Reklama

Pietro Mennea. Mięśnie z jedwabiu

W wieku 60 lat zmarł w Rzymie Pietro Mennea, mistrz olimpijski, ale dla Włochów ktoś znacznie ważniejszy niż tylko wybitny sprinter

Publikacja: 22.03.2013 20:36

Pietro Mennea. Mięśnie z jedwabiu

Foto: ROL

Piotr Kowalczuk z Rzymu

Uniwersjada w Meksyku, 1979 rok. Upał, smog i bałagan. Pomimo to Mennea najpierw ustanowił rekordy Europy: na 100 m (10.01) i w eliminacjach na 200 m (19.96).

Finał biegu na 200 m przeszedł do historii sportu. 12 września Mennea pobił rekord świata swego idola Tommiego Smitha, ustanowiony w tym samym miejscu 11 lat wcześniej w finale igrzysk olimpijskich, i to aż o 0,09 sekundy – 19,72. Fenomenalny wynik porównywano do legendarnego skoku w dal Boba Beamona. Nie bez powodu. Rekord utrzymał się przez 17 lat. Poprawił go dopiero inny fenomen Michael Johnson podczas amerykańskich kwalifikacji przedolimpijskich (19,66 w Atlancie).

Największą sensacją było to, że fantastyczny rekord ustanowił biały człowiek, wszystkiego 179 cm wzrostu, w porównaniu z czarnymi tytanami bieżni dość cherlawej budowy, za to, jak zawsze podkreślał jego trener Carlo Vittori, o mięśniach z jedwabiu. Niedługo potem Menneę przedstawiono Muhammadowi Alemu jako najszybszego człowieka świata. Bokser się zdumiał: „Jak to? Przecież jesteś biały!”. A Mennea żartobliwie na to: „Ale w środku jestem czarny”.

Gdy umarł, wiadomość natychmiast trafiła na pierwsze miejsce włoskich dzienników, radia i telewizji. Piątkowa, futbolocentryczna „Gazzetta dello Sport” mimo świetnego meczu squadra azzurra w czwartek w Genewie (2:2, cudna bramka Mario Balotellego) opłakiwała Menneę na pierwszych dziewięciu stronach. „Corierre della Sera” wyszło z ogromnym tytułem: „Żegnaj Fenomenie”, a „La Repubblica” – „Addio biała strzało”. Włoscy piłkarze grali z Brazylią z czarną opaską na ramieniu. Alessandro Del Piero ze ściśniętym gardłem i łzami w oczach powiedział telewizji RAI: „To był nasz wielki bohater. Myśmy wszyscy chcieli biegać jak Mennea. Ciao, mistrzu”. „Gazzetta dello Sport” nie ma wątpliwości: „Odszedł jeden z największych ludzi włoskiego sportu. W zbiorowej włoskiej pamięci będzie tam, gdzie Fausto Coppi i Enzo Ferrari”.

Reklama
Reklama

Mennea nie był bohaterem tylko jednego biegu. Brąz na 200 m wywalczył już na olimpiadzie w Monachium (1972), był wielokrotnym mistrzem Europy, wicemistrzem świata. Biegał w sztafetach 4 x 100, a nawet 4 x 400 m. Na 400 m był halowym mistrzem Europy (1978). Brał udział w pięciu olimpiadach, a w Seulu (1988) był chorążym włoskiej ekipy. Z Moskwy (1980) przywiózł złoto. Jak wspominał potem, zawalił 100 metrów i czuł się bardzo niepewnie. Wtedy odwiedził go w wiosce olimpijskiej dawny rywal Walerij Borzow (złoto w Monachium na 100 i 200 m). Przyniósł butelkę wódki (nie jest jasne, czy wypili) i dobre rady.

Mennea w finale wystartował fatalnie, a w dodatku biegł na najgorszym, zewnętrznym torze. Kiedy wyszli na prostą, był dopiero szósty. Do historii włoskiego sportu przeszedł komentarz sprawozdawcy RAI: „Mennea dogania, dogania, dogania, dogania, dogania i przegania! Jest złoto!”. Przegonił Allana Wellsa o dwie setne sekundy. Brytyjczyk wspomina: „Na prostej miałem ponad dwa metry przewagi i byłem pewien, że wygram. 50 metrów przed metą słyszałem jego coraz głośniejsze kroki i może to mnie trochę usztywniło. Cóż, wygrał najlepszy. Przegrać z Menneą to nie wstyd”.

Wycofywał się trzy razy, ale wracał na bieżnię, z którą nie mógł się rozstać. Ostatni raz pobiegł na igrzyskach w Seulu w wieku 36 lat. Z czasem 20.10 wszedł do ćwierćfinału, ale –najpewniej chcąc uniknąć dotkliwej porażki – na starcie już nie stanął.

Italia pokochała go nie tylko za sukcesy na bieżni. Imponował Włochom inteligencją i wiedzą, a chyba przede wszystkim tym, czego zazwyczaj im brakuje: żelazną konsekwencją we wszystkim, co robił.

Urodził się w mieście Barletta nad Adriatykiem na południu Włoch, w biednej rodzinie krawca. Zawsze był szybki. Kiedy miał 15 lat, ścigał się z porsche’ami i alfami romeo na 50 metrów i wygrywał. Stawką było 500 lirów na kino i słodycze. Gdy był już w miarę znanym sportowcem, ówczesny minister spraw zagranicznych Włoch Aldo Moro poradził mu, żeby nie zaniedbywał studiów. Mennea wziął sobie te rady tak głęboko do serca, że skończył najpierw nauki polityczne, a potem rehabilitację, prawo i literaturę. Po zakończeniu kariery sportowej wraz z żoną prawniczką otworzyli kancelarię adwokacką. Wykładał prawo na uniwersytecie w Chieti, był europosłem (1999–2004) z ramienia centrolewicy.

Napisał 20 książek, głównie fachowych dotyczących prawa, ale ostatnią, wydaną w zeszłym roku, zainspirowało spotkanie w Rzymie z Usainem Boltem: „Śladami Bolta, drogą, którą dobrze znam”.

Reklama
Reklama

W 2006 r. założył wraz z żoną filantropijną Fundazione Pietro Mennea, zaangażowaną w walkę z dopingiem w sporcie. Był dla Włochów synonimem zasłużonego sukcesu. W sporcie i poza nim.

Był zupełnie niewłoski. Jak wspominają trener i koledzy, zawsze zachowywał dystans. I miał swoje zdanie. Prof. Vittori wspomina, że kiedy zdarzyło mu się spóźnić na trening 3-4 minuty, Mennea już na niego czekał gotów do zajęć i pokazywał palcem na zegarek. Przez lata tak owocnej współpracy nigdy nie byli razem na kolacji ani na piwie. Po prostu sprinter traktował trening jak pracę i nie chciał jej mieszać z życiem prywatnym.
„On był fanatykiem pracy. Trenował więcej, niż mu zalecałem. Czasem wysyłałem go na weekend do domu i zalecałem, żeby trochę odpoczął. Ale gdzie tam. W domu też harował jak wół” – mówi Vittorini.

Starszy kolega Mennei z bieżni Livio Berutti (złoto na 200 metrów na igrzyskach w Rzymie –1960) ujął to w ten sposób: „Szybkość na bieżni to efekt udręki albo ekstazy. My, lekkoatleci czasów rzymskiej olimpiady, bawiliśmy się sportem. Ja biegłem po moje złoto w ekstazie, a imponująca szybkość Mennei była efektem morderczej treningowej udręki. On był pierwszym prawdziwym zawodowcem w naszej lekkiej atletece. Zresztą był profesjonalistą we wszystkim, co robił”.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama