Reklama

Strach przed islamem zabija wolność

Cenę za porozumienie z islamistami mogą zapłacić francuscy Żydzi – ostrzega Alain Finkielkraut, słynny intelektualista.

Aktualizacja: 08.01.2015 17:33 Publikacja: 08.01.2015 17:11

Francuskie przepisy zakazujące muzułmankom zakrywania twarzy wywołały protesty także w Londynie (kwi

Francuskie przepisy zakazujące muzułmankom zakrywania twarzy wywołały protesty także w Londynie (kwiecień 2011 r.)

Foto: Citizenside.com

Zamachowcy chcieli uciszyć „Charlie Hebdo", zmusić media do respektowania wartości islamu. Francuski model laickości jest zagrożony?

Alain Finkielkraut: Jest, i to bardzo. Pod hasłem otwarcia postępuje proces podporządkowywania się kraju, używając słów pisarza Michela Houellebecqa. Oficjalnie to się nazywa otwarta laickość. Ale tu nie ma żadnej otwartości, tu jest tylko forma kapitulacji.

Wobec islamu?

Nie tyle wobec islamu, ile wobec jego najradykalniejszej wersji, najbardziej fanatycznej i najszybciej rozprzestrzeniającej się. Dotknięte są szkoły, wolność wypowiedzi. Pozwoliliśmy narzucić sobie tak daleko idącą autocenzurę, że już nigdy nie będziemy mogli wystawić w teatrze francuskim czy wręcz europejskim sztuki „Fanatyzm czyli Mahomet" Woltera. Co prawda zakaz używania symboli religijnych w szkole jeszcze obowiązuje, ale nie wiem, jak długo. Opór społeczny w obronie laickości jest nad wyraz słaby.

„Charlie Hebdo" to był jeden z ostatnich bastionów tej laickości?

Na pewno ważny bastion, gazeta oskarżana o islamofobię, bo opublikowała karykatury Mahometa. Bez niej laickość jeszcze bardziej się we Francji cofnie. Na razie powstał front sprzeciwu, ale pytanie, na jak długo. Bo po publikacji karykatur i później przy każdej bardziej kontrowersyjnej okładce „Charlie Hebdo" krytykującej religię muzułmańską podnosiły się głosy wskazujące nieodpowiedzialność pisma.

Jedność w obronie „Charlie Hebdo" zatem pęknie?

Już teraz słychać głosy ludzi, którzy się z tej jedności wyłamują, jak choćby dyrektor portalu Mediapart Edwy Plenel, który uważa, że to ci, którzy bezustannie ośmieszali islam, stworzyli potwora, który zabił 12 osób. Sugeruje więc, że za zbrodnię z 7 stycznia są odpowiedzialni intelektualiści i dziennikarze, którzy próbują realnie patrzeć na rzeczywistość. Ta jedność została więc już złamana przez tych, którzy prowadzą nibyantyrasistowską wojnę przeciwko każdej prawdziwej ocenie kondycji Francji.

Wolność słowa nie powinna mieć jednak pewnych granic?

Ta granica i tak już została wyznaczona przez strach ludzi. Zawsze będzie się pokazywać „Sobór w sprawie miłości" Oskara Panizzy (niezwykle antykatolicka XIX-wieczna satyra – red.), ale nigdy wspomnianej sztuki Woltera. Nie jestem wielbicielem prowokacji, ale trzeba otwarcie mówić o tym, co się dzieje, i stawić czoła próbie zastraszenia społeczeństwa. Wmawia się nam, że muzułmański fanatyzm islamistyczny dotyka drobnej mniejszości. Prawda: wielu muzułmanów jest mu przeciwnych. Ale jednocześnie we Francji rozwija się szybko salafizm, dosłowna interpretacja islamu, która może prowadzić do zabójstw. Jest już obecny na Butte Chaumont w Paryżu, w Roubaix, Marsylii. To problem bardzo realny, o którym jednak nie możemy mówić w obawie przed zarzutem islamofobii.

Reklama
Reklama

W czym jeszcze przejawia się podporządkowanie islamistom?

W szkołach o islamie można mówić tylko w kategoriach apologetycznych. Krytyka jest zarezerwowana dla złych skutków katolicyzmu, inkwizycji, walki z heretykami. Innym problemem jest brak rzetelnej informacji o tych, którzy mają inny punkt widzenia. Tak jest na przykład z ruchem Pegida w Niemczech. Dziennikarze we Francji nie przeprowadzili śledztwa, nie spytali ludzi. Z góry sformułowali oskarżenia o rasizm. A przecież dowiedzieliśmy się, że w Wuppertalu były brygady szariatu – może Pegida jest odpowiedzią na to zagrożenie? O tym mamy prawo wiedzieć, bo inaczej obszar wolności znów będzie ograniczony.

Francja przyjęła zbyt wielu muzułmanów i była wobec nich nadmiernie tolerancyjna?

Błędem było to, że nie zdołaliśmy opanować wielkości imigracji. Co więcej, nigdy o tym otwarcie nie dyskutowano. Ten problem spadł na społeczeństwo. Stąd poczucie frustracji, wrażenie, że demokracja zawiodła. Sądzę, że podobnie jest w wielu krajach Europy.

Sprawę imigracji otwarcie podnosi jednak tylko Front Narodowy...

Niestety, tak. Dawny dyrektor „Charlie Hebdo" Philippe Val ostrzega: jeśli nie będziemy mówili o tym wprost, będziemy wspierali Front Narodowy. To jest dziś najpopularniejsza partia, bo podnosi problemy, o których inni nie śmią mówić.

Reklama
Reklama

Może do tej pory sądzono, że sama idea laickości wystarczy.

Laickość stanowi o tożsamości Francji. Zakłada, że wszyscy są równi. Ale równocześnie zobowiązuje wszystkich do utrzymywania pewnej wstrzemięźliwości, szczególnie w szkołach. Tyle że te zasady narzucono katolicyzmowi w znacznie większym stopniu niż islamowi. Dziś we Francji powstaje więcej meczetów niż miejsc kultu wszystkich innych wyznań razem wziętych: jest ich już dwa i pół tysiąca. Nawet w samym departamencie Sekwana-Saint-Denis meczetów mamy więcej niż kościołów. A przecież w katedrze Saint-Denis są pochowani królowie Francji, a okrzyk „Montjoie Saint-Denis" zachęcał do walki francuskie rycerstwo!

Nad Sekwaną rośnie antysemityzm?

Obawiam się, że mniejszość żydowska zostanie poświęcona na ołtarzu porozumienia z islamem. Znakomicie pokazuje to książka Houellebecqa. Żydzi w coraz większej liczbie uciekają z Francji z powodu rozprzestrzeniania się islamskiego antysemityzmu. Antysemityzm francuski jest o wiele słabszy.

Rozważa pan wyjazd?

Nie, bo na razie czuję się chroniony. Nie żyję w biednej, tzw. trudnej dzielnicy, nie stykam się z antysemityzmem na rogu ulicy jak ci, którzy mieszkają w XIX czy XX dzielnicy Paryża. Ale to może się zmienić, bo dzisiejszy terroryzm precyzyjnie namierza swoje ofiary.

Reklama
Reklama

Na uratowanie Francji może być więc już za późno?

Być może jeszcze nie. Zabicie 12 osób, z których część była droga sercu Francuzów, spowodowało szok, który być może przekształci się w zryw. Może niektórzy z muzułmanów zaczną naprawdę bronić wartości republiki. A partie republikańskie zjednoczą się, aby spojrzeć prawdzie w oczy, powstrzymać imigrację i umocnić nasze podstawowe zasady, takie jak laickość czy równość kobiet i mężczyzn.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1433
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1432
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1431
Świat
To koniec Europy jaką znamy, pożegnajmy USA. Chiny niszczą stary ład
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1430
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama