„Nasz kraj, także ja, jesteśmy uformowani przez wiarę chrześcijańską" – powiedział kandydat SPD na kanclerza Olaf Scholz. W ten sposób skomentował spot wyborczy swojej partii, w którym straszono arcykatolickimi poglądami bliskiego współpracownika Armina Lascheta, kandydata chadeckich partii CDU i CSU na urząd kanclerski.
Scholz w wywiadzie dla regionalnego dziennika „Neue Osnabrücker Zeitung" zapewnił, że kontrowersyjny klip nie będzie już wykorzystywany w kampanii przed wrześniowymi wyborami do Bundestagu.
Sugerowano w nim, że ten, kto głosuje na CDU, głosuje jednocześnie na arcykatolika Nathanaela Liminskiego, dla którego „seks przedmałżeński to tabu". Liminski jest prawą ręką Lascheta w rządzonym przez niego landzie Nadrenia Północna-Westfalia. I faktycznie ma konserwatywne katolickie przekonania, choć wypowiedzi, którymi chciano straszyć, są sprzed kilkunastu lat, z czasów, gdy Liminski był studentem.
W Niemczech spraw prywatnych, w tym wiary, nie wyciągano dotąd w walce wyborczej. Dlatego spot spotkał się z ostrą krytyką. Nawet wśród niektórych socjaldemokratów, przypominających przy okazji, że i SPD miała bardzo religijnych liderów, takich jak Johannes Rau (prezydent Niemiec w latach 1999–2004, ewangelik).
Armin Laschet, stojący też na czele CDU, nie ukrywa, że jest głęboko wierzącym katolikiem. Podobnie sekretarz generalny CDU Paul Ziemiak, który jest ojcem chrzestnym jednego z czworga dzieci Nathanaela Liminskiego. —j.h.