Zadebiutował na łamach „Szpilek” w 1970 r., regularnie zamieszczając rysunki z cyklu „Dudi” przedstawiające przedziwnego ptaka z włochatą głową, długim dziobem i cieniutkimi długimi nogami. Mówi, że początkowo chciał nim rozbawiać przyjaciół, ale z czasem ptaszysko stało się jego alter ego. Rozstał się z nim dziesięć lat później, gdy zamieszkał w Nowym Jorku.

— Czułem się fantastycznie, mogąc się sprawdzić na zupełnie nowym gruncie — mówi w filmie.

W Ameryce zajął się początkowo rysunkiem, pracując dla „New York Timesa”, co pamięta jako ogromne wyzwanie. Obecnie zajmuje się grafiką użytkową, sztuką plakatu i malarstwem.

Kamera podgląda go przy pracy, za czym nie przepada, ale jest gadułą i chętnie opowiada o tym, co robi, myśli. Przyznaje się do lęku przed perfekcją w obawie przed rutyną. Dlatego, jak mówi, stara się nie umieć. Jego żona Magda Dygat zdradza, że jest zbieraczem przedziwnych przedmiotów, m.in. starych desek, ołówków. W wielkim słoju przechowuje resztki z zatemperowanych kredek, które potem fotografuje w różnych pozach.

— To są moje próby zapisywania rzeczywistości, charakterystyczne dla osoby leniwej — kwituje Andrzej Dudziński.

— Ma fantastyczne poczucie humoru. Przyjazny, nie jest nadęty ani wymyślony — opowiada Wojciech Pszoniak o wieloletnim przyjacielu.

— Odreagowuję wszystko, co widzę i przeżywam, i muszę na to wszystko znajdować różne formy. Teatralno-kabaretowa jest mi najbliższa — potwierdza Dudziński.

W filmie Małgorzaty Łupiny opowiadają o nim także: Tomasz Lengren, Andrzej Kruszewicz, Kazimierz Kutz, Jerzy Skolimowski, Jerzy Illg, Franciszek Starowieyski.

Zachęcam do obejrzenia, bo to bardzo udany portret przedstawiający nie tylko artystę, ale przede wszystkim człowieka.