Budynek, w którym mieściła się synagoga Chewra Thilim, na rogu ulic Meiselsa i Bożego Ciała, powstał w roku 1886. Po drugiej wojnie światowej miał tam swoją siedzibę jeden z krakowskich zespołów tanecznych, a w 1997 roku lokal wrócił do społeczności żydowskiej. W 2008 roku wewnątrz odkryto cenne freski.
Kilka tygodni temu przedstawiciele krakowskiej społeczności żydowskiej podpisali umowę na dzierżawę zabytkowej budowli. Wkrótce potem okazało się, że najemca zamierza otworzyć w lokalu dwupoziomowy klub nocny o nazwie Mezcal, który miałby być otwarty do późnych godzin nocnych.
Plakaty promujące klub rozwieszone są w całym mieście. "W sobotę wieczorem otworzymy nowy klub Mezcal i będziemy się bawić do rana" - czytamy na plakacie. "DJ zagra rocka i heavy metal. Tak jak mezcal, meksykański napój alkoholowy, jest kontrowersyjny i pobudza zmysły, tak i my będziemy zaskakiwać i pobudzać zmysły" - obiecują organizatorzy.
Niektórzy członkowie społeczności żydowskiej byli oburzeni wiadomością, że budynek po synagodze ma być przekształcony w dyskotekę.
- Na podstawie maili i rozmów telefonicznych z całego świata wnioskuję, że wielu ludzi jest głęboko zaniepokojonych działaniami szefostwa żydowskiej wspólnoty religijnej w Krakowie. I uważam, że niepokój jest słuszny - powiedział Jonathan Ornstein, dyrektor Centrum Społeczności Żydowskiej.
- Jak możemy oczekiwać, że inni będą szanować nasze dziedzictwo, skoro sami go nie szanujemy? Nie mogę zrozumieć logiki tej decyzji - mówił Ornstein.
Tadeusz Jakubowicz, przewodniczący Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w Krakowie tłumaczy, że budynek został wynajęty z powodu niepewnej sytuacji finansowej gminy oraz faktu, że nie ma pieniędzy na utrzymanie lokalu.
- Klub jeszcze nie został otwarty, a już spotkał się z falą krytyki - mówi Jakubowicz. - Prawdopodobnie spowodowały to skargi sąsiadów i ludzi, którzy nie rozumieją, że tak piękny budynek musi tętnić życiem, a nie umierać na naszych oczach - uważa.
- Przez lata mieliśmy wiele ofert wynajęcia tego budynku, także od środowisk żydowskich, ale jakoś nikt nie wspominał o pieniądzach - mówi Jakubowicz. - Nowi najemcy są poważnymi ludźmi i wierzymy, że potraktują lokal z szacunkiem. Jeśli będziemy mieli z tym jakieś problemy, po prostu rozwiążemy kontrakt.