Anna Słojewska z Brukseli
Mariano Rajoy uważa, że jego krajowi należy się przewodnictwo w gremium ministrów finansów 19 państw strefy euro. Hiszpański premier jest przekonany, że taką obietnicę dostał w ubiegłym roku, gdy zapadały decyzje o podziale najważniejszych stanowisk w UE.
Szefem Komisji został Luksemburczyk, Rady – Polak, Parlamentu – ponownie Niemiec, a szefową unijnej dyplomacji – Włoszka. Na żadnym etapie negocjacji nie było hiszpańskiego kandydata, bo Madryt uznał, że dostanie stanowisko szefa eurogrupy, które formalnie zwalnia się w przyszłym miesiącu. Kandydatem jest minister finansów Luis de Guindos, a gwarantem powodzenia niemiecka kanclerz Angela Merkel. W sierpniu 2014 roku w czasie wizyty w Hiszpanii powiedziała publicznie: „Popieramy kandydaturę pana de Guindosa".
Ale rozgrywka nie będzie łatwa. Bo obecny szef eurogrupy Jeroen Dijsselbloem nie rezygnuje z walki o kolejną kadencję. Podobnie jak de Guindos jeździ po europejskich stolicach i zabiega o poparcie ministrów finansów strefy euro. To oni mają zdecydować o nominacji na spotkaniu 18 czerwca w Luksemburgu.
Kadencja Jeroena Dijsselbloema upływa 21 lipca 2015 roku. Holender przez długi czas utrzymywał, że nie jest zainteresowany kolejną, ale ostatnio zmienił zdanie. Trudno znaleźć różnice w poglądach na gospodarkę obu kandydatów. Są zwolennikami ostrego kursu oszczędnościowego promowanego przez Angelę Merkel. Co prawda, Dijsselbloem jest socjaldemokratą, ale w wydaniu północnym i do tej pory twardo prowadził negocjacje z Grekami.