Wykorzystując ustawę śmieciową samorządy nowelizują regulaminy utrzymania czystości i porządku. Określenie zasad zgodnych z przepisami sprawia im jednak sporo kłopotów.
– Niektóre samorządy traktują regulaminy jak informatory, w których chciałyby zamieścić wszystko – dodaje Cezary Widomski z Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Tymczasem prawodawca w ustawie o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nie pozostawił im dowolności. Upoważnił rady do normowania szczegółowych zasad postępowania zamkniętego kręgu spraw. I radni nie mogą regulować wszystkiego, na co mają ochotę. Nad prawodawczą swawolą lokalnych polityków na szczęście czuwają wojewodowie w trybie sprawowanego nadzoru i uchylają bezpodstawne zasady.
Kompost do rejestru
Ustawa o czystości pozwala właścicielom nieruchomości na urządzanie kompostowników na własnym terenie. Część lubuskich gmin nakazała jednak rejestrować kompostowniki bądź w gminie, bądź w związku międzygminnym. Rada Gminy Rybczewice w lubelskim stwierdziła natomiast, że kompostowniki mają „zapewnić prawidłowy proces kompostowania odpadów w warunkach tlenowych w okresie całego roku".
Wojewoda małopolski uchylił też zakaz wrzucania do pojemników odpadów mogących uszkodzić pojazd odbierający śmieci. Uznał, że nie ma on oparcia w prawie.
Psy pod kontrolą
Polem minowym są normy dotyczące zwierząt. Radni Bolesławca doszli do wniosku, że jedyny sposób, aby przemówić do rozsądku mieszkańcom trzymającym w kamienicach po kilka psów i kotów, to wprowadzenie limitów.
Zabronili trzymania w budynkach wielorodzinnych więcej niż po dwa psy i dwa koty. Zakaz nie wszedł w życie, bo organ nadzoru wytknął, że rada gminy nie ma takiego prawa. Nie jest też uprawniona do wskazywania miejsc, gdzie nie wolno wpuszczać psów, np. placów zabaw, kąpielisk.
Radni z Opola Lubelskiego chcieli zakazać trzymania koni i indyków w hotelach
Wojewoda małopolski podkreślił: „Pies jako istota żywa, zdolna do odczuwania cierpienia, winna mieć możliwość zaspokajania swoich podstawowych potrzeb, np. korzystania z terenów zielonych".
Jolanta Żurek-Wójcik z małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego podkreśla, że art. 4 ustawy o utrzymaniu czystości wyraźnie wskazuje, w jakim kierunku powinny podążać lokalne regulacje.
– Gminy mogą nakładać na osoby trzymające w domu zwierzęta obowiązki, które mają na celu ochronę przed zagrożeniem lub uciążliwością dla ludzi i przed zanieczyszczeniem terenów przeznaczonych do wspólnego użytku – mówi Jolanta Żurek-Wójcik.
Dziwne obostrzenie pojawiło się w kilkudziesięciu gminach zachodniej i północnej Polski. Samorządy postanowiły, że na uwięzi oraz z nałożonym kagańcem trzeba wyprowadzać psa, który ma ponad 30 cm wysokości liczonej od początku przednich łap do punktu na łopatce. Prawnicy wojewody warmińsko-mazurskiego zauważyli, że z realizacją nakazu może być kłopot. Choćby w czasie mierzenia psa. Ponadto to „kaganiec ma zabezpieczyć przed pogryzieniem, które zaś nie jest zależne od wielkości psa".
Samorządowcy z Gorlic nałożyli na właścicieli czworonogów obowiązek reagowania w razie zakłócenia ciszy nocnej przez szczekanie. Nie wyjaśnili jednak, na czym polegać ma ta reakcja. Przepis byłby więc martwy. A to ma szczególne znaczenie w kontekście art. 10 ust. 2 ustawy o utrzymaniu czystości. Zgodnie z nim ten, kto nie wykonuje postanowień regulaminu, podlega karze grzywny.
Uprzątanie zanieczyszczeń ustawodawca ograniczył do części nieruchomości służących do użytku publicznego. Radni zaś nakazują np. strącać sople z całego dachu, usuwać ze ścian budynków i ogrodzeń wszelkie ogłoszenia, systematycznie kosić trawę i usuwać chwasty.
– Wchodzą czasami niepotrzebnie w regulowanie spraw, które takiej regulacji nie wymagają – mówi Krzysztof Nowak ze śląskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Przerzucają też na obywateli niektóre obowiązki, jak koszenie trawy z nasypów kolejowych, utrzymywanie czystości na przystankach i pod mostami, udrażnianie rowów melioracyjnych.
– Nałożenie takiego nakazu wymaga każdorazowo analizy, czy rów jest już częścią pasa drogowego, czy też częścią służącą nieruchomości przyległej. Gminy próbują to uprościć – mówi Jolanta Żurek-Wójcik.
Ustawodawca pozwolił także gminom na ustalenie wymagań utrzymywania zwierząt gospodarskich.
Ile koni w zagrodzie
Tu przeregulowaniem popisali się radni z Opola Lubelskiego. Uchwalili, ile i jakie zwierzęta mogą hodować właściciele domów jednorodzinnych na terenach wyłączonych: jedna osoba może mieć nie więcej niż jednego konia, dwie kozy, pięć szynszyli, pięć nutrii, dziesięć królików i dziesięć kur, kaczek, gęsi lub indyków czy perliczek. Zabronili też trzymania tych zwierząt w centrach handlowych i hotelach. W tym wypadku nadzór wojewody był niepotrzebny. Po protestach i drwinach mieszkańców sami zmienili regulamin.