Badanie przeprowadził Australijski Uniwersytet Narodowy. Wyniki pokazują, że prawie każdy mieszkaniec kraju został dotknięty przez trwające pięć miesięcy pożary, w których zginęło 30 osób, a tysiące straciły swoje domy.

W sondażu wzięło udział 3000 osób. 14 proc. zostało bezpośrednio dotkniętych przez pożary - ich domy został zniszczone lub zostali zmuszeni do ewakuacji.

Kolejnych 15 milionów Australijczyków pośrednio odczuło skutki pożarów - dym dotarł do miejsca ich zamieszkania lub musieli zmienić swoje plany wakacyjne.

Wyniki badania nie pomagają rządowi w Canberze. Władze Australii krytykowane są zbyt późną reakcję na kryzys i brak troski o zmiany klimatyczne. W czasie kryzysu premier Scott Morrison wyjechał na urlop na Hawaje.

Naukowcy twierdzą, że pożary zostały wywołane przez suszę i niekorzystne warunki pogodowe, które nasiliły się w wyniku zmiany klimatu. 

Zaledwie 27 proc. respondentów odpowiedziało, że mają zaufanie do rządu. To spadek o 11 pkt. proc. w ciągu zaledwie trzech miesięcy.

Wśród osób, które w ostatnich wyborach głosowały na rząd, poparcie dla budowy nowych kopalń spadło z 72 proc. do 57 proc.