Debiutowała w rywalizacji o Kryształowe Kule, mając zaledwie 15 lat. Wystartowała wówczas, jeszcze bez sukcesu, w slalomie gigancie w Szpindlerowym Młynie. Po prawie 12 latach na tym samym stoku nieopodal czesko–polskiej granicy wygrała w minioną sobotę kolejny tej zimy slalom specjalny. Była najszybsza w obu przejazdach. To było jej 85. zwycięstwo w Pucharze Świata.

Wszyscy wiedzieli, co oznaczało – do wyrównania niesłychanego rekordu Szweda Ingemara Stenmarka z lat 70. i 80. ubiegłego wieku został Mikaeli tylko jeden triumf. Mogła świętować to osiągnięcie w niedzielę, ale w kolejnym slalomie, choć prowadziła zdecydowanie po pierwszym przejeździe, to po drugim trochę niespodziewanie o 0,06 s lepsza była Niemka Lena Duerr.

Mikaela Shiffrin jako jedyna wygrywała w Pucharze Świata w sześciu konkurencjach: slalomie, slalomie równoległym, gigancie, supergigancie, zjeździe i kombinacji. Jest dwukrotną mistrzynią olimpijską i sześciokrotną mistrzynią świata, ma już na półce cztery wielkie kryształy za zdobycie Pucharu Świata (plus osiem małych za wygrane klasyfikacje slalomu, giganta i supergiganta).

Może dlatego bardzo spokojnie przyjęła odroczenie fety przynajmniej o pięć tygodni.

– Moja jazda na nartach poprawiła się w ciągu ostatnich lat. Być może jestem lepszą narciarką niż kiedykolwiek w życiu – rzekła dziennikarzom za metą.

Mówiła prawdę, trudno zaprzeczyć. Wróciła do wygrywania w tempie podobnym do tego z fantastycznej zimy 2018/2019, gdy zwyciężała 17 razy. Tej zimy była najlepsza 11 razy w 23 startach, po drodze padł więc rekord pucharowych zwycięstw kobiecych, który dzierżyła rodaczka Lindsey Vonn (82 sukcesy w zawodach Pucharu Świata).

Wyjazd do Szpindlerowego Młyna przyniósł Shiffrin kolejny ważny wpis w statystykach – w niedzielę zyskała w klasyfikacji slalomowej Pucharu Świata taką przewagę, że żadna rywalka już nie odbierze jej małej Kryształowej Kuli w tej specjalności.

Najgroźniejsza – Szwajcarka Wendy Holdener – nie zakwalifikowała się do drugiego przejazdu, więc Shiffrin została pierwszą kobietą, która siedem razy zostanie najlepszą slalomistką świata. Wykreśliła osiągnięcia Szwajcarki Vreni Schneider z lat 80. i 90. (sześć małych kryształów za slalom). Jednak coś jeszcze pozostaje Mikaeli do zrobienia: Vonn ma w domu aż osiem kryształów za wygrane w zjeździe.

Dla patrzących z zachwytem na popisy amerykańskiej dziewczyny najważniejszym potwierdzeniem jej talentu będzie jednak wyrównanie i pobicie rekordu Stenmarka. Następna okazja pojawi się na początku marca, po zaplanowanych od 6 do 19 lutego mistrzostwach świata w Courchevel/Méribel (Francja), gdyż rywalizacja o złote, srebrne i brązowe śnieżynki Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) nie jest wliczana do klasyfikacji Pucharu Świata.

– Nie mam w kwestii rekordów żadnych oczekiwań. Spróbuję wygrać jak najwięcej, ale przede wszystkim będę jak zwykle cieszyć się jazdą na nartach, pamiętając, że z porażek też można się czegoś nauczyć – powiedziała skromnie Shiffrin w Szpindlerowym Młynie.

Warto jednak patrzeć, co stanie się po MŚ, zwłaszcza 10 i 11 marca, podczas kobiecych konkurencji technicznych w Are w Szwecji. Jeśli wtedy Shiffrin się nie uda, zostaną jeszcze finały zawodów pucharowych (15–19 marca w Soldeu w Andorze).

Chociaż Mikaela stanowczo odsuwa od siebie myśl o tym, że wkrótce może poprawić najstarszy rekord alpejskiego świata, to nie uciszy głosów tych, którzy twierdzą, że wyznacza nowe granice doskonałości.