Reklama

Żołnierz postrzelił na granicy nielegalnego migranta z Syrii. Usłyszał zarzuty

Żołnierz Wojska Polskiego, który podczas pościgu na granicy z Białorusią przypadkowo postrzelił obywatela Syrii, usłyszał zarzuty karne – mimo opinii biegłych wskazujących na wady broni i brak odpowiednich procedur szkoleniowych – podaje Onet.

Publikacja: 30.01.2026 08:53

Pas graniczny między Polską a Białorusią

Pas graniczny między Polską a Białorusią

Foto: PAP/Artur Reszko

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jakie były okoliczności postrzelenia nielegalnego migranta przez żołnierza na granicy?
  • Dlaczego żołnierz usłyszał zarzuty i jakie jest stanowisko ekspertów w tej sprawie?
  • Jakie są rozbieżności pomiędzy zeznaniami migranta a dowodami i relacjami świadków?
  • W jaki sposób brak procedur szkoleniowych i wady broni wpłynęły na to zdarzenie?
  • Dlaczego obrońca żołnierza uważa, że zarzuty są bezzasadne w kontekście polskiego prawa?
  • Jaki wpływ ma ta sprawa na dalsze użycie broni przez żołnierzy na granicy?

Do zdarzenia doszło 2 listopada 2023 r. w rejonie wsi Topiło, na terenie Puszczy Białowieskiej. Żołnierze 1 Warszawskiej Brygady Pancernej wspierali tam wówczas Straż Graniczną po otrzymaniu informacji o nielegalnym przekroczeniu granicy przez około dziesięciu migrantów.

Czytaj więcej

Incydent na granicy z Białorusią. Żołnierze użyli siły wobec nielegalnych migrantów

Pościg za nielegalnymi migrantami. Żołnierz postrzelił Syryjczyka

Podczas interwencji jeden z wojskowych, podporucznik Ł., wezwał grupę migrantów do zatrzymania się – zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Po braku reakcji funkcjonariusz zdecydował się oddać strzał alarmowy, a następnie ostrzegawczy. Mimo to migranci ruszyli do ucieczki, a żołnierze zaczęli ich ścigać. „Sytuacja jest dynamiczna. Żołnierze słyszą obok siebie kolejne wystrzały, a także eksplozję, prawdopodobnie od strony patrolu Straży Granicznej. Jeden z obecnych podczas incydentu żołnierzy stwierdzi, że wystrzałów mogło być nawet 30. Dwóch z żołnierzy powie później, że były to pierwsze strzały, jakie słyszeli na granicy, mimo że były to ich kolejne pobyty w tym rejonie” – opisuje sprawę Onet. 

W pewnym momencie pościgu podporucznik Ł. potknął się i upadł, a jego broń – pistolet maszynowy PM 98 – wypalił w sposób niekontrolowany. Pocisk trafił wówczas 22-letniego obywatela Syrii w kręgosłup.

Reklama
Reklama

Jak wynika z materiałów wideo z kamer, Syryjczykowi została udzielona pomoc – do leżącego mężczyzny podbiegł ppor. Ł. i jeszcze jeden wojskowy. Żołnierze – oczekując na karetkę – założyli rannemu opatrunek, stabilizowali go i – w języku angielskim – pytali o rodzinę. Mimo dowodów – jak podaje Onet – w późniejszych zeznaniach Syryjczyk stwierdził jednak, że nie udzielono mu pomocy. Co istotne, mężczyzna miał być cały czas w stabilnym stanie – utrzymywać kontakt, mieć właściwe tętno i poruszać wszystkimi kończynami. 

Ostatecznie obywatel Syrii został przetransportowany do szpitala w Hajnówce, a później w Białymstoku, gdzie pocisk został usunięty. Ranny po kilku tygodniach opuścił placówkę.

Po incydencie Ł. Przekazał swój mundur i – jak wskazuje Onet – „inne niezbędne elementy” do ekspertyzy. Nie został on zatrzymany przez żandarmerię – nie było bowiem do tego podstaw.

Czytaj więcej

Przerzut migrantów: szlak wiedzie teraz przez Białoruś i Litwę

Sprzeczne ustalenia. Zeznań Syryjczyka nie potwierdzają nagrania i relacje świadków zdarzenia 

Dwa dni po postrzale radca prawny Jakub Ławniczak uzyskał od rannego Syryjczyka pełnomocnictwo do reprezentowania go i złożył w Prokuraturze Rejonowej w Hajnówce zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Później obywatel Syrii podpisał kolejne pełnomocnictwo – tym razem dla znanego mecenasa Piotr Zemły. Prawnik – pytany o to, kto go opłaca i w jaki sposób skontaktował go z postrzelonym – odmówił komentarza, zasłaniając się tajemnicą adwokacką. 

Sześć dni po postrzale i trzy dni po operacji obywatel Syrii był już w wystarczająco dobrym stanie, by zeznawać przed Żandarmerią Wojskową. Mężczyzna opowiedział żandarmom o schemacie przerzucania migrantów przez rosyjskie i białoruskie służby – jak twierdził, wylądował w Moskwie, a następnie podstawionym autem został przetransportowany do Mińska, a później w rejon przygraniczny z Polską, gdzie pewien mężczyzna przeciął pręt w płocie i polecił grupie przejść na polską stronę granicy. 

Reklama
Reklama

Syryjczyk w zeznaniach twierdził także, że ppor. Ł. nie strzelał alarmowo ani ostrzegawczo, lecz oddał jeden strzał. Analizy balistyczne przeczą jednak tym słowom – wynika z nich bowiem, że z broni ppor. Ł. faktycznie padły trzy strzały. Ranny podczas przesłuchania zeznał też, że po postrzeleniu ppor. Ł. podbiegł do niego i wydawał „dzikie okrzyki”. Relacje świadków i materiały wideo potwierdzają natomiast, że żołnierz przez cały czas opiekował się rannym, któremu założono opatrunek. Obywatel Syrii powiedział również, że po około 5-10 min od postrzelenia nastąpiło u niego omdlenie. Tu także materiały wideo i słowa żołnierzy potwierdzają, że Syryjczyk nie krwawił z rany, kiedy opiekowali się nim żołnierze w oczekiwaniu na karetkę. 

Czytaj więcej

Zmienia się przestępczy trend? Imigranci nielegalnie wracają na Białoruś

Biegli wskazują na brak procedur i wadę broni

7 listopada 2023 r., Żandarmeria Wojskowa w Białymstoku wszczęła dochodzenie w sprawie niezachowania ostrożności przy obchodzeniu się z bronią służbową przez oficera 1 Warszawskiej Brygady Pancernej. Przedstawiciele Syryjczyka złożyli także wówczas w oddziale Żandarmerii Wojskowej w Lublinie zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. 

Kluczowe dla sprawy okazały się opinie ekspertów. Kmdr por. rez. Włodzimierz Kopeć – wykładowca Akademii Wojsk Lądowych – stwierdził, że dokumentacja szkoleniowa „nie wskazuje, jak zachować się w sytuacji pościgu z bronią palną”. Ministerstwo Obrony Narodowej przekazało Onetowi, że żołnierze odbywają „szkolenie adekwatne do wykonywanych zadań”, a dokumentacja, na podstawie której się szkolą, opiera się na „Ustawie o obronie Ojczyzny” oraz „Ustawie o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej”. Problemem jest jednak to, że dokumenty te nie odnoszą się do sytuacji pościgowych. – Ustawy te dotyczą przypadków, kiedy dozwolone jest użycie broni palnej przez żołnierza lub funkcjonariusza, dokumentowania jej użycia itp., natomiast w ogóle nie dotyczą taktyki przemieszczania się z bronią palną – wyjaśnił Onetowi mec. Michał Zaliwski, obrońca ppor. Ł. 

Z kolei biegły sądowy Zenon Zakrzewski uznał, że pistolet PM 98 „nie jest konstrukcyjnie zabezpieczony przed przypadkowym wystrzałem na skutek upadku”. Dodał też, że przełącznik ognia jest trudny w obsłudze w rękawicach, co mogło doprowadzić do niezamierzonego strzału. Biegły podkreślił również, że trudno jest stwierdzić, w jakiej pozycji znajdował się przełącznik broni w momencie oddania strzału oraz zauważył, że w sytuacji stresowej ppor. Ł. mógł przypadkowo go przełączyć. Obrońca podporucznika Ł., mec. Michał Zaliwski, zaznaczył jednak, że nie powinno mieć to żadnego znaczenia w sprawie. – Zarzut dotyczy przestępstwa popełnionego nieumyślnie przez żołnierza w trakcie realizacji rozkazów związanych z ochroną granicy oraz ujmowaniem osób, które nielegalnie przekroczyły granicę. W takim wypadku zgodnie z art. 318 Kodeksu karnego żołnierz przestępstwa nie popełnia. Byłoby inaczej gdyby zarzut dotyczył umyślnego użycia broni – powiedział Onetowi. „Nie popełnia przestępstwa żołnierz, który dopuszcza się czynu zabronionego będącego wykonaniem rozkazu, chyba że wykonując rozkaz umyślnie popełnia przestępstwo” – mówi wspomniany przez prawnika artykuł. 

Czytaj więcej

Nielegalni imigranci na granicy z Białorusią. Zdanowicz: Głównie młodzi mężczyźni
Reklama
Reklama

Zarzuty dla żołnierza mimo opinii ekspertów

27 maja 2025 r. ppor. Ł. dostał zarzuty z art. 354 par. 1 Kodeksu karnego, dotyczące nieostrożnego obchodzenia się z bronią, za co grozi mu kara pozbawienia wolności do trzech lat. Współpracownicy żołnierza są oburzeni – zaznaczają, że „chronią ludność cywilną przed zorganizowanymi działaniami białoruskich służb”. Przyznają też, że od chwili zdarzenia żołnierze są „zmrożeni”, jeśli chodzi o użycie broni. 

Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym radca prawny Ł. mec. Michał Zaliwski uznał zarzuty strony przeciwnej za tak słabe, że wystąpił do Prokuratury Okręgowej w Warszawie, a następnie do Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie o jej umorzenie. Prawnik podkreśla między innymi, że żołnierz realizował rozkazy związane z ochroną granicy. „Zgodnie z art. 318 Kodeksu karnego żołnierz nie popełnia przestępstwa, jeśli działa nieumyślnie w wykonaniu rozkazu” – argumentuje.

W swoim wystąpieniu do sądu Zaliwski podkreślał także, że zarzut nieostrożnego obchodzenia się z bronią jest bezzasadny – oskarżony ppor. Ł. działał bowiem w ramach obowiązujących procedur wojskowych, a wojskowa dokumentacja nie określa, w jaki sposób żołnierz ma postępować z bronią w warunkach pościgu. Zwrócił też uwagę na wady konstrukcyjne broni, które same z siebie stwarzają ryzyko niekontrolowanych wystrzałów. 

Zaliwski wskazał również na art. 318 Kodeksu karnego, zgodnie z którym żołnierz w konkretnych okolicznościach powinien odpowiadać jedynie w przypadku umyślnego popełnienia przestępstwa. Jak wyjaśniał prawnik, zgodnie z zebranymi dowodami obywatel Syrii, który dokonał nielegalnego wtargnięcia na terytorium Polski, nie stosował się do poleceń zatrzymania się. 

Czytaj więcej

Atak na polskich funkcjonariuszy na granicy z Białorusią. „Leciały kamienie”
Reklama
Reklama

Obywatel Syrii żąda odszkodowania w wysokości 50 tys. zł 

9 września 2025 r. – na wniosek Prokuratury Okręgowej w Warszawie – odbyło się posiedzenie w przedmiocie warunkowego umorzenia postępowania. Ppor. Ł. wraz z obrońcą sprzeciwił się jednak takiemu wnioskowi – zaznaczali, że sprawa powinna być po prostu umorzona, gdyż oficer nie popełnił żadnego przestępstwa. „Sąd nie przychylił się do wniosku o umorzenie sprawy. Po wniesieniu aktu oskarżenia przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie proces przed Wojskowym Sądem Garnizonowym w Warszawie ruszył 21 października 2025 r. Dotychczas przesłuchano pokrzywdzonego oraz kilku świadków. Kolejny termin rozprawy wyznaczony został w lutym 2026 r.” – czytamy w Onecie. 

Na rozprawie, która odbyła się 8 stycznia 2026 r., pełnomocnicy pokrzywdzonego zgłosili żądanie orzeczenia nawiązki, czyli formy odszkodowania od ppor. Ł. w wysokości 50 tys. zł. 7 maja 2024 r. ranny obywatel Syrii otrzymał w Polsce ochronę międzynarodową i obecnie mieszka we wschodniej części kraju.

Na podporuczniku Ł. wciąż ciążą zarzuty karne, jednak jego obrońca wciąż walczy o doprowadzenie do jego uniewinnienia. – Każdy inny wyrok byłby głęboko krzywdzący zarówno dla mojego klienta, jak i dla honoru oficera Wojska Polskiego – powiedział Onetowi Zaliwski, podkreślając, że „jedynie uniewinnienie dałoby jasny sygnał dla żołnierzy i funkcjonariuszy, że ojczyzna, której bronią, stoi po ich stronie”. 

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Wojsko
Polska tworzy na granicy tzw. Tarczę Wschód. Co już zbudowano?
Wojsko
Chaos czy pragmatyzm? Generałowie o kluczowym dla polskiego wojska planie
Wojsko
Ilu dronów będą potrzebować Rosjanie do zniszczenia jednego czołgu K2PL?
Wojsko
„Jak ktoś może opowiadać takie bzdury?”. Gen. Polko odpowiada na słowa Trumpa
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama