„Ten podpis jest niewyraźny", „Nieprawda! Wszystko jest w porządku", „Trzeba odrzucić" „Zdążymy?!", „Tak, choćbyśmy mieli tu siedzieć nocami" – oto dialogi z ratusza.
Od środy w jednym pokoju przy komputerach siedzi tam rzesza urzędników i sprawdza karty pełne nazwisk, adresów, numerów ewidencyjnych i podpisów warszawiaków. Potem tę weryfikację w innym pokoju ocenia jeszcze 15 radnych. Podpisów jest 151 tys. – to 12 dużych pudeł. A na analizę zostało 12 dni roboczych. Po trzech dniach liczenia od rana do wieczora udało się zweryfikować zaledwie... jeden karton.
– Ok. 2,5 minuty na jeden podpis. Źle – wylicza z zegarkiem w ręku wicedyrektor gabinetu prezydenta Jarosław Jóźwiak. – Trzeba podwoić siły.
Od piątku zatem w podpisy i komputery wpatruje się już 80 urzędników.
Po co ten wyścig i tak niecodzienna mobilizacja?
Bo po raz pierwszy w historii stolicy warszawiacy poparli wniosek o referendum. Rządząca stolicą Platforma nie kryje jednak, że jest mu niechętna. A pierwszym argumentem za odrzuceniem wniosku może być zbyt duża liczba nieprawidłowych podpisów.
– Ratusz postawił sobie za cel udowodnienie nam, że podpisów jest mniej niż wymagane minimum 133 tys. I teraz urzędnicy kwestionują nawet takie dane, w których my nie widzimy niczego nieprawidłowego – mówi radny PiS Jarosław Krajewski, członek speckomisji ds. referendum.
Odpadają np. takie, gdzie jest tylko inicjał zamiast imienia, gdy zamiast czytelnego podpisu jest parafka lub gdy ktoś nieprawidłowo wpisał adres.
– Sporne podpisy są odkładane na bok. Potem komisja w głosowaniu ma zdecydować, co z nimi zrobić, zaliczyć, czy nie – wyjaśnia szefowa komisji Ewa Masny (PO).
– Ale przecież w tej komisji większość ma PO. W głosowaniu może zrobić, co chce – ripostuje Krajewski.
Nieoficjalnie słyszymy, że takich trefnych wpisów może być nawet 30 proc.
– Nie da się dziś tego stwierdzić. Jeden zweryfikowany karton to za mało, by wskazać tendencję – zwraca uwagę szefowa komisji.
Taki mechanizm powoduje jednak, że bardzo prawdopodobny staje się scenariusz, iż wymaganego minimum podpisów „zabraknie" i referendum się nie odbędzie.
A wtedy warszawiacy nie będą mieli szansy wypowiedzieć się, czy chcą prywatyzacji SPEC i zamrożenia wysokości opłat za bilety czy żłobki sprzed podwyżek.
Podobny scenariusz „przećwiczyły" już władze Legionowa. Tam też zebrano podpisy pod wnioskiem o referendum w sprawie prywatyzacji lokalnego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej. W ubiegłym tygodniu radni głosami 16 do trzech odrzucili wniosek. Za odrzuceniem go głosowali radni PO i lokalnych komitetów, przeciw – PiS.