doszło do jakichś wielkich protestów, to ktoś musi do nich nawoływać. 16 lutego napisałem do wszystkich liderów FBK (założona przez Nawalnego fundacja na rzecz walki z korupcją – red.) i zaproponowałem wspólne działania. Bo inicjatywa powinna wychodzić od nich. Ale nic nie zrobili, nie nawoływali do protestów. Wyszli więc tylko ci, którzy poczuli taką potrzebę.

Mieszkańcy Europy w 1938 roku po zawarciu układu monachijskiego też uważali, że Hitler nie pójdzie dalej

Ilia Ponomariow

Michaił Chodorkowski, jeden z najbardziej znanych krytyków Putina, zaapelował do Rosjan, by udali się 17 marca w południe do lokali wyborczych i wpisali nazwisko Nawalnego w kartach do głosowania. Nawalny przed śmiercią też zachęcał Rosjan, by gromadzili się w dniu wyborach przy lokalach. Co pan o tym sądzi?

Nie mam nic przeciwko temu, by ktoś przyszedł do lokalu wyborczego i wpisał nazwisko Nawalnego w kartach do głosowania. Ale to nieistotne działania. I w żaden sposób nie można uznawać czegoś takiego za adekwatną odpowiedź na śmierć jednego z najbardziej znanych liderów opozycji. Kto zobaczy te karty do głosowania? Jakie to będzie miało polityczne znaczenie? Co to w ogóle da? To marnowanie energii, która powinna być wykorzystana do realnej walki o władzę w Rosji. I ci, którzy dzisiaj do tego nawołują, po prostu nie chcą walczyć o władzę.

Jaką pan ma ofertę dla rosyjskiego społeczeństwa? Co pan ma na myśli, mówiąc o „realnej walce o władzę”?

Myślę, że dzisiaj co najmniej musimy brać do rąk koktajle Mołotowa, a najlepiej broń. Uważam, że ci, którzy chcą pomścić śmierć swojego lidera, powinni już dzisiaj zgłosić się do Legionu „Wolność Rosji” (chodzi o Rosjan walczących po stronie armii ukraińskiej – red.). Jeżeli nie chcą walczyć na froncie wojny w Ukrainie, to niech dołączą do ruchu partyzanckiego. Zachód też powinien na głos przyznać, że ten koszmar nie zakończy się bez przemian politycznych w Rosji. I że te przemiany są też celem prowadzonych obecnie działań wojennych, bo nie chodzi tylko o linie frontu wewnątrz Ukrainy. Nie trzeba mieć iluzji co do tego, że reżim w Rosji da się obalić w sposób pokojowy. Zachodni liderzy to rozumieją, ale boją się powiedzieć to na głos.

A może chodzi o to, że wolny świat nie chce prowokować wojny domowej w kraju, który dysponuje największym arsenałem jądrowym na świecie?

Oczywiście, tego na Zachodzie boją się najbardziej. Ale to nie my prowokujemy wojnę domową, to Putin do niej dąży. To on uzbraja najbardziej niebezpieczną część rosyjskiego społeczeństwa i wysyła ją na front. I trzeba liczyć się z tym, że reżim Putina prędzej czy później upadnie i zastąpić go może ktoś jeszcze gorszy. Trzeba wyprzedzać pewne wydarzenia. Niepokojące jest to, że mówi się dzisiaj o możliwej prowokacji czy konfrontacji zbrojnej pomiędzy Rosją a państwami NATO, krajami bałtyckimi czy Polską. Tego zagrożenia nie można ignorować. Swoim ostatnim wywiadem z Tuckerem Carlsonem Putin udowodnił, że ma takie myśli.

A może chce zastraszyć i zasiać niepewność co do naszej przyszłości i jedności NATO?

Mieszkańcy Europy w 1938 r. po zawarciu układu monachijskiego uważali, że Hitler zadowoli się Czechosłowacją i dalej nie pójdzie. W 1939 r. też myślano, że postraszy i nic z tego nie będzie. Problem Putina sam się nie rozwiąże. Trzeba działać już teraz, a nie wtedy, gdy będzie już szalała wojna.

Społeczeństwo
Szefowa niemieckiego MSW: Ponad 700 zatrzymanych przemytników ludzi
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Społeczeństwo
Roberto Cavalli nie żyje. Jego ekstrawagancki styl był uwielbiany przez gwiazdy
Społeczeństwo
Oscar Pistorius po wyjściu z więzienia nie może znaleźć pracy. "Zbyt toksyczny"
Społeczeństwo
Gumowa kaczka znaleziona na plaży po 18 latach. Przepłynęła setki kilometrów
Społeczeństwo
Całe grupy społeczne korzystają na konflikcie z Ukrainą. Wojna sposobem na biedę