Przeciwnicy prezydenta Wiktora Janukowycza mówią wprost: ratyfikacja ukraińsko-rosyjskiego porozumienia o flocie to zdrada.
Zapowiadają nie tylko masowe protesty, ale wręcz obalenie szefa państwa. – Władza centralna całkowicie utraciła legitymację prawną – mówił "Rz" Ołeś Starowojt, deputowany do lwowskiej rady obwodowej. We wtorek wraz z całą radą protestował przed parlamentem w Kijowie. – Czy będzie nowa pomarańczowa rewolucja, trudno powiedzieć, ale na zachodzie kraju zorganizujemy czynny opór, stworzymy komitety strajkowe, społeczeństwo jest przygotowane do działania – dodał.
Władze próbują bagatelizować głosy opozycji. Zdaniem szefa ukraińskiego MSZ Kostiantyna Hryszczenki emocje szybko opadną. – Na Ukrainie mamy żywą demokrację. Ale to, co osiągnięto tu w ciągu 17 – 18 lat, w innych krajach zajęło nawet 100 lat – tłumaczył. Podobnie mówią Rosjanie. – To, czego jesteśmy świadkami, to próba ratowania własnych notowań przez pokonane siły polityczne – byłą premier Julię Tymoszenko i byłego prezydenta Wiktora Juszczenkę – stwierdził szef Fundacji Efektywnej Polityki Kirił Tanajew.
Zajścia w Kijowie na szczęście nie powinny negatywnie wpłynąć na sytuację gospodarczą Ukrainy. Zdaniem analityków rządy Janukowycza nie grożą również "rusyfikacją" ukraińskiej gospodarki.
Ratyfikacja umowy przebiegła w sposób niesłychanie burzliwy. Opozycyjni deputowani obrzucili jajkami szefa parlamentu Wołodymyra Łytwyna oraz zapalili kilka świec dymnych. Doszło do bójki.