Reklama

Przedstawiciel IATA: Geopolityka zawsze ma wpływ na lotnictwo

Przestrzeń powietrzna powinna być apolityczna, a nie być narzędziem polityki jak obecnie – mówi Nick Careen, wiceprezes Międzynarodowego Zrzeszenia Przewoźników Powietrznych ds. operacji i bezpieczeństwa.

Publikacja: 05.01.2026 11:12

Na mapie z serwisu Flightradar24 z 5 stycznia 2026 wyraźnie widać brak lotów nad Wenezuelą, Ukraina

Ruch lotniczy na początku stycznia 2026 r.

Na mapie z serwisu Flightradar24 z 5 stycznia 2026 wyraźnie widać brak lotów nad Wenezuelą, Ukraina i bardzo niewielki ruch nad Rosją

Foto: mat. prasowe

Od dawna na świecie nie było tak trudnej sytuacji geopolitycznej: trwają konflikty zbrojne, w wielu regionach sytuacja jest napięta. Czy pana zdaniem podróże lotnicze nadal są tak bezpieczne jak wcześniej?

W 100 proc. tak. W tej chwili mamy mnóstwo najróżniejszych zasad obowiązujących w lotnictwie cywilnym. Jest ich znacznie więcej, niż kiedyś. Znacząco poprawiła się komunikacja, wiadomo, kiedy jakaś przestrzeń powietrzna jest niedostępna dla lotnictwa cywilnego. A kiedy to się dzieje, przewoźnicy korzystają z wyznaczonych bezpiecznych korytarzy. Widać to było doskonale w czasie konfliktu Izraela z Iranem. Dzisiaj branża lotnicza jest niesłychanie sprawna w dopasowywaniu się do zmieniającego się otoczenia. Zwłaszcza gdy samoloty wlatują w strefy konfliktu, co już wiąże się z podwyższonym ryzykiem. Ale nie widzę żadnego nowego niebezpieczeństwa. Moim zdaniem sytuacja nawet się poprawiła.

Możemy więc powiedzieć, że nawet podczas takich rejsów pasażerowie nie powinni czuć się zagrożeni?

Jest mnóstwo instrumentów zapewniających bezpieczeństwo. Np. całkowite zamknięcie przestrzeni powietrznej, czego jesteśmy świadkiem w przypadku Ukrainy, czy jak to było podczas kryzysu 9/11 w Stanach Zjednoczonych lub pandemii COVID-19, kiedy praktycznie całe lotnictwo pasażerskie zostało uziemione i ruszyło, dopiero wówczas, gdy podróże lotnicze stały się ponownie bezpieczne. Widać, że przewoźnicy sprawnie dostosowują się do zmieniających się warunków. Centra operacyjne są czynne 24 godziny na dobę i analizują warunki, w jakich funkcjonują linie lotnicze. Ich pracownicy oczywiście uwielbiają spokojne dni, kiedy nie ma żadnych nadzwyczajnych wydarzeń. Ale takich dni wiele nie ma.

Nie  zdziwiło pana, kiedy Donald Trump mówi: „nie latajcie nad Wenezuelą, bo tam jest niebezpiecznie”? I jednostronnie zamyka przestrzeń nad tym krajem.

Nie tak to powinno się odbywać. Branża lotnicza ma swoje standardy. Chodzi o zasady komunikacji, która powinna być prowadzona na poziomie krajów, których dotyczy dana sytuacja. Niestety,  w tym wypadku mamy do czynienia z bardzo nieortodoksyjną metodą zarządzania przestrzenią lotniczą.

Z drugiej strony to linie lotnicze mają różne instrumenty do zarządzania bezpieczeństwem operacji i własną ocenę ryzyka, ale jest to trudne, kiedy muszą podjąć decyzję o przelocie nad Wenezuelą. Tylko tyle mogę powiedzieć. Ale  przewoźnicy mają zaufanie przede wszystkim do własnych systemów zarządzania bezpieczeństwem i korzystają ze wszystkich dostępnych źródeł informacji i na tej podstawie podejmują decyzje.

Czytaj więcej

Eksplozje w Caracas, stolicy Wenezueli. Donald Trump: Nicolás Maduro zatrzymany
Reklama
Reklama

Jak pan ocenia, z punktu bezpieczeństwa operacji niedawną serię akcji przywoławczych Airbusów A320?

Gdybyśmy rozmawiali trzy lata temu, mówilibyśmy o problemach z B737 MAX. Akcje przywoławcze wynikają z systemów operacyjnych. Jeśli regulatorzy wykrywają jakieś nieprawidłowości, wydają zalecenia operatorom, aby dokonali odpowiednich przeglądów. Właśnie taki system powoduje, że jesteśmy bezpieczni. Nie mówiąc o tym, że jest wielka wrażliwość, jeśli chodzi o takie komunikaty. Bardzo uważnie śledziliśmy tę sytuację oraz to, jak Airbus, przewoźnicy i regulatorzy sprawnie sobie z nią poradzili.

Tymczasem w mediach natychmiast pojawiło się mnóstwo informacji o konieczności poważnych zmian w oprogramowaniu. Zmiany okazały się proste do przeprowadzenia, dosłownie w ciągu jednej nocy,  a bezpieczeństwo lotów nie było ani przez chwilę zagrożone. Nie potwierdziły się też obawy o masowe opóźnienia czy odwołania lotów z tego powodu.

Czytaj więcej

Kłopoty z A320 nie mają końca. Airbus tnie prognozę dostaw

A nie sądzi pan, że niektórzy pasażerowie będą obawiali się, czy wsiąść do Airbusa?

Moim zdaniem niewielu pasażerów myśli o tym, do jakiego samolotu wsiada. A ci, którzy rzeczywiście mogliby tak pomyśleć? No cóż. Każdy ma jakiś wybór. To sprawa indywidualna i nie do nas należy komentowanie, czy podejmą taką decyzję.

W czasie amerykańskich kłopotów z budżetem pojawiły się problemy z kontrolą lotów. Czy dzisiaj latamy bezpiecznie po Stanach Zjednoczonych?

Oczywiście, że tak. USA mają jedną z najbezpieczniejszych przestrzeni lotniczych na świecie. Wynika to z faktu, że rozwinięte rynki, czy całe regiony - takie jak Europa, czy Ameryka Północna mają długą lotniczą historię.

Ale to prawda. Rzeczywiście pojawiły się napięcia w Stanach Zjednoczonych, głównie z powodu problemów z wypłatami wynagrodzeń, a kłopoty z brakami kadrowymi tylko nasiliły ten problem. Ja sam uwielbiam moją pracę, ale chcę za nią otrzymywać pieniądze i gdybym ich nie dostawał, pewnie bym miał wątpliwości, czy rzeczywiście powinienem pracować.

Reklama
Reklama

Kłopoty w USA wcale nie spowodowały, że latanie tam stało się mniej bezpieczne. Co więcej, przy obecnym rządzie amerykańskim, nadzorze w transporcie lotniczym i kierownictwie Federalnej Administracji Lotnictwa (FAA) jestem całkowicie przekonany, że doskonale dadzą sobie radę z tymi problemami.

Czytaj więcej

Europejskie linie chcą latać do Azji tak jak Chińczycy

Przestrzeń powietrzna nad Rosją została zamknięta już prawie cztery lata temu. Jaki to ma wpływ na branżę lotniczą?

Koszty. Przede wszystkim wzrosły koszty. Ponoszą je głównie przewoźnicy europejscy, także Amerykanie, którzy nie mogą latać nad biegunem północnym. W niektórych przypadkach czas podróży stał się tak długi, że rejsy stały się nieopłacalne.

IATA zawsze wychodziło z założenia, że przestrzeń powietrzna powinna być apolityczna, a nie być narzędziem polityki, jak jest to obecnie. Koszty tej sytuacji ponoszą linie lotnicze. I w USA i w Europie słyszeliśmy już skargi, że niektóre linie mogą korzystać z rosyjskiej przestrzeni powietrznej, a inne nie. Im szybciej ten konflikt zostanie rozwiązany, tym lepiej dla wszystkich.

Przyzna pan jednak, że rosyjska przestrzeń nie jest całkiem bezpieczna. Nieco ponad rok temu Rosjanie zestrzelili samolot Azerbaijan Airlines. Czyli jednak „coś” może się tam wydarzyć?

„Coś” zawsze może  się wydarzyć. To bardzo rzadkie sytuacje, ale mogą mieć miejsce.

Szczerze powiem, że nie wyobrażam sobie sytuacji, że dzisiaj mógłbym znaleźć się w Rosji i wsiadać tam do samolotu

Reklama
Reklama

Jak pan sądzi, jak to się dzieje, że rosyjskie linie lotnicze, mimo braku nowych samolotów, komponentów do właściwego serwisowania, czy zmian w oprogramowaniu, nadal latają?

Szczerze powiem, że niewiele czasu poświęcamy sytuacji w rosyjskim lotnictwie, bo IATA nie jest od tego. Niemniej  jestem w 100 proc. przekonany, że bezpieczeństwo operacji nadal jest w tym kraju priorytetem dla przewoźników. Zawsze tak było.

Jak dają sobie radę? Zapewne sięgają po najróżniejsze metody. Niektóre części zamienne produkują sami i z pewnością są w tym bardzo kreatywni. Ale powtarzam: w IATA nie poświęcamy wiele czasu na zastanawianie się nad sytuacją w Rosji. Mamy jedynie nadzieję, że ten konflikt się skończy i znów będziemy razem pracować.

Załóżmy hipotetyczną sytuację: gdyby miał pan dzisiaj wsiąść do samolotu wykonującego wewnętrzne połączenie w Rosji, zrobiłby pan to?

Szczerze powiem, że nie wyobrażam sobie sytuacji, że dzisiaj mógłbym znaleźć się w Rosji i wsiadać tam do samolotu. Ale jestem przekonany, że dla rosyjskich przewoźników operujących na terenie tego kraju bezpieczeństwo jest priorytetem.

Kolejne zagrożenia, jakie mamy w lotnictwie, to zakłócanie sygnałów GPS i GNSS, drony nad europejskimi lotniskami... Czy sądzi pan, że porty lotnicze powinny zaostrzyć warunki bezpieczeństwa, żeby uniknąć nieprzewidzianych incydentów?

Nie sądzę. Lotniska są przygotowane na takie sytuacje i mają swoje procedury. 99 proc. wszystkich operacji odbywa się dzisiaj bez zakłóceń. Oczywiście od czasu do czasu zdarzają się sytuacje, że nad lotniskiem pojawiają się drony. Nie sądzę jednak, aby były potrzebne jakieś nowe regulacje.

Czytaj więcej

Źle zachowujesz się w samolocie? Czeka cię zakaz latania na lata
Reklama
Reklama

Jest jeszcze problem niesfornych pasażerów. Czy ich liczba rośnie, czy też raczej takie incydenty są tylko częściej nagłaśniane?

Najwięcej takich niepożądanych sytuacji było w czasach pandemii. I są kierunki, na których takie incydenty pojawiają się najczęściej. Nie jest żadną tajemnicą, że najwięcej takich sytuacji mamy na kierunkach wakacyjnych, bądź w lotach z lotnisk zlokalizowanych w regionach, gdzie jest przemysł ciężki czy platformy wiertnicze, a pasażerowie latają w ramach rotacji. Głównym powodem takich wybryków nie są obawy przed podróżami lotniczymi, ale nadużywanie alkoholu. Nalegamy, aby w takich przypadkach pasażerowie ponosili odpowiedzialność za swoje zachowanie. Oczywiście najwięcej tutaj ma do zdziałania edukacja, żeby zdawali sobie sprawę z konsekwencji takiego zachowania.

Są przepisy dokładnie mówiące, jak załogi powinny się zachować w takiej sytuacji, każda linia lotnicza ma własny spis zasad i ocenę ryzyka z tym związanego. Niesforni pasażerowie nie są na naszej liście TOP10 zagrożeń lotów i linie lotnicze nie zwracają się do nas z tymi problemami.

Czy problemów nie rozwiązałoby ich stworzenie wspólnej „czarnej listy” pasażerów?

Ten pomysł pojawia się co kilka lat i podnoszą go kolejne linie lotnicze. Ale IATA nigdy nie będzie organizacją, która mogłaby taką listę stworzyć i opublikować. Nie oznacza to, że przewoźnicy nie wymieniają się takimi informacjami. Nie wykluczam jednak, że ta sprawa wypłynie jeszcze w przyszłości.

Czytaj więcej

Emirates zakazują używania powerbanków na pokładach samolotów

Praktycznie każdy pasażer wsiadający do samolotu ma ze sobą smartfon. Wielu z nich także laptopy czy powerbanki, czyli zawsze jest to ponad setka potencjalnie problematycznych baterii litowo-jonowych. Czy sądzi pan, że kampania informacyjna dotycząca tego zagrożenia jest wystarczająca?

To prawda, doszło już do kilku poważnych incydentów. To uświadomiło ludziom, że sprawa baterii litowo-jonowych może wymknąć się spod kontroli. Dlatego każdy musi pamiętać, jak się pakować na podróż samolotem i czego nie można zabrać na pokład.

Reklama
Reklama

Każdy przewoźnik informuje pasażerów, zwracając im uwagę, gdzie takie urządzenia powinny być przewożone i jak się zachować wówczas, gdy pojawi się problem. I wierzę, że obecne regulacje oraz nieustanne zwracanie uwagi pasażerów na potencjalne zagrożenie powinno wystarczyć.

O rozmówcy

Nick Careen

Nick Careen jest Kanadyjczykiem. Z IATA związany od 2015 roku. Wcześniej był wiceprezesem ds operacji lotniskowych, kontaktów z pasażerami i obsługi naziemnej w Air Canada oraz w należącym do tego przewoźnika linii Jazz. Absolwent wydziału nauk politycznych na Memorial University of Newfoundland and Labrador.

Czytaj więcej

Baterie litowe w bagażu lotniczym - jak przewozić je bezpiecznie?
Transport
Po amerykańskiej akcji w Wenezueli. Problematyczne podróże na Karaiby
Transport
Wielka awaria lotnicza w Grecji. Loty odwołane i opóźnione
Transport
Elon Musk oddaje globalną dominację Chińczykom
Transport
CPK w 2026 roku: Tego oczekuje branża lotnicza
Transport
Kolejny kabel uszkodzony rosyjską kotwicą. Finlandia zatrzymuje statek i załogę
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama