Przepisy o dłuższym, bo rocznym, urlopie macierzyńskim mają wejść w życie 1 września (zakończyły się właśnie konsultacje społeczne projektu). Obejmą kobiety, które urodzą po tej dacie, oraz te, które w momencie wejścia w życie nowych przepisów będą już na macierzyńskim.

Oznacza to, że aby załapać się na dłuższy urlop, trzeba urodzić po 17 marca. Co z matkami z początku roku? Nie położyły uszu po sobie, lecz zabrały się do protestu.

Na Facebooku założyły profil, który polubiło już 2,5 tys. internautów. Karierę w sieci robią zwłaszcza zdjęcia brzuchów z informacją o przewidywanym terminie porodu.

Oburzone matki sporządziły też petycję do władz, którą podpisało ponad 13 tys. osób.

– Protestujemy przeciwko dotykającej nas dyskryminacji. Rozumiemy, że zawsze musi być jakiś konkretny moment wejścia w życie nowych przepisów, ale nie rozumiemy, dlaczego dzieci z tego samego rocznika będą traktowane w różny sposób – mówi „Rz" Dorota Halicka-Piszko, która spodziewa się dziecka w połowie lutego.

Zawsze ktoś protestuje

„Matki I kwartału" podkreślają, że walczą w ten sposób o równy start dla swoich dzieci.   Tłumaczą, że maluch najlepiej rozwija się wtedy, gdy jest w domu z matką. Dzieci, które przyjdą na świat w drugiej połowie roku, będą miały ten luksus dłużej. – A potem wszystkie z jednego rocznika spotkają się w jednej klasie –dodaje Halicka-Piszko.

Nie podoba im się też, że przepisy dotyczące przyznawania becikowego i ulg na dzieci (odbierające prawo do nich najlepiej zarabiającym) weszły w życie od Nowego Roku, natomiast przywileje związane z wydłużeniem urlopu – dopiero kilka miesięcy później. – Są wśród nas takie, które straciły to wsparcie finansowe, a dłuższego urlopu nie dostaną – mówi Agnieszka Niewiadomska, która urodzi za miesiąc.

Rząd na ich protesty pozostaje głuchy, bo obawia się, że rozszerzenie rocznych urlopów na cały rok za dużo kosztowałoby budżet. Rok 2013 ma być dla gospodarki wyjątkowo trudny. Gabinet Donalda Tuska, decydując się na wprowadzenie kosztownych regulacji od września, chce w ten sposób koszty nowej regulacji przerzucić na przyszły rok.

Autopromocja
PRENUMERATA 2022

Znacznie więcej o biznesie, finansach oraz prawie

Zaprenumeruj

Dla matek to nie jest argument. – Rząd jest w stanie szybko znaleźć pieniądze na ratowanie LOT i Fiata, a nie może znaleźć na dzieci – dziwi się Niewiadomska.

Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz tłumaczy, że w przypadku tych przepisów rząd i tak idzie na rękę kobietom. – Zawsze musi być określony punkt startowy dla nowych przepisów. Powiem szczerze: już przygotowując ustawę, poszliśmy bardzo daleko. Nie ustaliliśmy granicy wyłącznie dla rodziców dzieci urodzonych po 1 września, ale  ją rozszerzyliśmy – tłumaczy.

Stronę rządu w tym sporze trzyma wielu ekspertów. – Gdyby roczny urlop wprowadzić od stycznia, protestowałyby te kobiety, które urodziły w grudniu – mówi Agnieszka Chłoń-Domińczak, była wiceminister pracy.

Protest Matki I kwartału 2013 r.

Podobnego zdania jest Łukasz Hardt, ekonomista z Uniwersytetu Warszawskiego. – Zawsze ktoś jest poszkodowany i trzeba się z tym pogodzić – tłumaczy.

Innego zdania jest natomiast prof. Krystyna Iglicka, rektor Uczelni Łazarskiego. – Te kobiety mają rację. Nie można dzielić matek i dzieci na bardziej i mniej uprzywilejowane. To nie jest sposób na tworzenie spójnej polityki prorodzinnej – tłumaczy. – Wyłączanie z regulacji tych z pierwszych kilku tygodni roku to żadna oszczędność, tylko głupota.

Sprawa przegrana?

Nasi rozmówcy zauważają, że matki z początku roku nie byłyby tak rozżalone, gdyby nie to, że dziś kobieta, która w Polsce urodzi dziecko, nie może liczyć na żadną pomoc.

– Jesteśmy jednym z nielicznych krajów w Europie, w którym nie ma powszechnych zasiłków na dzieci, a miejsc w żłobkach brakuje tak wiele. Nie ma też innego wsparcia –tłumaczy Iglicka.

„Matki I kwartału" mają cały czas nadzieję, że rząd jednak pójdzie im na rękę. – Jeśli nie uda się objąć nas rocznym urlopem, to może dostaniemy chociaż kilka dodatkowych tygodni – mówi Niewiadomska.

Czy uda im się coś wywalczyć? – Wątpię. Oczywiście, dobrze, że są w stanie zjednoczyć się w Internecie i walczyć o swoje, ale nawet jeśli w sieci poprze je kilka tysięcy osób, ich siła przebicia i tak jest  mała – mówi prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.

Jego zdaniem jest tak, bo sprawa nie ma szerszego wymiaru. – Mówiąc brutalnie, skończy się razem z pierwszym kwartałem – podsumowuje Czapiński.