Reklama

Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach

Teatr to ważna część mojego życia, długo pracowałem jako aktor. Drogę do filmu zapoczątkowało pisanie sztuk teatralnych - mówi Piotr Domalewski, reżyser „Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy — epilog” w Narodowym Starym Teatrze. Premiera 23 stycznia.

Publikacja: 23.01.2026 05:04

Piotr Domalewski podczas pierwszej próby

Piotr Domalewski podczas pierwszej próby

Foto: HaWa (Habryn i Wawrzoła)

Wszyscy kojarzą pana ze wspaniałą filmową i serialową passą, nagrodami za „Ministrantów” – ostatnio w Palm Springs. Tymczasem pan zdecydował się pracować w teatralnej niszy, choć pod najlepszym szyldem Narodowego Starego Teatru, gdzie wyreżyserował pan spektakl „Zamknij oczy Nel. W pustyni i w puszczy – epilog”. Oczywiście, niektórzy pamiętają, że jest pan absolwentem krakowskiej szkoły teatralnej. Ale jak doszło do pana pracy w Starym?

Teatr, mimo że pracuję głównie w branży filmowej, to jednak ważna część mojego życia, długo się nim zajmowałem, pracując jako aktor m.in. w trójmiejskim Wybrzeżu – trzy lata na etacie, a także w innych teatrach w Polsce. Moją drogę do filmu zapoczątkowało pisanie sztuk teatralnych, bo jeszcze jako aktor napisałem kilka dramatów. Już jako reżyser filmowy miałem sporo propozycji reżyserowania na scenie, ale nie czułem się jeszcze gotowy do podjęcia reżyserowania w teatrze. Decydujące okazało się zaproszenie Jakuba Skrzywanka – dyrektora artystycznego Narodowego Starego Teatru w Krakowie, z którym poznaliśmy się w trakcie reżyserowania czytań performatywnych w ramach konkursu dramaturgicznego Aurora w Teatrze Polskim w Bydgoszczy.

Reklama
Reklama
Plakat spektaklu

Plakat spektaklu

Foto: Mat. Pras.

Przypomnijmy pana sztuki teatralne.

Napisałem ich sporo, ale te, które mogą być znane publiczności to „Być jak Beata” dla Teatru Współczesnego w Szczecinie. Trzy moje sztuki „Alicja w krainie koszmarów”, „Pojedynek” i „Kobieta w lustrze” zostały zrealizowane w ramach programu Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych – Teatroteka.

Moja praca w Starym Teatrze to właściwie mój teatralny debiut, ale mam wsparcie wspaniałych współtwórców, którzy mają znacznie więcej doświadczenia ode mnie. Za dramaturgię odpowiada Krzysztof Zygucki – dramaturg i reżyser między innymi spektaklu „Trzask prask” w TR Warszawa. Scenografię i kostiumy stworzył Arek Ślesiński, muzykę Wojtek Urbański, choreografię Katarzyna Sikora, wideo i projekcje – Natan Berkowicz, a za wykreowanie światła odpowiada Rafał Paradowski. W takim gronie praca to czysta przyjemność.

A jako aktor w Wybrzeżu, jakie pan zdobył doświadczenia? I co uważa za najważniejsze w pracy z tym zespołem, który jest bardzo mocny i trwały, a gdzie zagrał pan 7 ról.

Wspominam wspaniale ten czas właśnie dzięki możliwości rozwijania się w znakomitym zespole. Miałem wrażenie, że robimy razem coś ważnego i to jest coś absolutnie nie do przecenienia, kiedy stawia się pierwsze kroki na deskach teatralnej sceny. To, co zapamiętałem z Teatru Wybrzeża to również niezwykła widownia, która na praktycznie każdym spektaklu jest w komplecie. Granie, praca, czy po prostu bycie częścią tego teatru było dla mnie bardzo istotnym momentem w życiu. Miałem okazję grać dużo ciekawych ról – Doriana Graya w „Portrecie Doriana Graya” i Petruccia w „Poskromieniu Złośnicy” Szymona Kaczmarka, w „Pieszo” Anny Augustynowicz, a także w sztuce „Na początku był dom”, gdzie miałem szansę partnerować Dorocie Kolak. W Wybrzeżu nauczyłem się myślenia dialogiem teatralnym, słuchania rytmu i wtedy na dobre zacząłem pisać sztuki. Zrozumiałem, że melodią ludzkiej komunikacji jest rytm. Dbałość o rytm niezależnie od tego, czy to teatr, czy film, pozostała we mnie. Istotne w budowaniu rytmu dialogów jest dla mnie również na pewno wykształcenie aktorskie. Dzięki temu mam szansę lepiej komunikować się z aktorami we wspólnym twórczym procesie.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Reżyser „Ministrantów”: Wielu księży chciało pomóc, zakaz przychodził „z góry”

To widać w pana filmach. Chodzi o wiarygodność. A skąd się wziął w Starym pomysł na rewizję „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza? Chodzi o krytyczne spojrzenie na kwestię kolonializmu i wynikających z tego relacji?

Kwestia kolonializmu jest istotnym elementem, ale w spektaklu podejmujemy dyskurs z wizją Polaka–bohatera, którą twórczość Sienkiewicza oraz Staś z „W pustyni i w puszczy” prezentują. Jedne z ostatnich słów, które możemy przeczytać w powieści brzmią: „Chłopiec bohater”. Mam wrażenie, że ten mit małego bohatera jest głęboko zakorzeniony w naszym dziedzictwie kulturowym.

Niemal powstaniec warszawski.

Spektakl narodził się z połączenia mojego pomysłu na teatralną interpretację książki „Bzik kolonialny. II Rzeczpospolitej przypadki zamorskie” Grzegorza Łysia i pomysłu Jakuba Skrzywanka na reinterpretację „W pustyni i w puszczy”, bo Stary Teatr ma w swoim założeniu programowym właśnie szeroki dialog z polską klasyką dramaturgiczną i literacką. „Bzik kolonialny” to kronika polskiej myśli kolonialnej, którą przeczytałem kilkukrotnie, bo jego wartością jest nie tylko przestrzeń historiograficzna, ale również bardzo przenikliwy humor. Autor z ironią przygląda się temu, co Liga Morska i Kolonialna postulowała oraz jakie działania podejmowała. Nasza mocarstwowość kolonialna miała być oparta na zajęciu Ukajali w dorzeczu Amazonki w dzisiejszym Peru. Brana była też pod uwagę Liberia, Angola i oczywiście Madagaskar, który miał być polską perłą odziedziczoną po Beniowskim. Plany były ambitne i podsycone przekonaniem o mocarstwowej pozycji Polski. Nie muszę chyba dodawać, że cała ta narracja, chociaż dla jej twórców miała posmak romantyczny, całkowicie dehumanizowała i uprzedmiotawiała każdego… poza samymi twórcami tej narracji.

Jak pan to połączył z materią sienkiewiczowską?

Bohater „Zamknij oczy Nel”, który wraca do lektury w „Pustyni i w puszczy” po latach, wchodzi w dialog z narracją kolonialną opisaną w „Bziku kolonialnym”. Można też opowiedzieć o tym spektaklu inaczej. To w pewnym sensie dramat rodzinny, w którym mama polonistka, doznała wypadku, wskutek którego ma amnezję i wydaje się jej, że jest Nel. Żeby móc się z nią komunikować bohaterowie muszą wcielić się w postaci z powieści „W pustyni i puszczy”.

Muszą wejść w konwencję jej wyobrażeń?

Tak, bo tylko w takiej konwencji ich mama się ich nie boi. Ta sytuacja jest po części inspirowana prawdziwymi wydarzeniami w mojej bliskiej rodzinie.

Reklama
Reklama

Bardzo ciekawe, ale proszę powiedzieć, jakie pan miał wrażenia, czytając teraz „W pustyni i w puszczy” albo oglądając dwie ekranizacje?

Myślę, że wykładnia ideowa, która wybrzmiewa we „W pustyni i w puszczy” jest dzisiaj nie do zaakceptowania. Jeśli chodzi o samą wartość literacką powieści, to można ją uznać za przystępną beletrystykę. Głównym problemem jest w powieści monolog wewnętrzny bohatera, który jest spójnym manifestem Polaka, narodowca, katolika, czułego mordercy i natchnionego władcy absolutnego.

Wspominam wspaniale ten czas właśnie dzięki możliwości rozwijania się w znakomitym zespole. Miałem wrażenie, że robimy razem coś ważnego i to jest coś absolutnie nie do przecenienia, kiedy stawia się pierwsze kroki na deskach teatralnej sceny. To, co zapamiętałem z Teatru Wybrzeże to również niezwykła widownia, która na praktycznie każdym spektaklu jest w komplecie. Granie, praca, czy po prostu bycie częścią tego teatru było dla mnie bardzo istotnym momentem w życiu. 

Piotr Domalewski

Jak się pracuje z aktorami Narodowego Starego Teatru?

Wspaniale. Mówię to bez cienia kurtuazji. Tu każdy jest tytanem pracy i niezwykłą osobowością artystyczną. Pracuję z dużym zespołem i mam do czynienia ze wspaniałymi twórcami, z którymi się wcześniej nie spotkałem. To jest naprawdę przygoda.

Kto gra główne role?

W głównych rolach wystąpią: Dorota Pomykała, Filip Perkowski, Radek Krzyżowski i Katarzyna Krzanowska.

Nie mogę pana nie zapytać, jak z perspektywy czasu ocenia pan gigantyczną burzę wokół „Ministrantów”, film, który jest bardzo często nagradzany i ma mocny odbiór oraz dużą frekwencję. Tymczasem mógł nie powstać ze względu na decyzje władz PISF – zarówno za rządów Zjednoczonej Prawicy, jak i obecnej koalicji. Pomogła dyrektorka PISF Karolina Rozwód, ale to m.in. za to została zdymisjonowana.

Praca przy takich problemach była trudna, bo spadały na nas lawiny artykułów prasowych, które często zamiast analizy problemu skupiały się na chwytliwym tytule. Zrozumiałem jednak, że dynamika wszechobecnego clickbaitu to nasza nowa rzeczywistość. To na pewno rzeczywistość wszystkich twórców, z którą będziemy się mierzyć. To mnie sporo nauczyło. Tym bardziej cieszy mnie to, że film „Ministranci” otrzymał główną nagrodę na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.

Czytaj więcej

Andrzej Giza: Dziedzictwo Pendereckich, kontynuacja z dodatkiem ewolucji
Reklama
Reklama

Ale dyrektorka PISF Kamila Dorbach nie wręczyła panu chyba tej nagrody, bo przyznałaby się w ten sposób do błędu…

Główną nagrodę na festiwalu wręcza minister kultury, więc ja miałem przyjemność odebrać ją z rąk ministry kultury Marty Cienkowskiej.

A o co chodziło w zamieszaniu wokół „Ministrantów”?

Do dziś nie jestem w stanie wiele z tego zrozumieć i szczerze nie zamierzam się w to zagłębiać. Wszystkie dokumenty z tym związane mają charakter jawny, więc jeśli ktoś znajdzie czas, żeby je przeanalizować i podsumować, to sam się chętnie dowiem.

Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Teatr
Brak ustawy o teatrze to absurd
Teatr
Teatr Umer i Lupy ocalony od zapomnienia. Już do obejrzenia w TVP VOD
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama