Usługi przez apkę będą droższe i trudno dostępne

Bruksela bierze się za pracę platformową. Zmiany mają być korzystne dla pracowników, ale firmy z branży dostawczej i przewozowej straszą poważnymi konsekwencjami dla klientów końcowych.

Publikacja: 25.09.2023 03:00

Sektor usług przez aplikację czeka deficyt pracowników i wzrost cen – ostrzegają firmy z branży

Sektor usług przez aplikację czeka deficyt pracowników i wzrost cen – ostrzegają firmy z branży

Foto: Shutterstock

Biznesy takich firm jak Uber, Bolt, Wolt, Lisek, Pyszne czy Glovo może czekać rewolucja – Unia Europejska chce bowiem, by pracownicy dorywczy tych platform (tzw. gig-workerzy), będący fundamentem usług świadczonych przez aplikacje, zyskali szereg uprawnień, które do tej pory były zastrzeżone przede wszystkim dla etatowców. Jeśli projektowane przepisy wejdą finalnie w życie, skutki mamy odczuć wszyscy. Firmy z branży alarmują, że odbije się to na usługach świadczonych przez aplikacje – od dowozu jedzenia czy zakupów spożywczych, przez dostawy kurierskie, po przewozy taxi.

Gig-workerzy walczą o lepsze warunki pracy

Zmiany w prawie, nad którymi pracuje Bruksela, mają rozwiązać problemy, z którymi boryka się wielu pracowników platformowych. Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy wskazuje w niedawnym raporcie na: tymczasowość pracy, niewystarczający poziom wynagrodzenia, brak wpływu na warunki pracy i płacy, a także niewłaściwe traktowanie czy brak możliwości korzystania z praw pracowniczych.

W ub.r. w Pyszne.pl powstał pierwszy związek zawodowy wśród tzw. gig-workerów. O poprawę warunków zatrudnienia wśród pracowników platformowych walczy też Konfederacja Pracy. Ta ostatnia organizacja wydała manifest, poparty w maju przez OPZZ, w którym ostrzega: „Podważanie podstawowych praw pracowniczych pozwala korporacjom platformowym konkurować w nieograniczonym zakresie z pracodawcami oferującymi lepsze warunki pracy. Absolutna elastyczność siły roboczej, którą cieszą się m.in. takie firmy jak Uber i Wolt, umożliwia agresywną konkurencję na rynku dostaw jedzenia i przewozu osób”. Przedstawiciele związku zauważają, że wytwarza to presję, która prowadzi w efekcie do obniżania standardów pracy i stwarza precedens do zaniżania warunków w innych branżach.

Nie zgadza się z tym Małgorzata Stanowska, dyrektorka w Uberze, odpowiedzialna za polityki publiczne w naszej części Europy. I powołuje się na badania Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP), z których wynika, że 95 proc. osób świadczących usługi za pośrednictwem platform jest zadowolonych z tej współpracy. – Dla dostaw posiłków oraz przewozu osób ten wskaźnik wynosił odpowiednio 98 i 90 proc. – podkreśla.

Eksperci ZPP zwracają uwagę, że zwłaszcza w kontekście wybuchu wojny w Ukrainie i fali uchodźców kluczowa jest możliwość szybkiego i łatwego podjęcia działalności zarobkowej nad Wisłą. A praca z wykorzystaniem platform może – dzięki elastyczności i łatwości rozpoczęcia – stanowić atrakcyjną opcję szybkiego wejścia na rynek pracy.

Faktycznie taka forma zatrudnienia zdobywa ogromną popularność. Instytut Badań Strukturalnych szacuje, że liczba osób wykonujących usługi taksówkarskie i zajmujących się dostawami jedzenia (zasilających więc dwie największe gałęzie pracy platformowej) wynosiła – w dziewięciu największych miastach w Polsce – od 0,5 do 2 proc. ogółu zatrudnionych. Z unijnych analiz wynika z kolei, że we Wspólnocie działa obecnie ponad 500 cyfrowych platform pracy. Ostatnie dane za 2020 r. pokazują, że wartość tego rynku w UE sięgała 14 mld euro, a więc cztery razy więcej niż jeszcze w 2016 r.

Zostawić wolny wybór?

Dziś praca platformowa w wielu państwach, w tym w Polsce, nie jest jasno uregulowana, a platformy nie są skłonne przyjąć roli pracodawcy, gdyż wiąże się ona z obowiązkami i kosztami. Zmiany byłyby więc prawdziwą rewolucją. Na tyle dużą, że Anabel Díaz, szefowa działu mobilności Ubera w Europie, ostrzegła na łamach „Financial Timesa”, iż liczba osób pracujących dla aplikacji mogłaby w konsekwencji spaść o 70 proc., co doprowadziłoby do znacznych utrudnień w dostępie do usług przewozowych czy dostaw UberEats. Przez wzrost kosztów pracy skoczyłyby też ceny. Diaz sugeruje, że klienci mogliby płacić o 40 proc. więcej, a w niektórych lokalizacjach w UE w ogóle Uber musiałby zawiesić działalność.

Kamil Leszczyński, prezes spółki Eternis, wiodącego nad Wisłą gracza w zakresie dostarczania platformom pracowników dorywczych, wskazuje, że ta elastyczność pozwala pracować, ile się chce i dla której aplikacji się chce (nawet kilku jednocześnie). – Niektórzy chcą pracować w pełnym wymiarze godzinowym, jak na etacie, ale są też osoby, które pracę kierowcy czy dostawcy traktują dorywczo. W lipcu np. do 77 proc. naszych kierowców i dostawców pracowało poniżej 40 godzin tygodniowo. Nie oznacza to jednak, że te same osoby będą pracowały w takim samym wymiarze w kolejnych miesiącach – zauważa.

Jak wyjaśnia, dzięki wolnemu wyborowi co do „optymalizowania swoich zarobków”, w momentach, kiedy w danej platformie zarabia się najlepiej, kierowcy i kurierzy mogą dostosować do swoich potrzeb czas i ilość pracy w danych momentach dnia czy tygodnia.

– Odebranie tych wartości spowoduje mocny spadek zainteresowania tą formą zarabiania. Dla niektórych wybór właśnie tego sposobu zarabiania jest podyktowany innymi zobowiązaniami zawodowymi lub prywatnymi. Dla wielu kierowców i kurierów, którzy pracę dla platform łączą z innymi zajęciami, zamknięcie zasad współpracy w sztywnych ramach będzie oznaczało konieczność przeorganizowania swojego życia – ostrzega.

Badania przeprowadzone na zlecenie Komisji Europejskiej wykazały, iż zapotrzebowanie na pracę platformową rośnie w tempie około 20 proc. rocznie. Chodzi nie tylko o aplikacje świadczące usługi dostaw czy przewozu, ale też serwisy pośredniczące w dostępie do „złotych rączek”, opiekunek do dzieci czy sprzątaczek.

rynek pracy platformowej
Niskie zarobki i mniejsza satysfakcja

Szacuje się, że w UE jest aż ponad 28 mln tzw. pracowników platformych, a to prawie tyle, co zatrudnionych w sektorze produkcji. Prognozy wskazują, że w ciągu kolejnych trzech lat ich liczba skoczy o ponad 50 proc. Wedle unijnych analiz takich osób w 2025 r. będzie już 43 mln. W Brukseli podają, że dziś większość pracowników platformowych to samozatrudnieni, ale 5,5 mln z tego grona spełnia warunki, by być zaklasyfikowanym jako pracownik. Obecnie 39 proc. pracowników tego sektora oferuje usługi taksówkarskie, 24 proc. świadczy dostawy żywności i zakupów. W aż 70 proc. przypadków nie wymaga się od takich osób więcej niż niskiego poziomu umiejętności. Dane UE pokazują, iż problemem jest fakt, że 55 proc. tego typu pracowników zarabia poniżej stawki minimalnej. Co więcej, za aż 41 proc. czasu pracy w ogóle nie otrzymują wynagrodzenia (np. za wyszukiwanie informacji i oczekiwanie na zlecenie). Z kolei, jak wylicza Centralny Instytut Ochrony Pracy, pracownicy platformowi wykazują mniejsze zadowolenie ze swojego życia niż ci tradycyjnie zatrudnieni.

Biznesy takich firm jak Uber, Bolt, Wolt, Lisek, Pyszne czy Glovo może czekać rewolucja – Unia Europejska chce bowiem, by pracownicy dorywczy tych platform (tzw. gig-workerzy), będący fundamentem usług świadczonych przez aplikacje, zyskali szereg uprawnień, które do tej pory były zastrzeżone przede wszystkim dla etatowców. Jeśli projektowane przepisy wejdą finalnie w życie, skutki mamy odczuć wszyscy. Firmy z branży alarmują, że odbije się to na usługach świadczonych przez aplikacje – od dowozu jedzenia czy zakupów spożywczych, przez dostawy kurierskie, po przewozy taxi.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Usługi
Ile Niemcy zarobią na Euro 2024? Ekonomiści podają konkretną sumę
Usługi
Polacy nie chcą rezygnować z usług pocztowych
Usługi
Sektor usług biznesowych stawia na transformację z AI
Usługi
Poczta Polska strajkuje. Na dwie godziny wstrzymano pracę
Akcje Specjalne
Mapa drogowa do neutralności klimatycznej
Usługi
Gorąca sytuacja w Poczcie Polskiej. Prezes grozi pracownikom pozwami
Usługi
Prywatny system opieki zdrowotnej zbankrutował. Musi sprzedać szpitale