Reklama

Tragedia zakładników dżihadu

Nie udało się ocalić japońskich jeńców Państwa Islamskiego. Trwa walka o życie jordańskiego pilota.

Aktualizacja: 01.02.2015 19:57 Publikacja: 01.02.2015 19:17

Solidarni z Kenji Goto. Demostracje i apele Japończyków o ocalenie dziennikarza nie uratowały mu życ

Solidarni z Kenji Goto. Demostracje i apele Japończyków o ocalenie dziennikarza nie uratowały mu życia

Foto: AFP/Yoshikazu Tsuno

W pierwszej reakcji na wiadomość o zamordowaniu dziennikarza Kenji Goto, drugiego z japońskich zakładników przetrzymywanych przez Państwo Islamskie, premier Shinzo Abe zwołał nadzwyczajne posiedzenie rządu. „Nigdy nie wybaczę tym terrorystom" – mówił wyraźnie poruszony Abe. Ogłosił, że państwo japońskie zrobi wszystko dla ukarania sprawców obu mordów.

Tydzień temu w podobnych okolicznościach ścięty został pierwszy z dwójki japońskich zakładników Haruna Yukawa, samozwańczy pośrednik, który próbował oferować usługi ochroniarskie firmom działającym w niebezpiecznych regionach. Historia Kenji Goto jest o tyle tragiczna, że udał się on na tereny Państwa Islamskiego, próbując ratować poznanego wcześniej kolegę. On także wpadł w ręce bojowników, a za uwolnienie obu terroryści domagali się wypłacenia okupu w wysokości 200 mln dolarów.

Rząd Japonii zapowiedział zwiększenie pomocy dla organizacji walczących z islamistami na Bliskim Wschodzie. Oficjalnie chodzi o pomoc humanitarną, ale nie można wykluczyć, że wkrótce mogą to być także dostawy sprzętu wojskowego, który szczególnie potrzebny jest Kurdom otwierającym nowy front wojny z dżihadystami pod Mosulem.

Po śmierci Goto w Japonii rozległy się głosy krytyki pod adresem dyplomacji jakoby nieudolnie prowadzącej pertraktacje z porywaczami. Z kolei anonimowy przedstawiciel resortu spraw zagranicznych zarzucił mediom bezpodstawne rozbudzanie nadziei w sytuacji, gdy nic nie wskazywało na możliwość uwolnienia zakładników.

Rozgorzała też dyskusja na temat ryzyka podejmowanego przez dziennikarzy w obszarach objętych krwawymi konfliktami. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nakazało w piątek obywatelom Japonii opuszczenie obszarów walk na Bliskim Wschodzie. Był to sygnał dla reporterów czekających na granicy turecko-syryjskiej, by jej nie przekraczali. Tymczasem mimo ostrzeżeń do Syrii wjechali dziennikarze dziennika „Asahi Shimbun" (reporterzy konkurencyjnych „Yomiuri Shimbun" i „Sankei Shimbun" zastosowali się do zakazu). Wielu japońskich dziennikarzy krytykuje decyzję MSZ, twierdząc, że w ten sposób opinia publiczna odcinana jest od informacji o konflikcie, który w dużym stopniu wpływa na współczesne relacje międzynarodowe.

Reklama
Reklama

Cytowani w japońskich mediach dziennikarze opowiadają też o samym Kenji Goto, który był typem wyjątkowo zaangażowanego reportera. Działał samodzielnie (w 1996 r. założył jednoosobową agencję Independent Press), docierając w regiony wojen i konfliktów. Będąc Japończykiem, docierał często w rejony, do których z powodu wrogości do Zachodu nie mogli dostać się Amerykanie czy Europejczycy.

Interesowały go jednak nie tyle działania zbrojne, ile los zwykłych ludzi, ofiar wojny i uchodźców. To właśnie jego empatia i wrażliwość na ludzkie nieszczęście pchnęły go do samotnego poszukiwania zaginionego Haruny Yukawy, który został schwytany przez islamistów w okolicach Aleppo najprawdopodobniej już w sierpniu zeszłego roku.

W Japonii bohaterska postawa Kenji Goto zjednała mu powszechną sympatię. Tysiące ludzi brały udział w akcjach solidarności organizowanych pod hasłem „Jestem Kenji" przez nowojorskiego producenta filmowego pochodzenia japońskiego Taku Nishimae.

Za pośrednictwem telewizji do porywaczy z głęboko emocjonalnym apelem zwracała się matka dziennikarza. Po otrzymaniu wiadomości o śmierci syna powiedziała przed kamerami: „Kenji umarł, moje serce pękło".

Po fatalnym zakończeniu próby uwolnienia Japończyków najważniejszym więźniem Państwa Islamskiego jest teraz jordański pilot wojskowy, 26-letni  porucznik Muath al-Kasasbeh. Pozostaje on w rękach islamistów od grudnia, gdy jego F-16 rozbił się w syryjskiej prowincji Rakka (islamiści twierdzą, że trafili samolot rakietą z przenośnego zestawu przeciwlotniczego).

Król Jordanii Abdullah nazwał Kasasbeha „synem narodu i sił zbrojnych", twierdząc, że uratowanie go jest dla niego priorytetem. Właśnie dlatego władze jordańskie skłonne są do niespotykanych wcześniej ustępstw. Zaproponowały, że wolność mogłaby odzyskać Sadżida al-Riszawi, niedoszła samobójczyni pojmana po tym, gdy w 2005 r. chciała wysadzić hotel w Ammanie, jednak nie udało się jej zdetonować ładunku.

Reklama
Reklama

Sprawa nie jest jednak prosta. Państwo Islamskie przedstawiło listę aż 27 islamskich bojowników pozostających w rękach Jordańczyków, którzy mieliby zostać uwolnieni za Kasasbeha. Jest wśród nich jordański wróg publiczny nr 1 Ziad al-Karboli – Irakijczyk skazany na karę śmierci za zorganizowanie w 2005 r. serii krwawych zamachów, w których zginęło łącznie 60 osób.

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama