Zamachowcy chcieli uciszyć „Charlie Hebdo", zmusić media do respektowania wartości islamu. Francuski model laickości jest zagrożony?
Alain Finkielkraut: Jest, i to bardzo. Pod hasłem otwarcia postępuje proces podporządkowywania się kraju, używając słów pisarza Michela Houellebecqa. Oficjalnie to się nazywa otwarta laickość. Ale tu nie ma żadnej otwartości, tu jest tylko forma kapitulacji.
Wobec islamu?
Nie tyle wobec islamu, ile wobec jego najradykalniejszej wersji, najbardziej fanatycznej i najszybciej rozprzestrzeniającej się. Dotknięte są szkoły, wolność wypowiedzi. Pozwoliliśmy narzucić sobie tak daleko idącą autocenzurę, że już nigdy nie będziemy mogli wystawić w teatrze francuskim czy wręcz europejskim sztuki „Fanatyzm czyli Mahomet" Woltera. Co prawda zakaz używania symboli religijnych w szkole jeszcze obowiązuje, ale nie wiem, jak długo. Opór społeczny w obronie laickości jest nad wyraz słaby.
„Charlie Hebdo" to był jeden z ostatnich bastionów tej laickości?
Na pewno ważny bastion, gazeta oskarżana o islamofobię, bo opublikowała karykatury Mahometa. Bez niej laickość jeszcze bardziej się we Francji cofnie. Na razie powstał front sprzeciwu, ale pytanie, na jak długo. Bo po publikacji karykatur i później przy każdej bardziej kontrowersyjnej okładce „Charlie Hebdo" krytykującej religię muzułmańską podnosiły się głosy wskazujące nieodpowiedzialność pisma.
Jedność w obronie „Charlie Hebdo" zatem pęknie?
Już teraz słychać głosy ludzi, którzy się z tej jedności wyłamują, jak choćby dyrektor portalu Mediapart Edwy Plenel, który uważa, że to ci, którzy bezustannie ośmieszali islam, stworzyli potwora, który zabił 12 osób. Sugeruje więc, że za zbrodnię z 7 stycznia są odpowiedzialni intelektualiści i dziennikarze, którzy próbują realnie patrzeć na rzeczywistość. Ta jedność została więc już złamana przez tych, którzy prowadzą nibyantyrasistowską wojnę przeciwko każdej prawdziwej ocenie kondycji Francji.
Wolność słowa nie powinna mieć jednak pewnych granic?
Ta granica i tak już została wyznaczona przez strach ludzi. Zawsze będzie się pokazywać „Sobór w sprawie miłości" Oskara Panizzy (niezwykle antykatolicka XIX-wieczna satyra – red.), ale nigdy wspomnianej sztuki Woltera. Nie jestem wielbicielem prowokacji, ale trzeba otwarcie mówić o tym, co się dzieje, i stawić czoła próbie zastraszenia społeczeństwa. Wmawia się nam, że muzułmański fanatyzm islamistyczny dotyka drobnej mniejszości. Prawda: wielu muzułmanów jest mu przeciwnych. Ale jednocześnie we Francji rozwija się szybko salafizm, dosłowna interpretacja islamu, która może prowadzić do zabójstw. Jest już obecny na Butte Chaumont w Paryżu, w Roubaix, Marsylii. To problem bardzo realny, o którym jednak nie możemy mówić w obawie przed zarzutem islamofobii.