Pro: Tomasz Gromadka
Napięcie jak w thrillerze
Dzięki kreacji Jerzego Radziwiłowicza powstał jeden z najlepszych polskich seriali. Jako Andrzej Wolski, psychoterapeuta, zgłębia mroczne strony ludzkiej osobowości, nie ruszając się z fotela. Produkcja HBO jest adaptacją telewizyjnego hitu z Izraela, bardziej znanego z amerykańskiej przeróbki z Gabrielem Byrne'em. Radziwiłowicz, w przeciwieństwie do hollywoodzkiego gwiazdora, nie uwodzi spojrzeniem ani uśmiechem. Przykuwa do ekranu, grając osobnika apatycznego i nieprzystępnego. Na jego twarzy rzadko pojawiają się emocje, dlatego każda zmiana mimiki i najdrobniejszy gest robią wrażenie. Serial przywodzi na myśl dawny Teatr Telewizji, w którym napięcie i suspens budowało znakomite aktorstwo.
„Bez tajemnic" ma nowatorską formę – 45 odcinków dzieli się na dziewięć tygodni pracy terapeuty. Od poniedziałku do czwartku prowadzi on sesje pięciu chorych, w piątek rozmawia o własnych problemach ze znajomą psycholog (Krystyna Janda). Wolski, niczym detektyw, odkrywa głęboko skrywane tajemnice pacjentów. Jeden z nich, żołnierz, opowiada o braku wyrzutów sumienia po zabiciu cywilów w Afganistanie. W tej roli – doskonały Marcin Dorociński pod maską twardziela ukrywający zagubienie i strach.
Przejmujące dramaty rozgrywają się w czterech ścianach gabinetu terapeuty. Chociaż kamera pokazuje tylko Wolskiego i pacjentów, serial trzyma w napięciu jak emocjonujące filmy akcji.
Kontra: Rafał Świątek
Ponure przesłuchanie
Pierwszy polski serial HBO nie dorównuje jego amerykańskiej wersji. Pomysł jest prosty. Dwie, czasami trzy osoby prowadzą dialog w niewielkim wnętrzu. Rozmowa jest gęsta od ukrytych znaczeń, a sytuacja przypomina sesję terapeutyczną. Nie potrzeba więc ostrych cięć montażowych. Wystarczą tradycyjna praca kamery i właściwy dobór aktorów.
Tu twórcy „Bez tajemnic" popełnili pierwszy błąd. Wybrali do głównej roli Jerzego Radziwiłowicza. Ten fenomenalny aktor gra psychoterapeutę Andrzeja Wolskiego z kamienną twarzą. Jest tak poważny, że chwilami wręcz ponury. Nie ma w nim empatii, jaka cechowała Gabriela Byrne'a odtwarzającego tę postać w amerykańskiej „Terapii".
Sesje u Wolskiego bardziej przypominają przesłuchania z „Gliny" – gdzie Radziwiłowicz znakomicie zagrał nadkomisarza – niż rozmowę pacjenta z lekarzem. Twórcy postępują tak, jakby chcieli, by widz zachował dystans wobec bohaterów i zdarzeń. Potwierdza to zresztą sposób filmowania „Bez tajemnic". Dominują plany średnie i półzbliżenia.
Tymczasem w amerykańskiej wersji kamera niemal podjeżdża aktorom do twarzy. Odsłania każdy grymas i drgnienie. Widz zostaje wciągnięty do emocjonalnego świata bohaterów, mimowolnie stając się współuczestnikiem sesji.
Dajcie sobie spokój z „Bez tajemnic" i od razu sięgnijcie po „Terapię". Zwłaszcza że do końca roku wszystkie trzy sezony ukażą się na DVD.