Reklama

Irański pisarz: Upadek reżimu ajatollahów jest bardzo blisko

Po raz pierwszy Irańczycy mają prawdziwego lidera, Rezę Pahlawiego, syna ostatniego szacha. Blisko jest nowy Iran, oparty na zasadach wolności i prawach człowieka – mówi Huszang Asadi, irański pisarz, emigrant, były więzień polityczny.

Publikacja: 14.01.2026 04:30

Antyrządowa manifestacja w Teheranie, 9 stycznia 2026 r.

Antyrządowa manifestacja w Teheranie, 9 stycznia 2026 r.

Foto: AFP

Obserwuje pan z Paryża wydarzenia w ojczyźnie. Czy zapowiada się upadek reżimu ajatollahów?

Jesteśmy bardzo, bardzo blisko tego upadku. Większość Irańczyków walczy przeciwko rządowi. Nienawidzą Chamaneiego, nienawidzą reżimu, nienawidzą rządu. Próbują zrobić wszystko, by się skończyło tak szybko, jak to możliwe. 

Reklama
Reklama

Tyle już było protestów, od lat setki tysięcy Irańczyków wychodziły na ulice. Dlaczego tym razem miałyby być skuteczne? Dlaczego właśnie teraz upadek reżimu wydaje się panu możliwy?

Bo po raz pierwszy Irańczycy mają nowego prawdziwego lidera, Rezę Pahlawiego, syna ostatniego szacha. Większość widzi w nim przywódcę, wykrzykują jego imię, pokazują, że ma poparcie. Co noc w Teheranie masy ludzi protestują, krzycząc „Precz z Chameneim, precz z reżimem!” i wzywają Rezę Pahlawiego, by wrócił do Iranu.

Czyli mamy lidera, mamy organizację, mamy wreszcie wiele milionów ludzi na ulicach w kraju. Koniec reżimu jest bardzo blisko. Blisko jest nowy Iran, oparty na zasadach wolności i prawach człowieka.

Co wyprowadziło ludzi na ulicę – polityka czy dramatyczna sytuacja ekonomiczna?

Co jest najważniejsze? Powody są i ekonomiczne, i polityczne. Ta władza nie pozwala ludziom, by byli wolni. Do tego dochodzi bardzo zła sytuacja gospodarcza. Mamy do czynienia z wielką rewolucją. 

Czytaj więcej

Iran – rewolta inna niż zwykle
Reklama
Reklama

Mówi pan z entuzjazmem o synu ostatniego szacha, a przecież był pan więźniem politycznym, gdy jego ojciec Mohamed Reza Pahlawi władał Iranem.

To było tak dawno. Jego syn, Reza Pahlawi, jest demokratą i bardzo miłym człowiekiem. Studiował na Zachodzie, wierzy w demokrację i prawa człowieka. I większość młodych Irańczyków go kocha i czeka na niego. Nie mam problemu z tym, co było pół wieku temu. Zapominamy o historii, żyjemy teraz. 

Gdy dzieliliśmy celę w więzieniu, Ali Chamenei był dobrym człowiekiem, teraz jest okropnym dyktatorem.

Za szacha siedział pan w jednej celi z Alim Chameneim, obecnie najwyższym przywódcą Islamskiej Republiki Iranu. Bardzo się zmienił?

Gdy dzieliliśmy celę w więzieniu, był dobrym człowiekiem, teraz jest okropnym dyktatorem. Zabija ludzi, w tym młode kobiety. Kiedyś był dobry, bo siedział w więzieniu. Poza tym duchowni z tamtych czasów byli inni niż dzisiejszy kler. Po rewolucji islamskiej obaj zostaliśmy uwolnieni, spotykałem się z nim wielokrotnie do czasu, aż został prezydentem. Wtedy przyszli po mnie jego funkcjonariusze i mnie aresztowali. Podobnie jak wielu innych ludzi, którzy chcieli wolności i praw człowieka. Wraz z poszerzaniem władzy Chamenei krok po kroku stawał się coraz bardziej fundamentalistą szyickim. Aż stał się symbolem zła.

Wróćmy jeszcze do tych odległych czasów, gdy dzielił pan z Chameneim los więźnia politycznego. Rozmawialiście, wspieraliście się…

Chamenei był namiętnym palaczem, a ja nigdy w życiu nie paliłem. Więźniowi przysługiwał jeden papieros dziennie, oddawałem mu swój, miał dzięki temu dwa, co go uszczęśliwiało. Rozmawialiśmy o irańskiej i zachodniej literaturze, opowiadałem mu o pisarzach i poetach. Lubiłem sobie żartować. Część żartów była o seksie, na co on reagował zawsze tak samo: „proszę, nie opowiadaj tego”, a ja się śmiałem i je powtarzałem. Denerwowałem go także śpiewając piosenki. Wtedy byliśmy równi.

Pan był więźniem i za szacha, i za władzy ajatollahów. Kilka lat temu mówił mi pan, że więzienia za monarchii w porównaniu z więzieniami, które prowadzi reżim Republiki Islamskiej, były jak hotele. To nie przesada?

Powtórzę: władza szacha była dużo lepsza, niż to, co nastało po niej. Republika Islamska to piekło, morduje się tam ludzi. Nie ma żadnej wolności, ludzie nie mogą robić tego, co kochają. 

Czytaj więcej

Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Reklama
Reklama

Teraz pokłada pan nadzieję w synu szacha, ale jako młody człowiek był pan komunistą. Jaką rolę odgrywa teraz irańska lewica? Miałaby polityczne szanse, gdyby reżim ajatollahów upadł?

Nie ma żadnych szans dla lewicowców w Iranie. Historia lewicy się tam skończyła, bardzo niewielu ludzi ma takie poglądy, nic nie mogą zrobić. Przed rewolucją z 1979 r. lewica była silna, istniały dwie duże partie i przede wszystkim wielu młodych ludzi wierzyło w lewicowe hasła. Ale to się zmieniło, zmienił się kraj, zmienili się Irańczycy, przede wszystkim młodzi. Oni wierzą w demokrację i prawa człowieka, chcą być wolni.

Jest jeszcze jeden polityczny gracz, lewicowo-islamistyczny. Kiedyś nazywali się Mudżahedinami Ludowymi, teraz występują jako Narodowa Rada Irańskiego Oporu. Czy oni mają szansę? Czy mogliby wesprzeć Rezę Pahlawiego? 

Nie, nie poprą go, sami chcieliby przejąć władzę. Sami od lat mają już marzącą o tym przywódczynię Marjam Radżawi. Ale Irańczycy ich nie kochają, bo oni [w latach 80. w czasie wojny iracko-irańskiej] przeszli na stronę reżimu irackiego, wystąpili przeciw swojemu narodowi i zabijali irańskich żołnierzy. Nic teraz nie ugrają. 

To może reformatorzy z kręgów rządowych mogą odegrać jakąś rolę? Na przykład prezydent Masud Pezeszkian

Nie, bo wszyscy reformatorzy są związani z reżimem. Ludzie na ulicach przeklinają Republikę Islamską we wszystkich jej odsłonach, niezależnie od nazw i nazwisk. Jedynym rozwiązaniem jest Reza Pahlawi jako prezydent. Po upadku tego skorumpowanego reżimu muszą być wolne wybory, konieczne są nowe reguły funkcjonowania naszego państwa.

Jaką politykę miałby prowadzić ten nowy Iran? 

Marzę o polityce opartej na demokracji i prawach człowieka. Trzeba wymienić wszystkich, którzy są u władzy. Marzę, że przyszły Iran będzie państwem takim jak Francja czy Wielka Brytania. Nowoczesnym, wolnym. 

Donald Trump grozi reżimowi ajatollahów atakiem. Jak Irańczycy odnoszą się do potencjalnej interwencji zagranicznej? I do Ameryki, którą władze postrzegają jako największe zło?

Jedynym państwem na Bliskim Wschodzie, w którym większość ludzi pozytywnie postrzega Amerykę, jest Iran. Młodzi Irańczycy chcą wyjeżdżać do Stanów Zjednoczonych. Osiem milionów Irańczyków mieszka teraz poza krajem, większość z nich w USA i Europie. Oni czekają na to, że Trump im pomoże, wystąpi przeciw reżimowi.  

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jerzy Haszczyński: Trump kontra Iran. Król NATO zrobi wszystko dla Izraela

Przecież Ameryka Trumpa toczyła w czerwcu zeszłego roku wojnę przeciw Iranowi, przyłączyła się do izraelskich ataków. To nie jest problem?

Nie. Trump nie atakował Iranu, lecz Islamską Republikę Iranu, a jej rząd nie jest nasz. Reżim chciał wyprodukować bombę atomową i zniszczyć świat. Dlatego Trump go zaatakował. 

Zmuszono nas do opuszczenia kraju, a Iran to nasza ojczyzna, nasz dom. Jesteśmy gotowi wrócić tak szybko, jak to tylko będzie możliwe.

Jeżeli reżim upadnie, wróci pan do Iranu?

Oczywiście. Nie tylko ja, ale większość irańskich intelektualistów, przedstawicieli elit, którzy żyją na emigracji. Zmuszono nas do opuszczenia kraju, a Iran to nasza ojczyzna, nasz dom. Jesteśmy gotowi wrócić tak szybko, jak to tylko będzie możliwe. 

Sądzi pan, że po obaleniu władz sprawiedliwość dosięgnie pana prześladowców, w tym brata Hamida, opisanego w książce „Listy do mojego oprawcy. Miłość, rewolucja i irańskie więzienie”. Jeżeli on żyje?

Niestety, żyje. Oprawcami, jak Hamid, powinien się zająć międzynarodowy trybunał. I zdecydować o ich losie.

Reklama
Reklama

A jaki los powinien spotkać ajatollaha Chameneiego, pana dawnego kolegę z celi?

Dla niego też jest miejsce przed międzynarodowym trybunałem, takim jak w Norymberdze. Bo jest dyktatorem, popełniającym zbrodnie przeciw ludzkości. Ale myślę, że powinien mieć w sobie tyle odwagi, by sam się zabić.

Czy to możliwe, żeby najważniejszy duchowny popełnił samobójstwo?

Jeśli jest odważny, to tak, ale ludzie mówią, że nie jest.

Huszang Asadi

Pisarz irański. Urodzony w 1950 roku w Teheranie. Przed rewolucją islamską był dziennikarzem największego dziennika „Kejhan". I młodym działaczem komunistycznym. Po raz pierwszy trafił do więzienia w czasach szacha. Kilka lat po obaleniu monarchy wrócił do więzienia pod zarzutem szpiegostwa na rzecz ZSRR i jednocześnie Wielkiej Brytanii. Skazany na karę śmierci przez powieszenie, potem zmienioną na 15 lat pozbawienia wolności. Wyszedł z więzienia po sześciu latach. Od prawie ćwierćwiecza jest emigrantem, mieszka w Paryżu. Autor książki „Listy do mojego oprawcy. Miłość, rewolucja i irańskie więzienie" (na polski przetłumaczyła Agnieszka Nowakowska)

Polityka
Donald Trump znów grozi Iranowi. Izrael apeluje, by opóźnić atak
Polityka
Paweł Łatuszka: Chcemy okrągłego stołu na Białorusi
Polityka
Donald Trump do Irańczyków: Przejmujcie instytucje. Mordercy zapłacą
Polityka
Korea Południowa: Były prezydent zostanie skazany na śmierć? Chce tego prokuratura
Polityka
Mieści się w plecaku. Czy wywołuje syndrom hawański? Pentagon testuje tajemnicze urządzenie
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama