Sam Rafał Dutkiewicz ośmieszał sugestie, że miałby startować w wyborach do Senatu. Podkreślał, że jego nowa formacja – Obywatelski Dolny Śląsk to ugrupowanie regionalne.
Ale część prominentnych działaczy ODŚ widzi szansę na wkroczenie do wielkiej polityki, bo od tego roku kandydaci na senatorów będą startować z okręgów jednomandatowych. Rozmawiano o tym na zebraniu założycielskim ODŚ na początku lutego.
– To stwarza zupełnie nową polityczną jakość – ocenia Ryszard Wawryniewicz z ODŚ, były poseł PiS i znany na Dolnym Śląsku samorządowiec. Nie wyklucza, że rozważyłby start do Senatu. – Moim zdaniem zmiana ordynacji będzie miała porównywalne konsekwencje do tej z 2002 roku, gdy dopuszczono do bezpośrednich wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast – zauważa.
Apetytu na Senat nie ukrywają też zasiadający w zarządzie stowarzyszenia byli marszałkowie Dolnego Śląska Andrzej Łoś i Paweł Wróblewski.
– Decyzje zapadną w ciągu dwóch miesięcy, ale ja sam się tam nie wybieram – zastrzega Łoś. – Uważam jednak, i tak myśli większość członków ODŚ, że ugrupowanie powinno wyjść poza politykę stricte regionalną. A na poziomie Senatu rozstrzygają się kwestie ważne dla samorządów – podkreśla.
Łoś zwraca uwagę, że istnieje możliwość „odbetonowania układu politycznego na szczeblu krajowym".
– I z pewnością pozycja senatora wybranego w jednomandatowym okręgu będzie zdecydowanie silniejsza – dodaje Wawryniewicz.
Według samorządowców ODŚ mógłby liczyć na trzy z siedmiu mandatów na Dolnym Śląsku. – Ale ich liczba jest mniej ważna niż to, że tacy senatorowie jak nasi, wywodzący się ze środowisk samorządowych, mogliby stać się forpocztą przekształcania senatu w izbę samorządową – uważa Łoś.
Najbliżsi doradcy Dutkiewicza twierdzą jednak, że angażowanie się w wybory nie jest niewarte ryzyka roztrwonienia kapitału zdobytego w wyborach samorządowych. – Oprócz Dutkiewicza w regionie nie ma nazwisk takiego formatu – zauważają. – A zbudowanie marki ODŚ to długotrwały proces.
Dr Marzena Cichosz, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego, uważa, że warto zaryzykować, nawet w obliczu porażki. – Kampania wyborcza to najlepsza promocja idei – mówi. – Sformułowana pod hasłem np. „Oddajmy senat samorządom" jest świeża i przykuje uwagę mediów.