Reklama

Gwałt na policjantce: kluczowe było pierwsze pięć godzin. I czas dla Marcina J.

Około 1,5 promila alkoholu miał policjant Marcin J. po pięciu godzinach od zgwałcenia młodej podwładnej, o co jest podejrzany. Po zdarzeniu pozwolono, by trzeźwiał w domu. Czy darowany mu czas pomoże w budowaniu linii obrony?

Publikacja: 09.01.2026 18:27

Gwałt na policjantce: kluczowe było pierwsze pięć godzin. I czas dla Marcina J.

Foto: Adobe Stock

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co wiadomo o sprawie Marcina J., policjanta podejrzanego o gwałt?
  • Jakie czynności zostały podjęte po ujawnieniu domniemanego gwałtu?
  • Jakie zależności i wątpliwości dotyczące postępowania funkcjonariuszy są istotne w analizie tego zdarzenia?

W sprawie gwałtu na 22-letniej policjantce, którego sprawcą ma być dowódca Kompanii Warszawskiego Oddziału Prewencji Policji (OPP), wychodzą na jaw coraz to nowe fakty. Jak ten, że Marcin J. został przebadany alkomatem dopiero o godz. 8.15, czyli pięć godzin po zdarzeniu. Dlaczego czekano z tym tak długo? Policja nie podała przekonującego wyjaśnienia. Według oficjalnej wersji podejrzany był „pod nadzorem” dowództwa OPP. Jednak w tym „nadzorze” była luka, bo domniemany gwałciciel po zdarzeniu opuścił komendę i udał się do domu. Tam musieli po niego jechać funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych Policji.

Jak pisała „Rzeczpospolita”, policjanci z prewencji są w czołówce funkcjonariuszy popełniających przestępstwa.

Gwałt w Piasecznie. Dramat za zamkniętymi drzwiami i zastanawiające działania policji po jego ujawnieniu

Dwanaście godzin – tyle upłynęło od zdarzenia do aresztowania podejrzanego o gwałt, co szef MSWiA Marcin Kierwiński uznał za krótki czas. Te 12 godzin jest jednak bardzo istotne. Chronologia działań, jakie w tym czasie podjęto, przedstawia się niepokojąco.

Dramat rozegrał się w sobotę, 3 stycznia o godz. 3.30 na terenie stołecznej jednostki OPP w Piasecznie – sprawę pierwsza ujawniła TV Republika. Według jej relacji Marcin J. urządził alkoholową imprezę z udziałem innych policjantów. Do pokoju ściągnął młodą stażystkę, wyprosił znajomych, zamknął drzwi i zgwałcił kobietę. Słysząc jej krzyki, inni policjanci z kompanii zaczęli się dobijać do drzwi, aż J. je otworzył.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Policyjna drogówka rzadziej bierze. Wyprzedziła ją prewencja

Ile czasu młoda kobieta była w pokoju, nie wiadomo. Czuła się zagrożona – według informacji „Rzeczpospolitej” wysłała alarmujące SMS-y z prośbą o pomoc do dwóch policjantów z plutonu, którzy tego dnia mieli dyżur. Ponieważ z jakichś powodów nie mogli przybyć na miejsce, poprosili innego funkcjonariusza – to on udał się pod drzwi pomieszczenia, w którym miał się rozegrać dramat i zaczął się dobijać. Ile to trwało, czyli po jakim czasie Marcin J. otworzył drzwi – to jedna z wielu okoliczności do ustalenia i zbadania przez prokuraturę.

Z oświadczenia policji wynika, że działania „po zdarzeniu” miały być wręcz modelowe – czynności na terenie jednostki zostały podjęte natychmiast po otrzymaniu przez dyżurnego OPP zgłoszenia, czyli o godz. 5.30. Dlaczego dopiero po dwóch godzinach od zdarzenia? Bo wcześniej „przełożeni nie mieli informacji, że doszło do popełnienia przestępstwa, ani że funkcjonariusze spożywali alkohol” – podała policja w piątkowym wpisie na X.

I wskazała, że „sprawca zgwałcenia został przewieziony na teren OPP w Warszawie po godzinie 7.00” – odtąd pozostawał do dyspozycji prokuratury (aż do formalnego zatrzymania o godz. 14.45).

Jednak ta chronologia jest tylko z pozoru logiczna, wśród naszych rozmówców budzi duże wątpliwości. Czy jest możliwe, żeby nikt nie słyszał odbywającej się alkoholowej imprezy – nocą, kiedy cisza potęguje każdy hałas? Tym bardziej, czy jest możliwe, żeby nikt nie słyszał krzyczącej ofiary? 22-latka po wydostaniu się z pokoju była w szoku i – według naszych źródeł – wymagała pomocy. Już to było wystarczające, żeby zatrzymać Marcina J., a przynajmniej poprosić go o pozostanie na miejscu do wyjaśnienia całej sytuacji. Tego jednak nie zrobiono. Czy dlatego, że nie był zwykłym policjantem, ale funkcyjnym – dowódcą kompanii?

Reklama
Reklama

Domniemany sprawca gwałtu opuścił policyjną jednostkę i udał się do domu. Dopiero o 7 rano pojechało po niego BSWP

Marcin J. po zdarzeniu wyszedł z kompleksu OPP i pojechał do domu – możliwe nawet, że kazał się tam zawieźć. Kiedy się zorientowano, że nie ma go na miejscu, po godz. 7.00 – jak przyznaje policja we wpisie na X – funkcjonariusze BSWP przywieźli go do jednostki w Piasecznie.

Czytaj więcej

Jakie przestępstwa najczęściej popełniają polscy policjanci?

O godz. 8.15, blisko pięć godzin po domniemanym gwałcie, został przebadany po raz pierwszy – miał ok. 1,5 promila alkoholu. W dwóch kolejnych testach stężenie spadało. Ile mógł mieć o godz. 3.30? – Sądzę, że ponad 2 promile – szacuje pytany przez nas policjant ruchu drogowego.

Badanie na zawartość alkoholu po pięciu godzinach od jego spożywania utrudni jednak określenie stanu Marcina J. w kluczowym czasie – będzie to musiał określić już biegły specjalista (J. pobrano także krew na obecność narkotyków). A jeszcze większy problem może zrodzić to, że J. opuścił policyjny teren i udał się do domu. – A co, jeśli w tym czasie telefonował do świadków, by np. uzgodnić wersję wydarzeń krytycznej nocy. Albo jeśli się przebrał i umył? – pyta jeden z doświadczonych funkcjonariuszy. Czy kiedy BSWP ok. godz. 7 przywiozło Marcina J. do oddziału prewencji, był w tym samym ubraniu, co w trakcie zdarzenia?

Kim jest Marcin J.? Długi policyjny staż, wysoki stopień, typ imprezowicza

W sprawie pojawia się lawina pytań, w tym o spożywanie alkoholu na terenie Oddziału Prewencji – libacja feralnej nocy miała nie być wyjątkiem. Oprócz prokuratorskiego śledztwa wszczęto trzy postępowania kontrolne – przez KSP, KGP oraz MSWiA.

Według informacji „Rzeczpospolitej” prokuratura przesłuchała już kilkunastu świadków – funkcjonariuszy z OPP, w planie są kolejni. Musi zbadać nie tylko, co działo się za zamkniętymi drzwiami, ale kto i jak reagował. Jeśli ofiara krzyczała, wątpliwe, by zwłaszcza w nocnej ciszy, nikt tego nie słyszał.

Reklama
Reklama

Gwałt, jakiego miał się dopuścić Marcin J., to zdarzenie bez precedensu. Dlatego, że podejrzanym jest wyższy oficer policji w stopniu podinspektora, a do tego dowódca Kompanii Oddziału Prewencji Policji.

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Śledczy nie ujawniają, w jaki sposób 22-letnia policjantka znalazła się z nim w pokoju – kiedy przyszła, czy wydano jej polecenie, czy np. pod jakimś pretekstem została zwabiona. Nie łączyła jej z przełożonym nawet relacja koleżeńska – według naszych źródeł w billingach obojga, jakie sprawdziło BSWP, nie ma śladu połączeń czy SMS-ów.

W odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej” o przebieg służby 41-letniego Marcina J., KSP odsyła do prokuratury, a ta jednak na obecnym etapie śledztwa – jak odpisuje nam prok. Piotr Skiba – informacji w tym zakresie nie posiada.

Marcin J. ma ponad 20 lat stażu, większość służby spędził w prewencji. – Zaczynał od patrolowania ulic, przeszedł przez kolejne szczeble, aż do dowódcy kompanii – twierdzi jeden z naszych rozmówców z KSP.

Reklama
Reklama

– W szkole policji ludzie dzielą się na kujonów, sportowców i imprezowiczów. Zaliczyłbym go do trzeciej grupy – wspomina inny z funkcjonariuszy, pamiętający go z dawnych czasów.

Jeszcze kolejny zaznacza: – Niczym szczególnym się nie wyróżniał. A awanse? Prewencja to niewdzięczna służba, nikt się tam nie pcha. Przez braki wśród kadry oficerskiej w Warszawie awanse bywają zaskakujące.

Czytaj więcej

Gwałt i zabójstwo młodej Białorusinki w centrum stolicy. Dorian S. usłyszał wyrok

Policjanci prewencji są na pierwszej linii przy zabezpieczaniu demonstracji, imprez masowych, koncertów, meczów, a na co dzień patrolują ulice. Merytorycznie J. musiał sobie z tym radzić, skoro najpierw był zastępcą dowódcy jednej kompanii, a ostatnio dowódcą kolejnej. Jego kompania miała zabezpieczać piątkowy protest rolników.

Kompania liczy średnio 70-100 osób, większość to nowo przyjęci policjanci, na dowódcy ciąży więc ogromna odpowiedzialność. – Powinni to być doświadczeni policjanci, potrafiący zarządzać zespołem, z podejściem wychowawczym i cieszący się autorytetem. Z tego punktu widzenia zachowanie J. – o ile się potwierdzi – jest podwójnie naganne – słyszymy.

Reklama
Reklama

22-letnia pokrzywdzona przyjechała do OPP na trzymiesięczny tzw. staż adaptacyjny – to wymóg każdego młodego policjanta. W Warszawie łata się nimi wakaty.

Alkohol w strzeżonym kompleksie policji i pierwsza dymisja. Na niej się nie skończy

Oddział Prewencji w Piasecznie to strzeżony kompleks – przy wjeździe jest wartownia i szlaban, a na terenie: biura, hotel, gdzie mieszkają policjanci, ośrodek szkolenia. Budynki w typie bloków dla policjantów prewencji. Alkoholowe imprezy, o czym dzisiaj się mówi, mają nie być tutaj rzadkością. Czy tak rzeczywiście jest, sprawdzi m.in. kontrola KSP i MSWiA. Również to, jak w Oddziale Prewencji Policji w Warszawie działał nadzór służbowy.

Marcin J. ma zarzut gwałtu oraz doprowadzenia pokrzywdzonej do poddania się „innej czynności seksualnej”, przebywa w areszcie. Za pierwsze z przestępstw grozi mu do 15 lat pozbawienia wolności, za drugie – do ośmiu lat. Został zawieszony, trwa procedura wydalenia go z policji.

Pierwsza dymisja za jego sprawę już jest – odwołany został zastępca dowódcy warszawskiego Oddziału Prewencji Policji „w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa przez podległego mu funkcjonariusza, nad którego kompanią sprawował nadzór służbowy” – podała KSP. Szef MSWiA zapowiedział niebawem kolejne decyzje personalne.

Oprócz osobistej krzywdy młodej policjantki, której doznała w miejscu, w jakim powinna czuć się stuprocentowo bezpieczna, czyn, jakiego miał się dopuścić Marcin J., spowodował ogromną szkodę wizerunkową dla policji.

Reklama
Reklama

Jeżeli zarzuty gwałtu wobec przełożonego w stopniu podinspektora – oficera z ponad 20-letnim stażem, dowódcy kompanii prewencji – miałyby się potwierdzić, byłby to nie tylko dramat tej policjantki, lecz akt oskarżenia wobec całego systemu dowodzenia w policji

prof. Tomasz Safjański, profesor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, były wysoki oficer policji

– Jeżeli zarzuty gwałtu wobec przełożonego w stopniu podinspektora – oficera z ponad 20-letnim stażem, dowódcy kompanii prewencji – miałyby się potwierdzić, byłby to nie tylko dramat tej policjantki, lecz akt oskarżenia wobec całego systemu dowodzenia w policji – komentuje prof. Tomasz Safjański, profesor Akademii WSB w Dąbrowie Górniczej, były wysoki oficer policji. I podkreśla: – Taka sytuacja nie bierze się znikąd. Ona wyrasta z wieloletniego kryzysu przywództwa, erozji autorytetu i zaniku pozytywnych wzorców dowódczych, kiedy awansuje się za posłuszeństwo, nie za kompetencje i charakter. To tworzy środowisko, w którym nadużycie stanowiska służbowego staje się normą.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Policja
Najbardziej znienawidzony fotoradar w Polsce zniszczony po raz trzeci
Policja
Miękkie lądowanie sierżant „Doris”. Ukarana tylko grzywną
Policja
Czarne chmury nad Marianem Banasiem
Policja
Znaleziono szczątki kolejnych dronów. Akcja służb w dwóch województwach
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama