Reklama

Czy Rosjanie przejęli sekrety polskiej armii?

Rosyjskie tajne służby mają dostęp do dokumentów i nośników danych należących do tragicznie zmarłych najwyższych polskich urzędników państwowych – w tym dowódców wojska

Publikacja: 13.04.2010 05:10

Pracujący na miejscu katastrofy pod Smoleńskiem prokuratorzy i służby mundurowe cały czas odnajdują nowe, nadpalone dokumenty, pozostałości po telefonach komórkowych oraz innych urządzeniach elektronicznych, na których mogły się znajdować informacje istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Przeważająca większość pasażerów tragicznego lotu miała dostęp do najściślej strzeżonych tajemnic Polski oraz NATO. Czy na pokład samolotu zabrali laptopy z istotnymi informacjami? Czy w swoich teczkach mieli poufne lub tajne dokumenty?

– Nie wiadomo, co zostało wniesione na pokład i czy znalazły się tam informacje niejawne – mówi „Rz” zastrzegający anonimowość oficer Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dodaje, że takiej sytuacji nie można wykluczyć. Dlatego przedstawiciele polskich tajnych służb (m.in. ABW) czuwają nad zabezpieczaniem przez Rosjan znalezionych przedmiotów, w tym broni zmarłych funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu.

– Patrzymy, czy coś nie jest kopiowane, zabierane lub niszczone. Ale nie wiemy, czy zaraz po katastrofie funkcjonariusze Federalnej Służby Bezpieczeństwa już czegoś nie zabrali – dodaje nasz rozmówca.

Jak wygląda procedura? – Działa pięć zespołów, które protokolarnie opisują wszystkie znalezione rzeczy – zdradza „Rz” płk Krzysztof Parulski, naczelny prokurator wojskowy. Dodaje, że przedmioty mają być przewiezione do Polski. Dopiero tu zostaną poddane szczegółowym badaniom.

– Funkcjonariusze służb będą mogli przeprowadzić analizy i sprawdzić, czy nie próbowano kopiować danych – mówi „Rz” gen. Gromosław Czempiński, były szef Urzędu Ochrony Państwa. – Rosjanie bez problemu mogliby uzyskać dostęp do tych danych. Jednak według mnie nie chcą być posądzani o wykorzystanie tej tragedii do swoich celów – podkreśla. Dodaje, że wiele z tych przedmiotów uległo zniszczeniu.

Reklama
Reklama

Generał Mirosław Gawor, były szef BOR, w rozmowie z „Rz” twierdzi, że na pokładzie prezydenckiego samolotu nie powinno być nośników z informacjami niejawnymi.

– Była to wizyta okazjonalna i nie planowano żadnych oficjalnych spotkań – podkreśla. Zaznacza, że każdy, kto ma certyfikat bezpieczeństwa, wie, jak postępować z tajnymi danymi. – Na pewno nie można nosić takich informacji w laptopie i zabierać w podróż – tłumaczy generał.

Wiadomo, że na pokładzie samolotu znajdowały się telefony szyfrujące używane m.in. przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Pułkownik Mieczysław Tarnowski, były wiceszef ABW, uspokaja jednak, że nawet gdyby trafiły w niepowołane ręce, będą bezużyteczne.

– Wystarczy bowiem wymienić używane kody. Istnieje też możliwość kasowania ich z zewnątrz – mówi „Rz”.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama