Z tego artykułu się dowiesz:
- Jakie były najważniejsze osiągnięcia sportowe Marka Kerra?
- W jaki sposób Dwayne Johnson przygotowywał się do roli Marka Kerra?
- Jakie tematy istotne dla męskości są poruszane w filmie „Smashing Machine”?
Wzrost: 1,85 metra, waga: 116 kilogramów. Szczupłe biodra, ogromne ramiona, dziko umięśnione ciało. Nieustający trening wyznaczający kolejne etapy życia i kariery.
Mark Kerr był zapaśnikiem i zawodnikiem MMA, srebrnym medalistą Igrzysk Panamerykańskich w zapasach z 1995 r., dwukrotnym mistrzem UFC w wadze ciężkiej z 1997 r., potem trzykrotnym mistrzem świata ADCC w submission grapplingu.
MMA – poczucie siły
W 2002 r. powstał o nim dokument „The Smashing Machine”, teraz na ekrany wchodzi film Benny’ego Safdiego pod tym samym tytułem. Tak właśnie nazywano Kerra: „Maszyna do miażdżenia”.
„Zwycięstwo to najlepsze uczucie na świecie” – mówi na początku Kerr. Tak, zwycięstwo to 40 tysięcy wiwatujących widzów. Poczucie absolutnej siły. Dobre pieniądze, choć w czasach, gdy był on zawodnikiem, można było w turnieju wygrać najwyżej 200 tysięcy dol.. Dzisiaj są to miliony. Ale zwycięstwo to przede wszystkim poczucie siły.
A przegrana? Najdłuższa i najtrudniejsza droga do garderoby, kiedy zawodnik ma tylko ochotę zapaść się pod ziemię. Gdy na początku filmu Safdiego japoński dziennikarz pyta Kerra, jak to jest przegrać walkę, umięśniony wielkolud odpowiada: „Nigdy nie przegrałem walki, nie wiem, jakbym zareagował…”.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Dzisiaj Mark, jeden z największych zawodników w czasach, gdy MMA i UFC dopiero się rodziły, mówi mi, że jego poważnym, życiowym zwycięstwem było zrozumienie, że nie trzeba się wstydzić ani uczuć, ani chwil słabości.
To jednak ma się zaraz zmienić. W finałach zawodów w Japonii Kerr zostaje powalony na deski, pokonany. I choć walka jest unieważniona z powodu nieregulaminowego ataku przeciwnika, poczucie klęski zostaje. Ból psychiczny miesza się z fizycznym cierpieniem spowodowanym licznymi obrażeniami. Pozostają coraz silniejsze środki przeciwbólowe i narkotyki.
Myślę, że jedną z idei naszego filmu jest to, że siła może współistnieć z wrażliwością i kruchością.
„Smashing Machine” to historia człowieka, który próbuje podnieść się po upadku, pokonać nałogi, wrócić do walk, które są sensem jego życia. To również opowieść o jego relacjach z jedynym przyjacielem, również zawodnikiem – Markiem Colemanem. I wreszcie z partnerką. Dawn jest przy nim w dobrych chwilach, ale znosi też jego humory, ataki wściekłości, agresywność po lekach i opioidach, a także załamania.
Mark Kerr – pierwszy kolos MMA
Safdie zrobił film o ambicji podniesionej do potęgi i cenie, jaką trzeba za nią zapłacić. Nie byłoby „Smashing Machine” bez Dwayne’a Johnsona. To on, dzisiaj gwiazdor kina akcji, a kiedyś zapaśnik, zainteresował Safdiego postacią Kerra, a potem stworzył na ekranie świetną kreację. Ćwiczył, budował swoje ciało. Przede wszystkim jednak rozumiał dramat człowieka, którego grał.
– Wróciły wspomnienia – mówił Johnson na niedawnym spotkaniu z dziennikarzami. – Poznałem Marka w latach 90., gdy dopiero piął się w górę. Znałem też wielu innych zawodników. Kiedy wyszedłem na plan, wszystko to wróciło. I tak naprawdę dopiero wtedy uprzytomniłem sobie, jak wielu moich przyjaciół ze świata wrestlingu popadło w straszne choroby psychiczne, w uzależnienia, z których nigdy się nie podnieśli. Wielu moich przyjaciół z tamtego czasu tak odeszło. Mark był jednym z tych szczęśliwców, którym udało się z uzależnienia wyjść, dwukrotnie. Mark nie wygrał nigdy najważniejszego w tamtym czasie turnieju w Japonii. Przeżył to, ale potrafił się podnieść. Bardzo wielu moim kolegom z tamtego czasu się to nie udało.
Czytaj więcej
W SkyShowtime powraca „Glina”. W sześcioodcinkowym „Nowym rozdziale” grają Radziwiłowicz, Stuhr i Braciak. Nową bohaterkę kreuje Nela Maciejewska....
Mark Kerr i hołd dla wrażliwości
„Smashing Machine” jest też filmem o „męskości”.
– W naszych społeczeństwach zawsze tkwiło takie przeświadczenie: „Mężczyzna nie płacze”. Tak było we wszystkich środowiskach. Niezależnie od koloru skóry i stanu konta bankowego. Ile razy sam od dzieciństwa słyszałem: „Przestań się mazać! Jesteś mężczyzną”. I myślę, że jedną z idei naszego filmu jest to, że siła może współistnieć z wrażliwością i kruchością. Dzisiaj Mark, jeden z największych zawodników z czasów, gdy MMA i UFC dopiero się rodziły, mówi mi, że jego poważnym, życiowym zwycięstwem było zrozumienie, że nie trzeba się wstydzić ani uczuć, ani chwil słabości – mówi aktor.
Dziś Dwayne Johnson wymieniany jest jako jeden z faworytów w wyścigu do oscarowych nominacji. Przekonująca jest jako jego filmowa partnerka Emily Blunt. I oczywiście, jak zawsze u Benny’ego Safdiego, wiele ról grają naturszczycy. W roli Marka Colemana wystąpił zawodnik UFC Ryan Bader.
Niektórzy krytycy zarzucają Safdiemu, że jego film jest niedostatecznie dramatyczny, że w całej tej opowieści o początkach MMA, rodzącego się w Japonii w latach 90. poprzedniego wieku, zbyt mało jest wybuchowej energii. Ale może właśnie na tym polega jego siła? Jest w „Smashing Machine” znakomita scena, gdy Kerr wraca półprzytomny po przegranej walce, siada samotnie i wybucha płaczem. Nie heros, nie muskularny kolos z MMA – człowiek. I właśnie te ludzkie namiętności i ludzkie łzy chcieli pokazać Safdie i Johnson.