Ludzie z flagami w dłoniach, militarne pojazdy na ulicy. Tak wyglądał Nowy Świat w weekend podczas inscenizacji „Dotknij niepodległości”.

Obchody 89. rocznicy rozpoczęły się już w piątkowy wieczór. W Muzeum Wojska Polskiego otwarto wystawę poświęconą Józefowi Piłsudskiemu, a wieczorem na Nowy Świat wjechały armaty, moździerze i czołgi. Od sobotniego ranka można było oglądać 11 militarnych eksponatów wystawionych od ronda de Gaulle’a do ul. Ordynackiej. Tego dnia na kilkadziesiąt godzin, także na noc, Muzeum Wojska Polskiego otworzyło swoje drzwi dla zwiedzających. Przed szatnią ustawił się długi ogonek. – Napawaj się tym wszystkim. Więcej takiej okazji nie będzie – mówił starszy mężczyzna do kolegi, przechodząc przez sale. – To nasza pierwsza taka akcja. Okazała się strzałem w dziesiątkę. W sobotę do trzeciej nad ranem ruch był bez przerwy. Młodzi wracający z dyskotek przychodzili do nas – mówi dyrektor Janusz Cisek.

Przed gmachem postawiono ogrzewany namiot z mundurami i dziesiątkami różnego typu karabinów. Kilka można było przeładować. Nie brakowało też chętnych do wymachiwania szabelką. W niedzielę wejście do muzeum się zakorkowało. Około godz. 14 przed bramą kłębił się tłum. – Dziś tu nie wejdziemy. Przyjdziemy jutro – tłumaczyli dzieciom zrezygnowani rodzice. Przez 36 godzin wystawę obejrzało ok. 40 tys. osób.

Wielką atrakcją okazała się też plenerowa ekspozycja wozów bojowych, czołgów i armat na Nowym Świecie. Warszawiacy zasypywali pytaniami ubranych w historyczne stroje pracowników muzeum i członków grup rekonstrukcyjnych. – W Polsce są tylko dwa takie wozy. Ten w 80 proc. jest oryginalny. Nawet jest na chodzie. Mieści się w nim tylko dwóch żołnierzy – opowiadał o czołgu rozpoznawczym TKS Kazimierz Hardej, pracownik muzeum.

Ciekawość maluchów wzbudzał powstańczy wóz Kubuś. Dzieci pukały w pancerz, zaglądały w malutkie okienka, wchodziły pod podwozie. Duch niepodległości udzielał się wszystkim. – This is one machine z powstania warszawskiego – tłumaczył z przejęciem japońskim turystom jeden z warszawiaków.

Największy entuzjazm wzbudziła wojskowa defilada. W niedzielę warszawiacy ustawiali się wzdłuż jezdni już pół godziny przed przemarszem ok. 800 żołnierzy i członków grup rekonstrukcyjnych. Tłumy kłębiły się przy ul. Królewskiej. Tam doskonałym punktem obserwacyjnym okazał się nasyp z kamieni wykorzystywanych przy remoncie Krakowskiego Przedmieścia. Niektórzy mieli też niezły widok z pomnika Kopernika.

Kiedy legioniści wmaszerowali na ulicę, rozległy się gromkie brawa. Seniorzy zdjęli czapki, niejeden miał łzy w oczach. – Jak patrzy się na tych chłopaków w mundurach, wracają wspomnienia z młodości – przyznał wzruszony Henryk Dąbrowski ze Śródmieścia. ?