"Rzeczpospolita": Czy jako zwolennik otwierania gospodarki jest pan zadowolony z piątkowych decyzji rządu w sprawie restrykcji związanych z koronawirusem?

Sławomir Mentzen: Każde kolejne poluzowanie przyjmuję oczywiście z radością, ale w żaden sposób nie jest to wystarczające; cały czas mają być zamknięte restauracje, siłownie. Oczekiwałbym znacznie dalej posuniętego luzowania obostrzeń.

Hotele będą mogły udostępniać połowę pokojów, wolno nam będzie pójść na basen, ale nie do aquaparku.

Z tego, co czytałem to mają być otwarte baseny zewnętrzne. Nie dziwi mnie otwarcie basenów zewnętrznych w lutym, ponieważ pewnie mało kto będzie z nich korzystał. O ile rozumiem intencję rządzących, to chcą oni zamykać miejsca, w których ludzie mogą się spotykać czy do których mogą jeździć w ramach relaksu, tak żeby ograniczyć mobilność ludzi, więc podejrzewam, że uznali, że w aquaparku z jakiegoś powodu będzie być może większe natężenie ludzi niż na zwyczajnym basenie.

Takie rozróżnianie sportu i relaksu pana nie oburza?

Mnie oburza fakt, że pozostałe branże są zamknięte. Każde kolejne luzowanie jest oczywiście krokiem w słusznym kierunku, tylko daleko niewystarczającym. To jest tak, jakby ktoś był mi winien 2 tys. zł i oddałby mi 20 – lekko bym się ucieszył, ale tylko leciutko.

A czy jest pan w stanie zrozumieć, dlaczego gdy średnia dzienna liczba nowych zakażeń liczona na podstawie danych z ostatniego tygodnia wynosiła 5472 ogłaszano decyzję o zamknięciu basenów, a gdy liczba ta wynosi 5250 to baseny się otwiera? Chodzi o różnicę 222 zakażeń w skali 38-milionowego kraju.

Według mnie liczba dziennych zakażeń jest kompletnie nieistotna, ponieważ jest niewiarygodna. Większość ludzi, która rzeczywiście jest chora, nie zapisuje się na żadne testy, żeby potem nie trafić na kwarantannę; część tych testów jest fałszywie negatywna, część fałszywie pozytywna. Uważam, że nie jesteśmy w stanie ustalić faktycznej liczby zakażeń. Ta podawana codziennie przez media liczba jest kompletnie bez znaczenia i w sumie nie powinno się na jej podstawie podejmować żadnych decyzji. Istotna jest całkowita liczba zgonów, liczba zajętych łóżek w szpitalach, a nie liczba zachorowań. Nie zmienia to jednak faktu, że rząd już od wielu miesięcy kompletnie nie wie, co robi. Całymi miesiącami próbowaliśmy dowiedzieć się, na jakiej podstawie rząd podejmuje decyzje o kolejnych zaostrzeniach lub luzowaniach przepisów. Jesienią dostaliśmy informację, że będą progi bezpieczeństwa, przy danej liczbie zakażeń będą kolejne luzowania – strefy czerwona, żółta, zielona. Bardzo szybko się okazało, że rząd się z tego wycofał, w związku z czym znowu nie wiemy, na jakiej podstawie rząd podejmuje decyzje. Mam wrażenie, że pod kątem strategicznym kopiujemy od dobrych dwóch miesięcy ruchy Niemiec i jeżeli Niemcy luzują to my też, a jeżeli przedłużają lockdown – to my też. Wydaje mi się, że to obecne luzowanie, które teraz widzimy, jest czysto kosmetyczne. Rząd próbuje raczej sprawić wrażenie, że otwiera gospodarkę niż rzeczywiście to robi.

Liczba zgonów związanych z wirusem jest ponad czterokrotnie wyższa niż w połowie października, a liczba hospitalizowanych wzrosła w tym okresie dwukrotnie.

Więc jeżeli rząd podejmuje decyzje na podstawie liczby zgonów, to jego decyzje są niezrozumiałe, przynajmniej te z października.

Co by pan radził właścicielom zamkniętych cały czas siłowni i klubów fitness?

Akurat właściciele siłowni czy klubów fitness mają trochę lżej niż restauratorzy, ponieważ znacznie łatwiej jest obejść im te przepisy. Wystarczy zachęcać swoich klientów do zapisywania się do Polskiego Związku Przeciągania Liny, Polskiego Związku Triathlonu, ponieważ władze tych związków od razu zapisują każdego do kadry narodowej, dzięki czemu ci ludzie mogą legalnie ćwiczyć na siłowniach. Z tego co wiem, obecnie w Polsce ok. połowa siłowni jest już otwarta, ponieważ ich klienci są członkami kadry narodowej. Bardzo bym zachęcał pozostałych przedsiębiorców, żeby korzystali z tych możliwości. W ramach Kongresu Polskiego Biznesu, którego jestem prezesem, udzielamy darmowych porad prawnych, jak się otworzyć, żeby to było legalne, potem reprezentujemy tych przedsiębiorców w sądach. Zachęcam do korzystania z pomocy instytucji, które chcą pomóc oraz do otwierania się zgodnie z obowiązującym prawem. A jeżeli ktoś nie chce zgodnie z tym obowiązującym, ale nielegalnym prawem, to również do tego zachęcam, ale te osoby muszą zdawać sobie sprawę z ryzyka, na jakie się decydują.

Co z restauracjami? Radio Zet dotarło do wytycznych, jakie mieli otrzymać pracownicy sanepidu w sprawie otwartych lokali gastronomicznych. Z pisma wynika, że kontrole mają być przeprowadzane pod pozorem sprawdzania żywności, a ich celem ma być nałożenie kary za łamanie obostrzeń.

Całe postępowanie sanepidu względem restauracji jest od samego początku do samego końca nielegalne. Nie można zamykać całej branży bez ogłoszenia stanu wyjątkowego - cała podstawa tych działań jest chybiona. Czytałem informacje podane przez Radio Zet – (zamieszczony dokument – red.) wręcz zachęca czy zobowiązuje pracowników sanepidu, żeby pod pozorem jednej czynności przeprowadzali inną. To absolutnie nieakceptowalne. Kontrola, postępowanie administracyjne zakończone decyzją – przecież to jest długotrwały, sformalizowany proces, gdzie powinno się przesłuchiwać świadków, wzywać strony do odniesienia się do sprawy. Normalnie takie postępowania trwają wiele miesięcy, a tu przychodzą urzędnicy z gotowymi decyzjami, które tylko podpisują, czasem nawet daty są błędne na tych drukach. W związku z czym całe działanie sanepidu, od początku do końca, jest po prostu nielegalne i pracownicy, którzy wykonują czy zlecają wykonanie takich czynności powinni ponieść za to odpowiedzialność.

Ale nie zmienia to sytuacji, że sanepid nakłada kary w wysokości nawet 30 tys. zł. Nie każdy właściciel lokalu gastronomicznego ma jeszcze tego typu środki.

Większość przedsiębiorców, którzy się w tym momencie otwierają nie ma już żadnych środków. Dlatego się otwierają, bo są zdesperowani, bo nie są w stanie wytrzymać kilku miesięcy ponoszenia kosztów bez możliwości osiągnięcia przychodu. Więc bardzo często sanepid wchodzi na konto, które i tak jest puste, i je blokuje. Przedsiębiorcy, którzy mają jeszcze oszczędności, znacznie rzadziej decydują się na otwarcie swojej działalności. Dlatego właściciele siłowni mają trochę prościej, bo tam znacznie prościej jest ominąć te przepisy. Właściciele restauracji muszą liczyć się z tym, że będą mieli problemy z sanepidem. Mam wielką nadzieję, że ta kara po kilku miesiącach, po wyroku sądu administracyjnego. zostanie uchylona, ale niestety sanepid od razu zabiera pieniądze.

Ile podpisów zebrano pod projektem ustawy znoszącej lockdown?

Nie mam jeszcze pierwszych podsumowań. Podpisy zbiera kilka niezależnych od siebie organizacji i nie jest to tak mocno scentralizowane, dlatego w tym momencie nie potrafię powiedzieć, ile już mamy podpisów.

Po tym jak Konfederacja postulowała zniesienie obostrzeń, teraz również PSL i Koalicja Obywatelska występują przeciw zamykaniu gospodarki. Nie obawia się pan, że to ta część opozycji przejmie poparcie osób przeciwnych lockdownom?

Opowiadam się za otwarciem gospodarki nie dlatego, żeby zbijać na tym kapitał polityczny, tylko żeby ją wreszcie otworzyć, w związku z tym z wielką radością witam na pokładzie każdego sojusznika, który chce pomóc w tym zbożnym dziele. Chciałbym, żeby jak najwięcej partii przyłączyło się do tego poglądu. Według ostatnich badań opinii publicznej 70 proc. Polaków chciałoby wreszcie otwarcia gospodarki, ten postulat robi się coraz popularniejszy. My o tym mówiliśmy od samego początku, więc jesteśmy tutaj najbardziej wiarygodni. Wierzę, że wyborcy to docenią. Natomiast pozostałe partie, które dopiero z czasem zauważyły to, co my widzieliśmy od początku, są bardzo przez nas mile witane w gronie partii chcących otwarcia gospodarki.