Reklama

Dr Mateusz Kłagisz: Iran z okresu monarchii też był krajem niesprawiedliwym

Wyraźnie widać, że Irańczycy, którzy protestują, nie mają już wiary w to, że Republika Islamska jest w stanie dokonać korekty swojej polityki. Ci ludzie odrzucają projekt Republiki Islamskiej, ale nie mówią, co w zamian. I to jest duży problem Iranu jako takiego – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą” dr Mateusz Kłagisz z Katedry Iranistyki Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Publikacja: 16.01.2026 04:00

Funkcjonariusze irańskich służb bezpieczeństwa

Funkcjonariusze irańskich służb bezpieczeństwa

Foto: REUTERS

„Rzeczpospolita”: W wywiadzie dla agencji Reutera Donald Trump powiedział o Rezie Pahlawim, synu obalonego szacha Iranu, że to „miły facet”, ale dodał, że nie jest pewien, czy Pahlawi ma poparcie w Iranie.

Dr Mateusz Kłagisz: Byłem w Iranie kilkukrotnie, spotkałem tylko raz zagorzałego monarchistę. Wydaje mi się, że Reza Pahlawi ma trochę większe poparcie poza Iranem niż w samym kraju, chociaż sytuacja może dzisiaj wyglądać troszeczkę inaczej, wziąwszy pod uwagę, że pojawiają się jakieś hasła odwołujące się do wielkości dynastii Pahlawich, zwłaszcza Rezy Pahlawiego (ojca obalonego szacha – red.). Takie hasła pojawiały się zresztą już podczas protestów po śmierci Mahsy Amini w 2022 roku Natomiast drugi Reza Pahlawi to nie jest jakaś szczególnie atrakcyjna postać, przynajmniej dla części społeczeństwa irańskiego. On jest sześćdziesięciokilkuletnim panem, który wjechał z Iranu jako dziewiętnastolatek. Teoretycznie jakiś czas temu próbował budować koalicję różnych ugrupowań opozycyjnych względem Republiki Islamskiej, ale stworzona przez niego Irańska Rada Narodowa to mało aktywna, bardzo zróżnicowana wewnętrznie organizacja skupiająca kilkadziesiąt mało znaczących frakcji i organizacji oraz stowarzyszeń, które właściwie łączy tylko to, że są przeciw Republice Islamskiej. Więc zainstalowanie Rezy Pahlawiego w Teheranie przez Amerykanów to nie jest najlepsze rozwiązanie i wydaje mi się, że Donald Trump mówiąc o nim, ma akurat dosyć dużo racji. Być może ktoś mu dobrze podpowiedział, że to nie jest koń, na którego warto w tym momencie stawiać. Zresztą sam Reza Pahlawi nie wypowiadał się w takim tonie, że chciałby restytuować w Iranie monarchię.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Irański pisarz: Upadek reżimu ajatollahów jest bardzo blisko

Sygnalizował, że mógłby stanąć na czele władz tymczasowych po ewentualnym upadku reżimu.

Oczywiście czasami różnie bywa z władzami tymczasowymi. Natomiast nie jest to postać na tyle atrakcyjna, żeby wokół niej zgromadziły się jakieś rzesze Irańczyków. Trzeba też wyraźnie podkreślić, że w czasie trwających protestów trudno powiedzieć, jaki jest program polityczny ludzi, którzy teraz wychodzą na ulicę.

Dynastia Pahlawich nie ma długiej historii – to dynastia złożona z ojca i jego następcy, syna, który został obalony w czasie Rewolucji Islamskiej. Czy Irańczycy mogą w ogóle tęsknić za dynastią, której rządy nie były wcale czasem wolności?

W całej historii Iranu właściwie lata 1941-1953 można uznać za okres względnej wolności politycznej. Z monarchią Pahlawich jest bardzo duży problem. Z jednej strony ona jest odmalowywana w bardzo czarnych barwach, jako monarchia autorytarna, apodyktyczna, która zwalcza przeciwników politycznych. Musimy mieć jednak na względzie również to, że zdecydowana większość współczesnego społeczeństwa irańskiego nie zna monarchii pahlawijskiej, ponieważ nie żyli w jej czasach. To są ludzie, którzy się urodzili już po rewolucji, po wojnie iracko-irańskiej (z lat 1980-1988). Dla nich Iran okresu Pahlawich to jest pewnego rodzaju mit. I albo jest to mit deprecjonowany – Republika Islamska odrzuca to wszystko, co zostało wypaczone w czasie monarchii Pahlawich, albo mit kraju wolności, swobód.

Ten mit funkcjonuje też chyba trochę na Zachodzie, gdzie często publikowane są zdjęcia z Iranu Mohammada Rezy Pahlawiego, na których widać Iranki ubrane po europejsku jako symbol tamtych czasów.

Tak, pod tym względem była względna wolność, ograniczana ewentualnie przez rodzinę. Ale to nie jest tak, że ten Iran lat 60. czy 70. to była kraina mlekiem i miodem płynąca. Oczywiście, w pewnym momencie doszło do ogromnego skoku ekonomicznego, boom ekonomiczny napędzany głównie wysokimi zyskami ze sprzedaży ropy naftowej. Ale bogactwo nie było równomiernie i sprawiedliwie dzielone w obrębie społeczeństwa. Była klasa rządząca, elita związana z dworem, klasa polityczna, która czerpała z tego niebotyczne zyski, a równocześnie mieliśmy całą masę ludzi składających się na lumpenproletariat, który ostatecznie doprowadził do upadku monarchii. Jeśli pojawia się sentyment za tymi czasami, to jest on przefiltrowany przez bardzo ułomną jednak ludzką pamięć, dlatego wielu Irańczykom te czasy jawią się jako ostoja względnej wolności. Ale Iran z okresu monarchii też był krajem niesprawiedliwym.

Reklama
Reklama

Czy Irańczycy mają możliwość stworzenia takiego systemu demokratycznego? Jako społeczeństwo jak najbardziej tak.

Dr Mateusz Kłagisz z Katedry Iranistyki Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego

Z tego zresztą powodu doszło do rewolucji.

Oczywiście. Ale ponieważ znaczna część społeczeństwa irańskiego nie żyła w tamtych czasach, więc niekoniecznie dostrzega jego ciemne strony. W dużym stopniu wynika to także z dosyć natarczywej propagandy Republiki Islamskiej, która kreśli tamte czasy w jak najczarniejszych barwach. Więc jeśli ktoś sprzeciwia się Republice Islamskiej, która tak bardzo stara się obrzydzić czasy Pahlawich, to znaczy, że coś tu musi być na rzeczy i należy to odczytywać w odwrotny sposób niż próbuje to przedstawiać propaganda.

Załóżmy hipotetycznie, że reżim w Teheranie by upadł. Jeśli Irańczycy nie zdecydowaliby się na powrót monarchii, to czy mogliby pójść w stronę demokracji?

Dobre pytanie. Republika Islamska, czyli ta trzecia droga, która się pojawia w pewnym momencie, to jest zupełnie naturalny efekt tego wszystkiego, co działo się w Iranie w XX wieku, poczynając od rewolucji konstytucyjnej na początku tego stulecia. Ja jeszcze jakiś czas temu skłaniałem się ku poglądowi, że Republika Islamska posiada wewnętrzny mechanizm, który na pewnym etapie pozwoli jej dokonać jakiejś autokorekty. Innymi słowy, że wejdzie w okres jakiejś głasnosti czy pierestrojki w wydaniu irańskim, który ten system jakoś uratuje. W tym momencie wyraźnie widać, że Irańczycy, którzy protestują, nie mają już wiary w to, że Republika Islamska jest w stanie dokonać korekty swojej polityki. Ci ludzie odrzucają projekt Republiki Islamskiej, ale nie mówią, co w zamian. I to jest duży problem Iranu jako takiego. Jeśli miałby być to system republikański, to zapewne protestującym chodzi o to, żeby był to system demokratyczny. System sprawiedliwy i system uczciwy. Taki system, który nie represjonuje swoich obywateli, tylko za to, że przedstawiają inne poglądy na bieżące sprawy, nie zgadzają się z rządzącymi. System, który nie byłby systemem represyjnym. Czy Irańczycy mają możliwość stworzenia takiego systemu demokratycznego? Jako społeczeństwo jak najbardziej tak. Mają na poziomie lokalnym struktury wypracowane przez wiele wieków, które są dobrymi zaczątkami społeczeństwa obywatelskiego. Pozwalają organizować się na poziomie lokalnym. Natomiast w system irański wmontowane jest stałe napięcie między poziomem lokalnym, miastem, wsią, a centrum, które zawsze stara się narzucić swoją władzę zwierzchnią i swój model polityczny strukturom lokalnym.

Czytaj więcej

Iran rozmawia z sojusznikami USA. Prosi i grozi

O to, czego chcą Irańczycy, musimy tak naprawdę zapytać ich. Wracając do Donalda Trumpa – takie zapowiedzi, nawoływania do tego, co mają robić Irańczycy, czego mają nie robić, można źle odbierać. Część Irańczyków odbiera to zapewne jako ingerencję w sprawy własnego kraju. A Irańczycy mają złe doświadczenia kolonialne, a także doświadczenia amerykańskiej ingerencji w czasach Pahlawich.

Czy to oznacza, że słuszne są obawy wyrażane przez część przedstawicieli administracji USA, ale też przez Izrael, że operacja militarna USA przeciw Iranowi nie pomogłaby protestującym, ponieważ doprowadziłaby do zjednoczenia Irańczyków wokół władz?

Oczywiście. W przypadku zagrożenia zewnętrznego Irańczycy potrafią się zjednoczyć. Zresztą interwencja z zewnątrz dobitnie pokazałaby to, o czym krzyczy nieustannie propaganda irańska, że ci, którzy protestują, to ludzie na garnuszku Stanów Zjednoczonych i Izraela, którzy sprzedali swoją ojczyznę za dolary. Jakakolwiek ingerencja ze strony amerykańskiej czy izraelskiej byłaby gwoździem do trumny dla ruchów demokratycznych w Iranie. Przykładem tego, że Irańczycy potrafią się zjednoczyć jest dwunastodniowa wojna izraelsko-irańska, kiedy na ulice wyszło bardzo wielu ludzi, niekoniecznie zwolenników Republiki Islamskiej, którzy stanęli w obronie swojego kraju.

Reklama
Reklama

Czy to, co dzieje się dziś na ulicach irańskich miast to już rewolucja? Protesty wybuchły na tle postulatów ekonomicznych.

Ale w tym momencie kwestie ekonomiczne, społeczne, kulturowe czy polityczne, one się ze sobą mieszają. Iran buzuje protestami od bardzo, bardzo dawna. Kwestie ekonomiczne wynikają z nieudolności systemu politycznego, który nie zarządza majątkiem państwowym. Bardzo poważnym problemem w Iranie jest korupcja. To jest system, w którym Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej stworzył de facto państwo w państwie, obsadził intratne sektory gospodarcze, czerpie z nich poważne zyski, natomiast sankcje, problemy ekonomiczne kraju aż tak go nie dotykają, jak zwykłego obywatela. To jest system, który właściwie doprowadził do katastrofy ekologicznej, wyzyskując nadmiernie skąpe zasoby wody pitnej. To jest system, który nie radzi sobie z dostawami prądu, gazu, czyli podstawowych produktów, które na początku Republika Islamska rzeczywiście, przyjmując różnego rodzaju programy po cesarstwie irańskim, zapewniała i z czego była dumna. Równocześnie to jest system, który całą masę pieniędzy przeznaczył na projekty w Libanie, w Palestynie, Jemenie czy Syrii – finansując je kosztem własnych obywateli. I taki zarzut też pojawia się po stronie protestujących. Oczywiście dla władzy w Teheranie to było budowanie sobie zaplecza politycznego na Bliskim Wschodzie. Ale dokonywało się to kosztem społeczeństwa irańskiego.

Iran

Iran

Foto: PAP

To wszystko wskazuje, że mamy sytuację rewolucyjną. Ale czy to już rewolucja?

Powiem tak: rewolucja lat 1978-1979 została nazwana rewolucją dopiero gdy się skończyła. Wcześniej nazywano to ruchem. Żeby nazwać coś rewolucją, musi dokonać się poważna zmiana. A jak na razie nie widać tej zmiany, poza tym, że system bardzo mocno walczy o przetrwanie, tak jak część społeczeństwa walczy o jego usunięcie. Aby doszło do rewolucji potrzeba by kilku czynników, choćby tego, co stało się w latach 1978-1979, czyli strajków generalnych paraliżujących funkcjonowanie państwa. Albo dezercji. Na ulice wychodzi dziś głównie Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej, a nie wojsko. To formacja zideologizowana, nastawiona na to, by bronić zdobyczy rewolucji. Jeśli tam zaczęłyby pojawiać się jakieś pęknięcia i dezercje, to mówilibyśmy o innej dynamice. Ale na razie tego nie widać. I wydaje mi się, że jeszcze przez długi czas nie będzie tego widać.

Czytaj więcej

Donald Trump do Irańczyków: Przejmujcie instytucje. Mordercy zapłacą

W odróżnieniu od lat 1978-1979 nie widać też wyraźnego lidera, którym był wówczas ajatollah Chomeini.

Tak, był wyraźny lider, chociaż tych liderów było zdecydowanie więcej. Był też wyraźny sznyt ideologiczny, byli intelektualiści, którzy swoimi pracami dawali paliwo intelektualne, np. Ali Szari’ati.

Reklama
Reklama

Pokazywali, że chodzi o coś więcej niż przejęcie władzy.

Tak, to była kwestia odzyskiwania tożsamości. Dzisiaj tego nie ma. Przynajmniej ja tego aż tak wyraźnie nie dostrzegam.

Egzaminem będzie moment śmierci obecnego najwyższego przywódcy, Alego Chamenejego. Zobaczymy w którą stronę to pójdzie. Patrząc w szerszej perspektywie czasowej i historycznej wydaje się, że system powoli ewoluuje w stronę dyktatury wojskowej.

Dr Mateusz Kłagisz z Katedry Iranistyki Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego

Na Zachodzie oprócz Rezy Pahlawiego nie słyszymy o żadnych potencjalnych liderach opozycji wobec władz w Teheranie.

Republice Islamskiej udało się stworzyć bardzo dobry aparat represji i do tej pory była w stanie zdusić w zarodku osobowości, które mogłyby takimi liderami opozycji się stać, zamykając ich w więzieniach, czy w aresztach domowych. Mówię tutaj zarówno o osobach świeckich, jak i o duchownych, bo nie wszyscy duchowni są zwolennikami obecnego systemu ideologicznego.

Reasumując, wygląda na to, że system trzeszczy, ale jeszcze trochę będzie trzeszczał.

System trzeszczy od dłuższego czasu i dokonuje się w nim wyraźna ewolucja. Widzimy wyraźny skręt w stronę takiej dyktatury wojskowej, dla której islamskość jest tylko takim elementem fasadowym. System polityczny został skrojony przez Chomejniego trochę pod niego samego. Po jego śmierci musiały się dokonać i dokonują się różnego rodzaju przetasowania. Tak naprawdę takim egzaminem będzie moment śmierci obecnego najwyższego przywódcy, Alego Chamenejego. Zobaczymy w którą stronę to pójdzie. Patrząc w szerszej perspektywie czasowej i historycznej, wydaje się, że system powoli ewoluuje w stronę dyktatury wojskowej.

Społeczeństwo
Korea Płd.: W XXI wieku „zniknęło” niemal 58 proc. uczniów I klas szkół podstawowych
Społeczeństwo
Iran – rewolta inna niż zwykle
Społeczeństwo
Znowu szok w Minneapolis. Jak daleko mogą się posunąć służby imigracyjne Trumpa
Społeczeństwo
Afera o oficjalne zdjęcia małżonki Beniamina Netanjahu. „Coś jest na nich nie tak”
Społeczeństwo
W Iranie rośnie liczba zabitych, władze ostrzegają USA, ale szukają dróg ucieczki
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama