Gdy 4 listopada piłkarze Lecha Poznań i Manchesteru City wyjdą na murawę stadionu miejskiego, w odległym o 700 metrów bloku mieszkalnym ma zostać włączony sejsmograf. Po co? By sprawdzić, czy się nie powtórzy historia z poprzedniego meczu Lecha w Lidze Europejskiej.
– Chwilami drżały szyby, naczynia, doniczki z kwiatami, wibrowały fotele – opowiadają mieszkańcy dziesięciopiętrowego bloku przy ul. Olszynka w poznańskiej dzielnicy Grunwald. Z okien budynków na tym osiedlu widać nowy stadion. W ubiegły czwartek piłkarze Lecha rozegrali na nim swój pierwszy mecz. Stawką spotkania z zespołem Red Bull Salzburg były punkty Ligi Europejskiej. Na trybunach zasiadło przeszło 41 tys. kibiców.
Czy to ich ogłuszający doping sprawił, że zadrżały ściany wieżowca? – Alarm wszczęli mieszkańcy jednego bloku, mieszkańcy sąsiednich podczas meczu na drgania się nie skarżyli – mówi Paweł Łukaszewski, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego. – W dodatku wibracje zostały odnotowane tylko w niektórych mieszkaniach.
Gdy sprawę opisały lokalne media, o drganiach zaczęli mówić także mieszkańcy kolejnego wieżowca.
– Nigdy wcześniej tego typu sygnałów nie było. Na pewno nie należy ich lekceważyć – podkreśla Jacek Schulz, kierownik osiedla Raszyn.
Do takich samych wniosków doszedł inspektor nadzoru budowlanego. O zbadanie drgań poprosił spółkę Euro Poznań 2012, która prowadziła budowę stadionu.
– Z przepisów wynika, że taki obiekt może stać już 25 metrów od pierwszych budynków mieszkalnych. Niezależnie od tego ekspertyzę wykonamy – zapowiada reprezentująca spółkę Joanna Janowicz-Strzyżewska.
Inspektor nadzoru budowlanego uspokaja. – Nie wiemy, co i dlaczego wywołało drgania, czy spowodowała je skumulowana fala dźwięku, czy może rozchodziły się przez grunt. Nie wydaje się jednak, aby budynek był zagrożony. Nie ma na nim zarysowań czy pęknięć. Ale wolimy dmuchać na zimne – podsumowuje Łukaszewski.