Na archipelagu dziś Tonga świętowano. Na tych położonych pomiędzy Nową Zelandią a Hawajami wysepkach w czwartek odbyły się pierwsze demokratyczne wybory. Sukces w nich odnieśli przeciwnicy monarchii. To może oznaczać początek demokracji w kraju.
Archipelag Tonga składa się ze 169 wysepek zamieszkanych przez 123 tys. osób. Oprócz rodziny królewskiej obywatele są na ogół bardzo biedni. 70 proc. dochodu narodowego pochodzi z przelewów od pracujących za granicą członków rodzin. I to właśnie zła sytuacja gospodarcza zapoczątkowała zmianę systemu w kraju.
W lecie 2005 r. przez kraj przetoczyła się fala strajków pracowników sektora publicznego domagających się podwyżki płac. Oburzenie ludu wykorzystała opozycja, która wysunęła postulaty demokratyzacji kraju. Rozmowy nabrały tempa w 2006 roku, gdy po niemal 41 latach rządów umarł król Tupou IV. Następcą został jego syn George Tupou V. Nowy król, który skończył Oksford, okazał się bardziej postępowy i zmienił konstytucję. Do tej pory to król mianował premiera i parlament. Według nowych zasad mieszkańcy wybierają 17 z 26 członków parlamentu.
Największym zwycięzcą pierwszych demokratycznych wyborów jest 71-letni Akilisi Pohiva. Ten opozycyjny polityk, który już od 30 lat walczy o demokrację, zdobył ze swoją Demokratyczną Partią Przyjaznej Wyspy 12 z 17 zarezerwowanych dla obywateli miejsc w parlamencie. Pozostałe pięć dostali kandydaci niezależni. Stali się oni języczkiem u wagi. Jeśli Demokratyczna Partia Przyjaznej Wyspy stworzy rząd, najprawdopodobniej na jego czele stanie Akilisi Pohiva.
Rzecznik królewski, lord Ma’afu, w Radiu Nowa Zelandia obiecał wsparcie dla nowego rządu. – Jeżeli chcemy rozwijać się z sukcesem, potrzebujemy wsparcia od rodziny królewskiej – powiedział Pohiva. Gratulacje wysłały już USA.