Reklama

Co z tą Brazylią

Jak czytam gazety, to przestaję żałować, że nie zobaczę z bliska brazylijskiego Mundialu. Tam już nawet gwiazdorzy futbolu (co prawda emerytowani, ale jednak) nie chcą go oglądać. I – co brzmi jak zapowiedź końca świata – większość Brazylijczyków uważa, że piłkarskie mistrzostwa nie są im do niczego potrzebne.
Jerzy Haszczyński

Jerzy Haszczyński

Foto: Fotorzepa/Waldemar Kompała

„Gazeta Wyborcza" poświęciła wściekłej przedmundialowej Brazylii swoją czołówkę. W tytule pojawia się nawet słowo „cholera" („Brazylia. Po cholerę nam ten mundial"). Niechęć do Mundialu jest tak wielka, że w wielkim Sao Paulo nie widać nawet brazylijskich flag. Za to widać miliony ludzi, którzy tkwią w korkach, bo strajkuje metro. Oprócz tego „od tygodni protestują policjanci, nauczyciele, Indianie i bezdomni, zarzucając władzom trwonienie pieniędzy na stadiony i faraońskie święto piłkarskie, na którym kokosy zbija tylko FIFA i kilka koncernów". To oburzenie trochę zaskakuje, bo przez lata byliśmy karmieni tekstami o Brazylii jako kraju szczęśliwości, w którym lewicowi przywódcy, najpierw Lula, a potem pani Rousseff wykorzystywali bogactwa naturalne dla dobra narodu i uczynienia z kraju mocarstwa. Coś się stało z Brazylią. I to w czasie mistrzostw w dyscyplinie, która była (a może nadal jest) drugą religią Brazylijczyków.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama