Reklama
Rozwiń
Reklama

Głodne dzieci bez pieniędzy

Darczyńcy fundacji „Maciuś” nie wiedzą, że ich milionowe datki trafiają do... szwajcarskiej spółki.

Publikacja: 18.03.2013 00:32

Fundacja Pomocy Dzieciom „Maciuś" z Gdyni alarmowała niedawno, że w Polsce głoduje 800 tys. dzieci. Tymczasem ze śledztwa „Rz" wynika, że z milionów złotych rocznie, jakie darczyńcy wpłacają na głodne dzieci na konto tej właśnie fundacji, w rzeczywistości na ten cel przekazywana jest tylko znikoma część pieniędzy.  W 2009 r. aż 5,1 mln zł z przychodów, czyli darowizn, poszło głównie do... szwajcarskiej spółki, rok później – 3,8 mln zł. W efekcie fundacja przeznaczyła na dożywianie dzieci tylko 218 tys. zł (w 2009 r.) i 343 tys. zł (w 2010 r.).

„Maciuś" od trzech lat nie ma zgody ministra spraw wewnętrznych na prowadzenie ogólnopolskiej zbiórki pieniędzy. Powodem jest brak prawidłowych sprawozdań i rozliczenia zbiórek publicznych z 2007 i 2008 r.

Jak ustalił gdański Urząd Kontroli Skarbowej, który prześwietlał fundację w 2010 r., darowizny z datków księgowano na inne niż dla zbiórek publicznych rachunki bankowe, nieujawnione w złożonych sprawozdaniach z przeprowadzonych zbiórek. „Maciuś" do dziś nie uzupełnił tych sprawozdań.

Co się dzieje z zebranymi pieniędzmi? Milionowe przychody fundacji, jakie pozyskuje od darczyńców na pomoc głodnym dzieciom, zżerają „koszty działalności operacyjnej". To – jak ustaliła „Rz" – głównie zlecenie obsługi wysyłkowej listów z prośbą o pomoc dzieciom, prywatnej spółce SAZ Dialog Europe AG z siedzibą w Szwajcarii. W sprawozdaniach finansowych i z działalności fundacja nie chwali się współpracą z tą spółką.

3,3 mln zł w 2011 r. z datków poszło głównie do szwajcarskiej spółki

Reklama
Reklama

Wysokie koszty pośrednictwa zaniepokoiły m.in. resort spraw wewnętrznych. „O kosztach tych potencjalni ofiarodawcy nie byli informowani, a fundacja nie przedstawiła sprawozdania i publicznego ogłoszenia wyników zbiórki oraz sposobu zużytkowania zebranych środków" – czytamy w uzasadnieniu wyroku sądu  z ub.r., od którego fundacja się odwołała. I przegrała.

Grzegorz Janiak, prezes „Maciusia", tłumaczy „Rz", że fundacja korzysta z usług spółki SAZ „tak jak z usług Poczty Polskiej, ponieważ samodzielnie nie ma logistycznych możliwości przeprowadzenia takiej kampanii społecznej". W 2011 r. SAZ w ich imieniu wysłał ponad 720 tys. listów. Tyle że koszt takiej przesyłki to tylko 2–3 zł. „Maciuś" ma 65 tys. stałych darczyńców.

– Jeżeli ponad 90 proc. przychodów pochłaniają koszty operacyjne, to wygląda  to na złe zarządzanie fundacją i ewentualnie na niegospodarność – uważa prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości.

Wiarygodność informacji o 800 tys.  głodujących dzieci zakwestionował m.in. wojewoda pomorski i zapowiedział kontrolę fundacji.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Społeczeństwo
Sondaż: Nie chcemy już zmieniać czasu dwa razy do roku
Społeczeństwo
Nawet minus 20 stopni Celsjusza. Przed nami zimowy początek tygodnia
Społeczeństwo
Stolica wandali. Małe szanse, że sprawcy zapłacą za zniszczenia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama