W Brukseli mówiono głównie o Białorusi. W Parlamencie Europejskim Jerzy Buzek przyjmował opozycjonistów, a w Komisji Europejskiej Catherine Ashton, wysoka przedstawicielka UE ds. polityki zagranicznej, spotkała się z wysłannikiem białoruskich władz, ministrem spraw zagranicznych Siarhiejem Martynauem.
Przekaz był jeden: reżim Łukaszenki musi wypuścić z więzień osoby zatrzymane w czasie demonstracji. Jeśli tego nie zrobi, grożą mu sankcje. – Musi nastąpić zmiana unijnej polityki wobec Mińska – powiedział Buzek. Według niego w sprawach wizowych UE musi stosować dwie ścieżki. Z jednej strony przywrócenie zakazu wjazdu dla Aleksandra Łukaszenki i osób odpowiedzialnych za represje. Z drugiej – obniżenie lub zniesienie opłat, a w perspektywie obowiązku wizowego dla wybranych grup społecznych.
[srodtytul]Apele o wsparcie[/srodtytul]
Podczas zorganizowanej w Parlamencie Europejskim debaty eurodeputowani apelowali o konkretne wsparcie dla społeczeństwa białoruskiego.
– Emocjonalne wystąpienia i moralne pouczanie to za mało – mówił wprost Jacek Saryusz-Wolski, eurodeputowany PO. – Stany Zjednoczone są obojętne, Unia bezsilna, a Rosja zdeterminowana. Nie możemy się odwrócić od Białorusi – dodał polityk.
O to zresztą apelowali sami opozycjoniści białoruscy.
– Najbardziej skuteczną pomocą będzie masowe wsparcie dla społeczeństwa obywatelskiego, organizacji pozarządowych i niezależnych mediów – mówił Aleksander Milinkiewicz, laureat przyznawanej przez PE Nagrody im. Sacharowa dla obrońców praw człowieka.
Unia rozważy zawieszenie udziału Białorusi w Partnerstwie Wschodnim, dopóki władze nie uwolnią więźniów politycznych. – Czekamy na szybkie decyzje liczone w godzinach i dniach, a nie w tygodniach – mówił Štefan Füle, komisarz UE ds. rozszerzenia i polityki sąsiedztwa.
W przyszłym tygodniu PE będzie głosował rezolucje w sprawie Białorusi, a 31 stycznia szefowie dyplomacji państw UE podejmą decyzję o zmianie polityki wobec Białorusi, w tym ewentualnych sankcjach wizowych i zamrożeniu pomocy finansowej. Minister Martynau w czasie spotkania z dziennikarzami przekonywał, że los zatrzymanych w czasie demonstracji osób jest w rękach niezależnych sądów, a nie białoruskich władz.
[srodtytul]Podróże Martynaua[/srodtytul]
Martynau do ostatniej chwili próbował wpłynąć na swych europejskich rozmówców, by nie nakładali sankcji na władze w Mińsku. W poniedziałek gościł w Brukseli, bez efektów.
We wtorek nieoczekiwanie pojawił się w Finlandii i rozmawiał z szefem fińskiej dyplomacji Alexandrem Stubbem. Ten zażądał od niego natychmiastowego wypuszczenia wszystkich aresztowanych po powyborczej demonstracji 19 grudnia w Mińsku, a także zgody na zbadanie przez międzynarodową komisję przebiegu wyborów prezydenckich i wydarzeń wokół i po opozycyjnej demonstracji.
Z Helsinek Martynau wrócił do Brukseli. Tu zagroził, że jeśli Polska stworzy czarną listę niewpuszczanych na jej terytorium białoruskich polityków, Mińsk zrobi to samo w odniesieniu do Polski.
Władze w Mińsku mają również – choć z innego powodu – poważne kłopoty. Rosyjskie firmy zakręciły kurek z ropą dla Białorusi. Stało się to już 1 stycznia. Chodzi przede wszystkim o rozstrzygnięcie, jak Mińsk będzie oddawał cła za reeksportowaną rosyjską ropę, którą dostaje bez rosyjskich opłat celnych. Według białoruskich mediów Rosjanie chcą po prostu podwyższenia opłat za ropę.
[srodtytul]Wojna energetyczna?[/srodtytul]
– Na razie jest to problem techniczny, bo decyzja została już podjęta. Brak jednak szczegółowych uzgodnień – powiedział „Rz” białoruski politolog Walery Karbalewicz. – Ale problem techniczny w każdej chwili może się przekształcić w polityczny. Każde nieporozumienie na linii Moskwa – Mińsk ma kontekst polityczny – dodaje nasz rozmówca.
Rosyjskie media przepowiadają kolejną rosyjsko-białoruską „wojnę energetyczną”. „Tak jak Dziadek Mróz, spory energetyczne między Rosją i jej sąsiadami stały się tradycją świąteczną” – pisał „Moscow News”.