W pierwszej reakcji na wiadomość o zamordowaniu dziennikarza Kenji Goto, drugiego z japońskich zakładników przetrzymywanych przez Państwo Islamskie, premier Shinzo Abe zwołał nadzwyczajne posiedzenie rządu. „Nigdy nie wybaczę tym terrorystom" – mówił wyraźnie poruszony Abe. Ogłosił, że państwo japońskie zrobi wszystko dla ukarania sprawców obu mordów.
Tydzień temu w podobnych okolicznościach ścięty został pierwszy z dwójki japońskich zakładników Haruna Yukawa, samozwańczy pośrednik, który próbował oferować usługi ochroniarskie firmom działającym w niebezpiecznych regionach. Historia Kenji Goto jest o tyle tragiczna, że udał się on na tereny Państwa Islamskiego, próbując ratować poznanego wcześniej kolegę. On także wpadł w ręce bojowników, a za uwolnienie obu terroryści domagali się wypłacenia okupu w wysokości 200 mln dolarów.
Rząd Japonii zapowiedział zwiększenie pomocy dla organizacji walczących z islamistami na Bliskim Wschodzie. Oficjalnie chodzi o pomoc humanitarną, ale nie można wykluczyć, że wkrótce mogą to być także dostawy sprzętu wojskowego, który szczególnie potrzebny jest Kurdom otwierającym nowy front wojny z dżihadystami pod Mosulem.
Po śmierci Goto w Japonii rozległy się głosy krytyki pod adresem dyplomacji jakoby nieudolnie prowadzącej pertraktacje z porywaczami. Z kolei anonimowy przedstawiciel resortu spraw zagranicznych zarzucił mediom bezpodstawne rozbudzanie nadziei w sytuacji, gdy nic nie wskazywało na możliwość uwolnienia zakładników.
Rozgorzała też dyskusja na temat ryzyka podejmowanego przez dziennikarzy w obszarach objętych krwawymi konfliktami. Ministerstwo Spraw Zagranicznych nakazało w piątek obywatelom Japonii opuszczenie obszarów walk na Bliskim Wschodzie. Był to sygnał dla reporterów czekających na granicy turecko-syryjskiej, by jej nie przekraczali. Tymczasem mimo ostrzeżeń do Syrii wjechali dziennikarze dziennika „Asahi Shimbun" (reporterzy konkurencyjnych „Yomiuri Shimbun" i „Sankei Shimbun" zastosowali się do zakazu). Wielu japońskich dziennikarzy krytykuje decyzję MSZ, twierdząc, że w ten sposób opinia publiczna odcinana jest od informacji o konflikcie, który w dużym stopniu wpływa na współczesne relacje międzynarodowe.