Zabezpieczenie w postępowaniu cywilnym jak fatamorgana

Zabezpieczenie w postępowaniu cywilnym ma służyć zapewnieniu wykonania wyroku, który zapadnie po rozpoznaniu sprawy. Aby sąd udzielił zabezpieczenia konieczne jest uprawdopodobnienie roszczenia i wykazanie interesu prawnego. Rzecz jednak w tym, że sądy udzielaniem zabezpieczeń gospodarują nad wyraz ostrożnie i kiedy wydaje się, że wniosek o jego zastosowanie powinien zostać uwzględniony, wizja zabezpieczenia znika wraz z otrzymaniem postanowienia o jego oddaleniu.

Publikacja: 29.04.2022 09:48

Zabezpieczenie w postępowaniu cywilnym jak fatamorgana

Foto: Adobe Stock

Ciągnące się latami sprawy sądowe tak bardzo wpisały się w rzeczywistość wymiaru sprawiedliwości, że w zasadzie nikogo już ani nie bulwersują, ani nawet specjalnie nie dziwią. Rekordy czasu trwania postępowania notują zaś postępowania gospodarcze, w których perspektywa uzyskania wyroku w pierwszej instancji w ciągu trzech lat od złożenia pozwu jawi się jako optymistyczna. Żadnym novum nie jest również stwierdzenie że czas to pieniądz, a w przypadku biznesu jest to niemal credo. Czas w którym jedna ze stron dochodzi przed sądem zapłaty jest dla drugiej strony czasem, w którym może dysponować środkami, które powinna była zapłacić za kupiony towar, czy wykonaną usługę. Perspektywa uzyskania wyroku w ciągu kilku lat jest tak odległa, że nie specjalnie opłaca się dążyć do zakończenia sporu polubownie – zwłaszcza że koszt pozyskania kapitału (np. z banku) jest wyższy aniżeli odsetki za zwłokę, które przyjdzie kiedyś zapłacić.

Sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej, gdy sąd udzieli zabezpieczenia, które uprawnia do zajęcia czy to rachunku bankowego, czy ustanowienia hipoteki przymusowej na nieruchomości. Wraz z ustanowieniem zabezpieczenia gwałtownie wzrasta chęć do polubownego zakończenia sporu – skoro bowiem środki zostały już zajęte i nie można nimi swobodnie obracać, to niecelowe jest przeciąganie postępowania w czasie.

Nie sposób również nie zauważyć, że do sądu nie idzie się po to, aby uzyskać wyrok, ale po to, aby za pomocą tego wyroku odzyskać pieniądze, których druga strona dobrowolnie zapłacić nie chce. W sytuacji, gdy po latach prowadzenia sporu okazuje się, że pozwany nie ma z czego zapłacić, wyrok jest warty tyle co kartka, na której jest wydrukowany.

Rozwiązaniem, które ma przeciwdziałać nieodzyskaniu środków pomimo wygrania sprawy jest właśnie zabezpieczenie i choć kodeksowe warunki jego udzielenia należy uznać za racjonalne, to tyle praktyka jego stosowania pozostawia wiele do życzenia.

Pierwszym warunkiem uzyskania zabezpieczenia jest uprawdopodobnienie roszczenia, a więc jeszcze nie udowodnienie, ale już wykazanie, że twierdzenia zawarte w pozwie są uzasadnione. W zdecydowanej większości spraw uprawdopodobnienie roszczenia nie napotyka na większe problemy, a problem z uzyskaniem zabezpieczenia pojawia się na etapie wykazania interesu prawnego, który polega na przekonaniu sądu, że występują okoliczności przemawiające za tym, że pomimo uzyskania korzystnego rozstrzygnięcia wyrok nie zostanie wykony. Do „klasyki gatunku” przechodzą uzasadnienia, z których wynika, że skoro pozwany nie ogłosił upadłości, to znaczy, że nie ma ryzyka, że świadczenia nie spełni – tyle tylko, że jak pozwany tę upadłość ogłosi, to postępowanie ulegnie zawieszeniu i wyroku nie uzyska się wcale.

Problem z uzyskaniem zabezpieczenia sprowadza się więc do tego, że sądy konserwatywnie podchodzą do oceny występowania interesu prawnego rozumianego właśnie jako ryzyko niewykonania wyroku. Jeżeli pozwana spółka ma jakikolwiek majątek, albo wykazuje zysk, to niemal z automatu przyjmuje się, że takie ryzyko nie występuje. Inne okoliczności, chociażby takie jakie ryzyko wytransferowania majątku do innych podmiotów, czy występowanie jeszcze innych zobowiązań aniżeli te dochodzone pozwem w konkretnej sprawie na ogół nie są dla sądów przekonujące.

Zmiana podejścia na nieco bardziej liberalne i szersze spojrzenie na ryzyko niewypłacalności dłużnika aniżeli tylko na „tu i teraz”, lecz w perspektywie przynajmniej kolejnych trzech lat – bo tyle trwają spory sądowe przy rozpoznawaniu przez dwie instancje, skutkowałoby nie tylko zwiększeniem szans na odzyskanie pieniędzy przez powodów, ale ograniczyłoby motywacje do sztucznego przeciągania postępowania sądowego i prawdopodobnie zwiększyłoby skłonność pozwanych do zawierania ugód.

Leszek Kieliszewski - Adwokat, Partner Zarządzający z Kancelarii LEGALITY Kancelaria jest zrzeszona w sieci Kancelarie RP działającej pod patronatem dziennika „Rzeczpospolita”

Czytaj więcej

Zabezpieczenie roszczeń: sąd zabezpiecza tak, jak zechce

Ciągnące się latami sprawy sądowe tak bardzo wpisały się w rzeczywistość wymiaru sprawiedliwości, że w zasadzie nikogo już ani nie bulwersują, ani nawet specjalnie nie dziwią. Rekordy czasu trwania postępowania notują zaś postępowania gospodarcze, w których perspektywa uzyskania wyroku w pierwszej instancji w ciągu trzech lat od złożenia pozwu jawi się jako optymistyczna. Żadnym novum nie jest również stwierdzenie że czas to pieniądz, a w przypadku biznesu jest to niemal credo. Czas w którym jedna ze stron dochodzi przed sądem zapłaty jest dla drugiej strony czasem, w którym może dysponować środkami, które powinna była zapłacić za kupiony towar, czy wykonaną usługę. Perspektywa uzyskania wyroku w ciągu kilku lat jest tak odległa, że nie specjalnie opłaca się dążyć do zakończenia sporu polubownie – zwłaszcza że koszt pozyskania kapitału (np. z banku) jest wyższy aniżeli odsetki za zwłokę, które przyjdzie kiedyś zapłacić.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Podatki
Nierealna darowizna nie uwolni od drakońskiego podatku. Jest wyrok NSA
Samorząd
Lekcje religii po nowemu. Projekt MEiN pozwoli zaoszczędzić na katechetach
Prawnicy
Bodnar: polecenie w sprawie 144 prokuratorów nie zostało wykonane
Cudzoziemcy
Rząd wprowadza nowe obowiązki dla uchodźców z Ukrainy
Konsumenci
Jest pierwszy wyrok ws. frankowiczów po głośnej uchwale Sądu Najwyższego
Materiał Promocyjny
Dzięki akcesji PKB Polski się podwoił